Posted by Naat | Posted in proza zycia :P | Posted on 19-05-2009
Wczoraj wieczorem po powrocie z pracy do mojej mysiej dziury poczułam się znów wyjątkowo przygnębiona tym miejscem, szczególnie, że na dywanie w korytarzu leżała kocia kupa… Weszłam na internet i zaczęłam szukać pokoju, znalazłam jeden w okolicach Marques de Pombal, było kilka bardzo obiecujących fotek, więc napisałam mail. Dziś w pracy dostałam odpowiedź i od razu umówiłam się na wizytę. Okazało się, że osoby wynajmujące to para gejów, od razu o tym napisali, i czy nie mam z tym problemu, hehe :D
Pojechałam tam po pracy, od metra stacji Marques idzie się dość długo, budynek dość stary, ale w środku ładny i zadbany, a mieszkanie…. pierwsze co mi się rzuciło “w oczy” to to, że w nim pachnie! Jest bardzo duże, mieszka tam w sumie 7 osób, ale niestety łazienka jest tylko jedna. Ale Eduardo - ten, z którym korespondowałam - powiedział, że jeszcze nie było problemu z dostępem do łazienki, bo każdy ma inne godziny pracy czy szkoły. Drugim, ale ostatnim minusem jest to, że w pokoju co prawda jest okno, ale wychodzi ono na patio, które jest malutkie, za to budynek wysoki, więc to praktycznie jak ślepe okno, czyli pokój jest ciemny… Ale za to w salonie jest duuużo światła i jest internet bezprzewodowy, więc mogę sobie siedzieć na wygodnej kanapie i pracować (praca mgr jeszcze niezaczęta :S ). Poza tym ludzie wydali mi się sympatyczni, Eduardo bardzo miły, wszędzie jest czysto, Eduardo uprzedził mnie, że co tydzień w sobotę wszyscy sprzątają części wspólne domu. Naprawdę jestem za wzięciem tego pokoju! Wydaje się o tyle bardzie jcywilizowanym miejscem niż to mieszkanie Catariny! Powiedziałam Eduardo, że porozmawiam z nią i napiszę do niego jutro o decyzji. Oczywiście muszę wpłacić depozyt za 1 miesiąc czyli 250euro, żeby zabukować pokój i będę mogła się wprowadzić od przyszłego miesiąca.
Wróciłam do mysiej dziury, a tam znów kupa na dywanie… :S