Moglam troche dluzej pospac… do 8.00 :P Bo o 10.30 umowilam sie na festiwalu z Beqa - z Caldas ze szkoly kursuje specjalny autobus dowozacy studentow na OFFF a wieczorem zabierajacy ich z powrotem do domu. Po drodze zaliczylam punkt info na stacji metra Avenida, gdzie zlozylam wypelniony formularz ws. migawki. Potem metrem do Cais do Sodre. gdzie przesiadlam sie na pociag do Oeiras. W pociagu dostalam smsa od Beki, ze jeszcze nie ruszyli z Caldas - a byla juz 10.00. Typowa portugalska punktualnosc :P
Przyjechalam na miejsce i nawet nie musialam sie zastanawiac, gdzie dokladnie odbywa sie festiwal - po prostu szlam za tlumem ludzi. W pewnym momencie tlum zatrzymal sie i okazalo sie, ze to koniec kolejki do wejscia… Kolejka byla gigantyczna, ale na szczescie szybko sie posuwala, zamienilam bilet na szpanerska bransoletke, ktora sluzy za identyfikator i weszlam do wielkiego kompleksu hangarow. Dziki tlum posuwal sie irytujaco wolno, oczywiscie ludzie szli i mogli sie w kazdej chwili z byle powodu (stoisko Sagres, czyli piwo, albo inne stoiska z koszulkami, torbami i inne promujace jakies produkty, magazyny albo firmy, ale w sumie jak na tak wielka impreze to bylo tego malo) zatrzymac dokladnie tam, gdzie akurat stali, zero refleksji, zeby moze zejsc na bok i nie torowac drogi innym. Organizatorzy podali, ze w sumie bylo tam 3500 osob - chyba tyle biletow sprzedali. Czyli bagatelka zarobek rzedu 227 500 euro. Doszlam do wielkiego hangaru, gdzie zrobiono glowne audytorium, udalo mi sie zajac miejsce z przodu, ale nie w centrum, tylko z boku. Potem okazalo sie to byc mocno niestrategicznym posunieciem z powodu fatalnego naglosnienia. Ta hala byla tak duza, ze dzwiek ktory wychodzil z glosnikow odbijal sie echem i trudno bylo cokolwiek zrozumiec. Wszystko mialo sie zaczac o 11.30, ale oczywiscie zaczelo sie godzine pozniej. Wiec ludzie, ktorzy jechali spoznionym autobusem z Caldas niczego nie stracili. Wrecz mieli farta, bo juz nie bylo kolejki do wejscia.
Na rozpoczecie byla prezentacja Neville´a Brody, ale niewiele moglam zrozumiec z tego co mowil przez to naglosnienie :| Z tego co pokazywal - nie bylo to nic specjalnie odkrywczego, po prostu prezentowal prace swojej firmy, a to to sobie mozna na ich stronie zobaczyc. Tylko a koniec powiedzial cos co mnie zainteresowalo - podsumowal nasza wspolczesna rzeczywistosc w ten sposob, ze po raz pierwszy ludzkosc zyje w takich czasach, kiedy przyszlosc nie jawi sie jako cos lepszego od terazniejszosci. Ze my nie bedziemy zazdroscic naszym dzieciom, bo najprawdopodobniej w ich czasach swiat nie bedzie juz takim milym miejscem jakim - pomimo wielu wad - jest teraz. Ze w przeslosci ludzie zawsze postrzegali przyszlosc jako cos lepszego - a dzis jest tak, ze to terazniejszosc wydaje sie byc najlepsza. Terazniejsze czasy dobrobytu w pieknych okolicznosciach przyrody.
Po tym pierwszym pukcie programu juz przerwa - na lunch. Przedarliśmy się więc do wyjścia, na zewnątrz było już gorąco, słońce przypiekało. Wyszyliśmy poza teren festiwalu, rozglądamy się, ale -jak nie w Portugalii - w polu widzenia tylko jedna mała pastelaria. Poza tym same bloki, nawet sklepu nie ma. Oczywiście w pastelarii już kolejka robiła trzeci zakręt… Poszliśmy więc w kierunku pociągów, w końcu za stacją znaleźliśmy małą budkę z ogródkiem, gdzie dawali bifanas, czyli bułkę z plastrem wołowiny :)~
Wróciliśmy do hangarów, gdzie było dwa razy bardziej gorąco niż na dworzu. Upał i duchota były nie do zniesienia, a niektóre punkty programu mocno zalatywały nudą. Myślałam, że będą jakieś prezentacje nowych technologii do wykorzystania w dizajnie, albo, że goście będą zdradzali sekrety swojego warsztatu (skoro bilet kosztował 75EUR, to mogliby czegoś nas nauczyć :P). Ten pierwszy dzień OFFF rozczarował, nie miałam poczucia wyrzucenia kasy w błoto jedynie dlatego, że wyrzuciłam ją (kupiłam bilet) dawno temu ;P Jedna fotografka nie mogła wystąpić bo coś było nie tak z rzutnikiem, przesunęli ją na inną godzinę, ale nie powiedzieli na którą, więc jak się zjawiliśmy w hali ponownie już było po jej występie. Ale dziewczyny z Caldas, Agata i Dominika (beijinhos!!;) ) powiedzialy nam, że nic nie straciliśmy, bo owa Eva Vermandel mówiła tylko półgodziny - pokazywała zdjęcia i mówiła, gdzie je zrobiła - nic więcej nie zdradzając… Coś ciekawego zaprezentowali James Paterson i Amit Pitaru, zrobili ładną wizualnie grę - ale we flashu, więc to żadna nowość. Za to inny ich prijekt jest wyjątkowy - stworzyli interfejs, który pozwala zamienić wizualne elementy, rysunek, na muzykę - niestety, nie mogłam tego znaleźć w necie.
Wyszliśmy stamtąd po 22.00. W drodze do domu (czyt. do mysiej dziury) wstąpiliśmy do Armazéns do Chiado, czyli centrum handlowego nad stacją metra Baixa-Chiado, gdzie można zjeść w barze wielki obiad za 5-6 euro.