DoomsDay

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, podróż | Posted on 29-04-2009

Sroda zaczela sie dosc feralnie - prawie uciekl mi samolot… Wyjechalismy z Lodzi o 6.30 i o 8.30 stanelismy w korku pod Jankami, 13 km do Warszawy, a z 15 do lotniska…. O 9.40 zamykano odprawe i zdazylam doslownie w ostatniej chwili. To bylo jak w filmie - wpadlam na terminal, zobaczylam bramke, wlaczyly sie Rydwany Ognia w tle a ja w zwolnionym tempie ruszylam biegiem do check-in…. :D Nawet nie spojrzalam na wage bagazu, ale poprzedniego dnia mialam jeszcze 3 kg wolnego miejsca. Potem juz poszlo gladko - samolot wyladowal w Luton nawet przed czasem. Tam spotkalam Karola (pseudo Cage, autor podlinkowanego tutaj bloga o erasmusie w Coimbrze) i jego przyjaciela Pawla. Taki ten swiat maly - okazalo sie, ze lecimy do Portugalii w tym samym dniu, tym samym samolotem. Z tym, ze ja do roboty, a oni na wakacje - bo w Coimbrze odbywa sie festiwal studencki (czytaj: hektolitry darmowego piwa ;P )

Troche sobie posiedzielismy na tym lotnisku, bo samolot do Lizbony byl dopiero o 17. Przy ponownym check-in odkrylam ze moj bagaz akurat zmiescil sie w limicie 20kg - czyli jednak po dolozeniu suszarki, ksiazki i dwoch oscypkow te wolne 3 kg zniknely ;P Ten samolot tez szybciej lecial (aczkolwiek fakt, ze za mna siedzialo dziecko z ADHD wychowywane bezstresowo sprawil, ze lot wydal sie dwa razy dluzszy niz poprzedni…kopanie w moj fotel nie wystarczylo - trzeba bylo sie wczolgac pod moje siedzenie i pobawic sie moimi butami…) i wyladowalismy pol godziny przed czasem. A na miejscu juz czekala na mnie obstawa z transportem do Caldas :] A w Caldas pyszna kolacja z chaczapuri (imeretynskim) i ginja. Moje dary - zubrowka, oscypek i ptasie mleczko - poszly w odstawke - ale nie na dlugo ;)

Post a comment

You must be logged in to post a comment.