Rano postanowiłyśmy z Natalią zrobić śniadanie na dachu. Poszłyśmy do sklepu po świeże pieczywo, sałatę i parę innych rzeczy do zrobienia chrupiących pysznych wielkich kanapek z opieczonych bułek =) Śniadanie, a właściwie lunch (12-13) na dachu wypadło bardzo przyjemnie - nie dość, ze dobre jedzenie, to jeszcze ciepło na słoneczku. Pod koniec wręcz za ciepło ;P Bowiem tego dnia przyszło lato - zrobiło się naprawdę gorąco, bezwietrznie, słońce zaczęło nieźle przypiekać.
Natalia poszły do szkoły za zajęcia o 14.00 i gdy zeszła na dół, okazało się, że przy barierce, przy drzwiach do naszej klatki, nie ma jej roweru! Ktoś musiał go ukraść, gdy jedliśmy lunch, bo gdy wychodziłyśmy do sklepu nie zaważyłyśmy jego braku. To niedorzeczne, po co komu taki stary rower?! W dodatku jej zapięcie nie było zniszczone ani przecięte, tylko wisiało przy moim rowerze (do którego przypięty był jej rower). Gdy Natalia wróciła z zajęć poszliśmy na zakupy, wyjątkowo do Leklerka, a po powrocie na policję, aby zgłosić kradzież. Właścicielem roweru jest Nick, więc jak najszybciej musimy do niego pójść. Natalia bardzo się martwi o to, że pewnie będzie musiała zwrócić pieniądze za rower i być może wydać kolejne na wynajęcie drugiego.
W międzyczasie zadzwoniłam do Oriany, przyjaciółki Janet, którą poznałam dzięki MySpace, a która mieszka blisko Caldas i ma konie =) Okazało się, że Oriana jest bardzo sympatyczna i zabawna, choć nie byłam w stanie zrozumieć jej wyrafinowanego angielskiego humoru, ponieważ używała słów, których nie znam ;P W ogóle trudno mi ją było zrozumieć przez telefon przez jej bardzo angielski angielski ;) Poza tym ona jednocześnie rozmawiała i starała się opanować sytuację na padoku, na którym konie się jej rozpierzchły… Udało nam się ustalić, że jutro się spotkamy w Caldas, ponieważ ona przyjedzie do miasta po benzynę. Mam do niej w południe zadzwonić.
Natomiast wieczorem poszliśmy na Finnish Party do Nikoliny, która ma u siebie 3 fińskie przyjaciółki, które przyleciały ją odwiedzić. Niestety, nie było wiele jedzenia :P Były kanapki z łososiem i z krewetkami oraz anyżkowe cukierki i tradycyjna fińska anyżkowa wódka… I na domiar złego Marcio zapomniał zabrać naszego Sobieskiego z powrotem do naszego mieszkania! Bo musieliśmy pójść z własnymi drinkami, a jako, że zaproszenie-SMS Nikoliny dotarł do nas późno, więc zabraliśmy tylko jedno wino, jakie było w domu - a żeby to nie wyglądało aż tak biednie (1 wino na 3 osoby) to wzięliśmy też na wszelki wypadek wódkę. No i Marcio nieopatrznie włożył ją u Nikoliny do zamrażarki, po czym okazało się, że przyjęcie szybko się skończyło i wszyscy poszli do domu…. a nasza wódka została w zamrażarce… i Marciowi nie przyszło do głowy ją ukradkiem z powrotem zabrać… ciekawe, czy Nikolina już ją odkryła….