Trzeba mieć fantazję dziadku! :P

0

Posted by Naat | Posted in praca, proza zycia :P | Posted on 28-05-2009

Wczoraj od rana zaczęłam nagrywać ludzi składających Dalili życzenia, miałam problem, bo nie ma w firmie mikrofonu, a jednak jest tu głośno, okna otwarte, więc dociera hałas ulicy, a aparat co prawda ma wbudowany mikrofon, ale nie kierunkowy i zbiera głos zewsząd, a szczególnie z najbliższego sąsiedztwa, czyli niekoniecznie złapie kogoś przemawiającego metr dalej. Zaczęłam od drugiego końca pokoju, żeby nie usłyszała co jest grane. Potem przyjechał Paulo i stwierdził, że miałam to robić bez mikrofonu i statywu, bo to miało być “szalone i eksperymentalne” a nie nudne blabla (zdawało mi się, że wczoraj właśnie o takie blabla od każdego mu chodziło) i “gdybym chciał zrobić coś zwyczajnego, to nie dawałbym tego zadania tobie” i że po lunchu on mi pokaże jak to powinno być zrobione - że trzeba wyjść na na ulicę, krzyczeć, skakać, może nawet zaczepiać przechodniów; że wyśle Dalilę pod jakimś pretekstem na godzinę z firmy i wtedy to nagramy, wszyscy się ustawią na deptaku, kamerę położy na ziemi i zrobimy coś odlotowego… No dobra, to czekam. Po lunchu nic nie nastąpiło, szef zamiast wysłać gdzieś Dalilę, dał jej więcej pracy na miejscu i tyle.

Więc dzisiaj rozmawialiśmy z Pedro na MSN (pomimo, że siedzimy do siebie plecami, ale to tutaj normalna droga komunikacji - czaty) o tym, co Paulo mi powiedział, Pedro generalnie stwierdził, żebym się nie przjmowała, bo szef taki jest - zapomina, olewa, a poza tym skoro on to wymyślił, to niech to zrobi, ja nie powinnam się poczuwać do żadnej odpowiedzialności za to, czego on nie zrobi (no bo wydawało mi się, że to w głownej mierze było moje zadanie). Rozmawialiśmy o tym pomyśle i przyszło nam do głowy jego rozwinięcie - w firmie pojawia się tajemniczy morderca, który po kolei zabija wszystkich pracowników, pozwalając im łaskawie na wypowiedzenie ostatnich słów i wszyscy wykorzystują tą okazję na złożenie życzeń Dalili. Mieliśmy z Pedro ubaw z tego pomysłu i z tworzenia listy możliwych metod zabicia pracowników - uduszenie kablami, zasztyletowanie piórem od tabletu, porażenie prądem przy włączaniu komputera, zatruta kawa z ekspresu, utopienie w sedesie, ktoś mógł nie wytrzymać presji i wyskoczyć przez okno krzycząc “Parabeeeeens” [w wolnym tłum.: Sto laaaaat"] (tylko to byłoby trudne do zamarkowania dla potrzeb nagrania). Oczywiście nagranie z założenia miało wyglądać bardzo amatorsko i każde ujęcie byłoby naprawdę krótkie i nie na serio. Przedstawiłam ten pomysł Paulo, ale on stwierdził, że to jest zbyt skomplikowane i na pewno nie wyjdzie. Powiedziałam mu więc, że mamy łatwiejszą wersję scenariusza - otóż wszyscy pracownicy postanawiają zabić szefa, i przed zadaniem ostatecznego ciosu pozwalają mu na ostatnie słowa a on mówi “Dalilo, przepraszam, że zapomniałem o twoich urodzinach!” - ale O DZIWO ten pomysł też mu się nie spodobał, ciekawe czemu? :P W końcu Paulo stwierdził, że możemy spróbować z tym seryjnym mordercą i sądziłam, że wykaże się wsparciem, ale znów - poszedł na lunch, a po powrocie nic, zero współpracy. W międzyczasie Pedro coś nagrał z kolegą “Moszem”, ale nikt inny nie chciał partycypować, wykręcając się pracą (taaa, siedzenie na MSN; Pedro podsumował ich jako komputerowych nudziarzy bez wyobraźni i spontanu) i po prostu daliśmy za wygraną. A wydawało mi się, że Portugalczycy, szczegolnie w firmie designerskiej, mają więcej życiowej fantazji…

A po pracy wróciłyśmy z Dalilą do Santo Amar i poszłyśmy na rolki na promenadę, która biegnie wzdłuż plaży - biegnie przez 4 miejscowości i prawie całą przeszłyśmy wczoraj piechotą, było pięknie! Była już noc, ale było ciepło, ocean przyjemnie szumiał, a widok był niesamowity - widać stamtąd deltę Tagu i wybrzeże na południe od Lizbony, wszystko rozświetlone milionem światełek. Po promenadzie, która biegnie po zróżnicowanej linii brzegu, ludzie spacerują, jeżdżą rowerem i na rolkach, są knajpy, porty dla żagłowek, pomnik przedstawiający ogon wieloryba chyba w sklali 1:1, ławeczki, palmy… normalnie jak Kalifornia :D
Dzisiaj “jeździłyśmy na rolkach” to znaczy Dalila jechała, a ja ją asekurowałam - powiedziała mi, że nie umie jeździć, ale oczywiście przesadziła, bo radzi sobie zupełnie dobrze.

Post a comment

You must be logged in to post a comment.