W ramach koleżeńskiego promowania radosnej twórczości przedstawiam wszem i wobec zespół Dollar Llama, którego wokalistą jest nikt inny jak mój kolega po prawicy - Tiago Simoes. –==>>DA LINK<<==–
;)
Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha | Posted on 14-07-2009
Co robimy w pracy? To chyba jasne - sprawdzamy pocztę, pijemy kawę, gadamy, oglądamy youtube, wrzucamy zdjęcia na facebook, oglądamy w internecie co zrobili inni designerzy, jemy lunch, chodzimy do H&M albo po prostu na spacer w przerwie na lunch, oglądamy książki o designie, które są zgromadzone w firmowej biblioteczce…
Naprawdę robimy to wszystko :P i czasem nawet pracujemy :PP Ostatnio nawet dużo pracujemy. Dla mnie okres obijania skończył się, kiedy Nuno poszedł na 2,5 tyg. urlopu od 10 czerwca. Ponieważ to co on robił z projektem Equador, spadło na mnie i na Luisa. Luis zajmował się CG (Computer Graphics, czyli w tym wypadku tłami robionymi w 3Dstudio dla tego filmu) a ja obróbką w After Effects (keying, rotoscoping) oraz na polecenie Nuno miałam zrobić matte painting (płaski obrazek, który się wstawia w trójwymiarowe CG jako tło) przeciwległego brzegu Tagu. Poświęciłam na to cały jeden dzień - pod koniec którego przyszedł Paulo i zapytał, czemu wykonuję pracę Ricardo, przecież to on jest matte painterem. I następnego dnia Ricardo zrobił to tło, oczywiście dużo lepiej, bo jest w tym profesjonalistą, więc moja praca poszła na marne… W każdym razie kiedy już zrobiłam moją część pracy nad tym odcinkiem Equadoru, szef dał mi inną rzecz - keying&rotoscoping w czołówce telenoweli telewizyjnej “Os sentimentos”. Kilkoro ludzi nad tym pracowało, trzeba było zrobić i wyrenderować tło CG i wstawić w nie footage z aktorami wyciętymi z greenboxa. Footage był dość kiepski, a trzech przypadkach wręcz fatalny - np. zielona trawa na zielonym tle, które trzeba usunąć…w dodatku na ciałach zielone odbicia tła; drugi fragment nakręcili na asfalcie, który na video był prawie czarny, podczas gdy w wyrenderowanym tle asfalt był szary. W każdym razie, oto co wyszło:
W kolejnym tygodniu zajmowaliśmy się robieniem showreel (dvd/którki film pokazujący fragmenty różnych prac) Ilusive FX - czyli tej części firmy, która zajmuje się obróbką filmu i efektami specjalnymi. Trzeba było zebrać materiał i wyrenderować część jeszcze raz (nie ma to jak zostawanie po godzinach żeby robić “otwórz-ustaw opcje-zapisz-renderuj-otwórz-ustaw opcje-zapisz….”), potem Dalila zrobiła w tego DVD a ja musiałam je całe obejrzeć i wypatrywać błędów - więc zdobyłam kolejnego “skila” (tudzież umiejętność) - oglądacza-testera ;)
A teraz robimy showreel/portfolio dla firmy architektonicznej MSA, w której byłam w maju robić zdjęcia. Jest szansa, że zostaną one wykorzystane - bo jak skończymy showreel to mamy jeszcze do zrobienia filmik prezentujący firmę, ma to być połączenie video i motion graphics, czyli ujęcia z firmy, pokazywanie kto tam pracuje i do tego pokazują się różne dane statystyczne dotyczące firmy.
Kadr z testowego video, które zrobiliśmy na prezentację dla klienta:

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha | Posted on 05-07-2009
Chcieliśmy pojechać dziś na plażę, ale pogoda się zepsuła - nad Lizbonę nadciągnęły chmury i wiał chłodny wiatr. Spotkany w kuchni (śniadanie rano - o 13.00 :P) Santiago powiedział, że z Eduardo byli już na plaży i jest zimno i wieje, więc bez sensu i wrócili. Postanowiliśmy więc nie jechać na Costa da Caparica, tylko w kierunku Cacais jak wczoraj, wysiąść na stacji Carcavelos, gdzie jest największa plaża po tej stronie delty i przespacerować się promenadą do Santo Amaro, gdzie mieszka Dalila, pójść z nią na kawę czy coś. Jak wysiedliśmy w Carcavelos to okazało się, że co prawda jest pochmurno, niesłonecznie, ale jednak całkiem ciepło! Kupiliśmy sobie tradycyjnie po Magnum :> i ruszyliśmy wzdłuż plaży, na jej końcu postanowikliśmy sprawdzić czy woda jest ciepła i okazało się, że jest!
Co za złośliwość losu :P Beqa rozważał kąpiel, ale było już dość późno, więc ruszyliśmy do Santo Amaro - Dalila napisała, że przyjechali jej rodzice i para ich przyjaciół i zapraszają nas na jedzenie ślimaków. Bardzo chciałam spróbować ślimaki, ale jak wylądowały na stole i wzięłam jednego do ręki i zobaczyłam tą mordkę z oczkami na czułkach to nie mogłam się zmusić, żeby go wziąć do ust :| Cholera, przecież jak byłam mała to na działce bawiłam się w pasanie ślimaków :P Ale poza tym było bardzo przyjemnie, rodzice Dalili są sympatryczni i rozmawialiśmy po portugalsku… a to oznacza, że nie byłam zbyt gadatliwa, za to Beqa nadrabiał za mnie :D
A na koniec okazalo się, że znajomi rodziców Dalili mogą nas podwieźć do Lizbony =)

A jednak się kręci!
Camila zorganizowała w swoim ogródku barbeque. Pojechaliśmy z samego rana = 12.00 pociąg z Cais do Sodre w kiedrunku Cascais, wysiadka na stacji Sao Joao. W Pingo Doce w Cais do Sodre zakupiliśmy Żubrówkę oraz sok jabłkowy :] Wódka jest w sumie tania, jak na produkt importowany - niecałe 7 euro, a to dlatego, że Pingo Doce jest w tym samym koncernie (sieci czy co to jest) co Biedronka. Odwrotną pocztą do nas przylatują portugalskie wina, które można kupić w cenie znacznie niższej niż w “Kuchniach świata” i innych tego typu sklepach.
Ogólnie przyjęcie było bardzo miłe, sympatyczne, przyjemne, sielskie itd :D W końcu spróbowalam grillowaną sardynkę - nic specjalnego, małe toto i dużo małych ości ma. Z typowo portugalskich potraw była też grillowane salsicha (czyli parówka :P). No i ciasto, które wczoraj z Beqa upiekliśmy. Ale oczywiście przebojem była wódka - ludzie chyba się spodziewali, że po przełknięciu dostaną ataku kaszlu, jak to zwykle bywa w filmach, ale jako, że wódka była schlodzona, to wchodziła gładko ;)
A tu powyżej ^^^^ Pedro pokazuje jak się macha hula hopem…
A na koniec poszliśmy się przejść, zaproponowałam plażę, poszliśmy i okazało się, że w ogóle w przeciwnym kierunku poszliśmy i wylądowaliśmy po środku niczego :P Więc wróciliśmy pod dom i podjechaliśmy na plażę samochodami, bo był to kawałek drogi. Plaża nie imponuje wielkością obszaru zapiaszczonego…ale ma promenadę, po której bardzo miło się spaceruje, wzdłuż której są bary, restauracje i dyskoteki. Zastanawiam się tylko, że skoro plaża nie jest szeroka i w sumie nie ciągnie się wzdłuż całego wybrzeża (plaża-skały-plaża-skały, nawet w osławionym Cascais), to czemu są tu takie dzikie tłumy turystów? Lepsza plaża jest po drugiej stronie delty Tagu - Costa da Caparica, zresztą wybieramy się tam niebawem.
Ahh, no i na koniec przyjaciel Pedro nas podrzucił do Lizbony, więc 1,30? zostało w kieszeni ;)
MUDE to Muzeum Designu i Mody - MUseum do DEsign e da Moda - strona www
Korzystając z okazji, że otwarto jedną z jego siedzib niemal na przewciwko Illusive oraz z faktu, że do 1 lipca wstęp jest wolny - zwiedziłam je dzisiaj (ostatni możliwy termin - wspominałam, że jest na przeciwko mojej pracy? ;P).
Na budynku powieszono wielki banner z nazwą muzeum i zdjęciami “dizajnerskich” słynnych przedmiotów, ale i tak dziwnie się czułam wchodząc przez drzwi, nad którymi wciaż wisi tablica z napisem “Caixa Geral dos Depositos”, czyli w wolnym tłumaczeniu: Bank Narodowy. Muzeum bowiem otwarto w dawnej siedzibie tego banku i w środku wciąż to widać, gdyż nie dokończono tam jeszcze remontu - choć według mnie to nadaje temu miejscu niezwykły klimat! Na ścianach i podłodze marmur, na parterze na środku wielkiej sali wciąż stoi potężna marmurowa lada w kształcie kwadratu, wcześniej stali za nią pracownicy banku, teraz stoją na niej i za nią eksponaty. Na parterze jest ekpozycja stała - ubrania, przedmioty, meble, ceramika, sprzęt AGD ustawione według dekad XX wieku, w jednym kącie lecą Beatlesi, w drugim projekcja z Kennedym, w trzecim jakiś film z lat 40. W samym środku stoi świecący walec z pleksi do którego można wejść i zobaczyć stare tostery, miksery, wentylatory itp. W dodatku każda grupa przedmiotów opatrzona jest dość obszernym, ale nie nudnym, opisem, więc można sporo się dowiedzieć. Na piętrze jest jeszcze większa przestrzeń wystawiennicza, przeznaczona na wystawy czasowe. Aktualnie jest tam wystawa “Ombro a ombro. Retratos politicos” - “Ramię w ramię. Portrery polityczne”, prezentująca plakaty wyborcze, karykatury, materiały propagandowe itp. polityków z całego świata, pogrupowane według tematów. Niektóre rzeczy mało ciekawe i źle zaprojektowane, ale jest kilka bardzo ciekawych rzeczy, np. projekcja reportażu Nicolasa Righetti z Turkmenistanu, który pod pretekstem fotografowania hoteli zrobił kilkaset zdjęć pokazujących wszechobecne wizerunki dyktatora Niyazova. Inna ciekawa rzecz to prezentacja plakatów z Tymoszenko w roli atronautki, motocyklistki, dziewczyny ze wsi, a nawet średniowiecznej walczącej dziewicy :D Kobieta się promuje na wszelkie sposoby… ale od tych plakatów wiało niezłym kiczem.
Szkoda, że zdjęć nie można robić w tym muzeum… ;)
…………jak znajdę chwilę to opublikuję wcześniejsze posty…muszę tylko powrzucać zdjęcia do galerii….szkoda, że doba nie ma 48 godzin :S
Dzień poświęcony na *pracę* - czyli ja bawiłam się w persnoalizowanie skórki bloga, a Beqa, który “musi pracować, bo ma egzamin” - usiłował sobie zainstalować Windows 7. Skończyło się to tym, że jego komputer nie miał ani Windows 7 ani Visty, bo gdy instalacja siódemki nie powiodła się, to nie mógł wrócić do Visty, a płyty instalacyjne ma w Caldas… Więc o 20 stwierdził, że skoro jego komputer kompletnie wysiadł, no to teraz możemy wyjść :P Więc pojechaliśmy sobie do Parque das Nacoes, zajęło nam to tylko bagatelka godzinę w jedną stronę (trzema liniami metra - niebieską do Baixa-Chiado, zeiloną do Alameda i czerwoną do Oriente), połaziliśmy, wypiliśmy po dwie galao, bo były takie dobre :P W jednym miejscu są maszty w flagami narodów i tabliczkami z podstawowymi informacjami o danym państwie i lakalizacją na mapie świata - myśleliśmy, że są tam WSZYSTKIE państwa, znaleźliśmy Polskę, ale Gruzji nie - i o dziwo niemieckiej flagi też tam nie ma!
Dzień świętego Antoniego, patrona Lizbpony jesy 13 czerwca, tak? No więc myślałam, że festujemy - całego miasto, praday ulicami, sardynki, wino i fado… - tego 13go. I dopiero w piątek w pracy mnie uświadomili, że świętowanie, i tym samym największa impreza, zaczyna się w wigilię dnia św. Antoniego, czyli w ów piątek. Dobra, napisałam do Beqi, że ma się sprężać z przyjazdem do Lizbony…tak się sprężył, że był po 22.00… Bo o 14.00 miał egzamin, na któy nauczyciel spóźnił się 2 godziny…cóż, Portugalia… Potem autobus oczywiście miał opóźnienie, bo na autostradzie o tej porze tworzą się korki, bo tłumy walą do Lizbony na ten weeknd, a potem Beqa nie dał rady się wcisnąć do metra, tylu było pasażerów i musial czekać na następny pociąg.
Poszliśmy piechotą w kierunku rzeki, ale nie szliśmy główną aleją Avenida da Liberdade, a tam właśnie były parady - bo zależało nam na szybkim dostaniu się w okolice zamku, gdzie umówiliśmy się z Camilą i częścią chłopaków z pracy. Ale jak doszliśmy do Baixa to na ulicy zaczął się taki ruch, tłum, że ale zanim tam doszliśmy, oni już się zwinęli do domów. Za to spotkaliśmy Pedro, jego dziewczynę Verę i ich znajomych. Sardynki wolałam nie ryzykować, ale kupiliśmy sobie pao de chourico, czyli bułkę z kiełbaską + sangria. Byłam rozczarowana, bo nigdzie nie było stoisk z churros (wygląda tak). Siedzieliśmy najpierw pod zamkiem, a potem postanowiliśmy się udać w stronę Bairro Alto..no i się zaczęło! Ludzi było tyle, że ulice to były rzeki tłumu, szczególnie dobrze było to widać w pagórkowatym Bairro Alto, gdy weszło się na szczyt ulicy i spojrzało w dół - morze głów! Nigdy nie widziałam tylu ludzi na raz na ulicach. Doszliśmy do Miradouro de Santa Catarina i postaliśmy tam chwilę - bo właśnie całe to osławione Santos to było stanie, picie piwa/sangrii i gadanie… nawet tańczyć nie było jak, ani do czego - co prawda na miradouro puszczali muzykę, ale jakieś elektro-techno :S Więc miałam mieszane uczucia - fakt, nigdy czegoś takiego nie widziałam - takie tłumy ludzi,którzy wyszli na ulicę żeby razem świętować, ale to “świętowanie” było takie dość liche… niespecjalnie wyjątkowe :P Warto pójść i zobaczyć, ale raz wystarczy ;)
fotki z internetu:

Santos em Lx

Santos em Lx - defilada
Posted by Naat | Posted in Lisboa, proza zycia :P | Posted on 08-06-2009
Dziś pojechaliśmy do ambasady polskiej - zagłosowałam, spełniłam swój obywatelski obowiązek, ha! Fajnie było wejść do “domu”, w którym od progu usłyszałam “Dzień dobry” a nie “Boa tarde” i gdzie wszyscy mówili po polsku…tak trochę jakbym była w ojczyźnie ;) No, w końcu byłam - na terytorium RP :D
Beqa się dziwił, że w sumie to tylko weszliśmy, zagłosowałam, poszliśmy do toalety (mają tam kaloryfer!! cywilizacja!!!) i wyszliśmy… nikt nie chciał “pogadać”. Beqa uznał, że gdyby to była gruzińska ambasada, to zaraz by wszyscy zaczęli się wypytywać o cel pobuty, życie, pracę itd. Cóż, Polaków tu jak Burków ;P - na ulicy dość często zdarza się usłyszeć polskich turystów (zaraz po najliczniejszych Niemcach, Francuzach i Anglikach, oraz Włochach) - może dlatego jak Polak ziomka spotyka, to się tak tym nie ekscytuje ;)
Przeszliśmy się z ambasady do Belem, bo to niedaleko…. i cykaliśmy fotki:
P.S. z 9.06: A mój kandydat wchodzi do EP =)


