MUDE

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura | Posted on 30-06-2009

MUDE to Muzeum Designu i Mody - MUseum do DEsign e da Moda - strona www

Korzystając z okazji, że otwarto jedną z jego siedzib niemal na przewciwko Illusive oraz z faktu, że do 1 lipca wstęp jest wolny - zwiedziłam je dzisiaj (ostatni możliwy termin - wspominałam, że jest na przeciwko mojej pracy? ;P).
Na budynku powieszono wielki banner z nazwą muzeum i zdjęciami “dizajnerskich” słynnych przedmiotów, ale i tak dziwnie się czułam wchodząc przez drzwi, nad którymi wciaż wisi tablica z napisem “Caixa Geral dos Depositos”, czyli w wolnym tłumaczeniu: Bank Narodowy. Muzeum bowiem otwarto w dawnej siedzibie tego banku i w środku wciąż to widać, gdyż nie dokończono tam jeszcze remontu - choć według mnie to nadaje temu miejscu niezwykły klimat! Na ścianach i podłodze marmur, na parterze na środku wielkiej sali wciąż stoi potężna marmurowa lada w kształcie kwadratu, wcześniej stali za nią pracownicy banku, teraz stoją na niej i za nią eksponaty. Na parterze jest ekpozycja stała - ubrania, przedmioty, meble, ceramika, sprzęt AGD ustawione według dekad XX wieku, w jednym kącie lecą Beatlesi, w drugim projekcja z Kennedym, w trzecim jakiś film z lat 40. W samym środku stoi świecący walec z pleksi do którego można wejść i zobaczyć stare tostery, miksery, wentylatory itp. W dodatku każda grupa przedmiotów opatrzona jest dość obszernym, ale nie nudnym, opisem, więc można sporo się dowiedzieć. Na piętrze jest jeszcze większa przestrzeń wystawiennicza, przeznaczona na wystawy czasowe. Aktualnie jest tam wystawa “Ombro a ombro. Retratos politicos” - “Ramię w ramię. Portrery polityczne”, prezentująca plakaty wyborcze, karykatury, materiały propagandowe itp. polityków z całego świata, pogrupowane według tematów. Niektóre rzeczy mało ciekawe i źle zaprojektowane, ale jest kilka bardzo ciekawych rzeczy, np. projekcja reportażu Nicolasa Righetti z Turkmenistanu, który pod pretekstem fotografowania hoteli zrobił kilkaset zdjęć pokazujących wszechobecne wizerunki dyktatora Niyazova. Inna ciekawa rzecz to prezentacja plakatów z Tymoszenko w roli atronautki, motocyklistki, dziewczyny ze wsi, a nawet średniowiecznej walczącej dziewicy :D Kobieta się promuje na wszelkie sposoby… ale od tych plakatów wiało niezłym kiczem.

Szkoda, że zdjęć nie można robić w tym muzeum… ;)

…………jak znajdę chwilę to opublikuję wcześniejsze posty…muszę tylko powrzucać zdjęcia do galerii….szkoda, że doba nie ma 48 godzin :S

Parque das Nacoes nocą

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 13-06-2009

Dzień poświęcony na *pracę* - czyli ja bawiłam się w persnoalizowanie skórki bloga, a Beqa, który “musi pracować, bo ma egzamin” - usiłował sobie zainstalować Windows 7. Skończyło się to tym, że jego komputer nie miał ani Windows 7 ani Visty, bo gdy instalacja siódemki nie powiodła się, to nie mógł wrócić do Visty, a płyty instalacyjne ma w Caldas… Więc o 20 stwierdził, że skoro jego komputer kompletnie wysiadł, no to teraz możemy wyjść :P Więc pojechaliśmy sobie do Parque das Nacoes, zajęło nam to tylko bagatelka godzinę w jedną stronę (trzema liniami metra - niebieską do Baixa-Chiado, zeiloną do Alameda i czerwoną do Oriente), połaziliśmy, wypiliśmy po dwie galao, bo były takie dobre :P W jednym miejscu są maszty w flagami narodów i tabliczkami z podstawowymi informacjami o danym państwie i lakalizacją na mapie świata - myśleliśmy, że są tam WSZYSTKIE państwa, znaleźliśmy Polskę, ale Gruzji nie - i o dziwo niemieckiej flagi też tam nie ma!

Zawód: fotograf ;P

0

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, staż | Posted on 22-05-2009

Dziś w końcu pojechałam do tej firmy architektonicznej! Ale najpierw było wczoraj…

Źle zrobiłam że pod koniec dnia pracy - czyli ok. 19.30 - poszłam do szefa się zapytać kiedy w końcu pojedziemy zrobić zdjęcia w tej firmie, bo wcześniej powiedział mi, że w poniedziałek jedzie do klienta na rozmowę i prezentację pomysłu na zrobienie jego strony internetowej. A on na to, że dziś możmey tam pojechać! Pytam się: Dziś? Przecież już jest prawie 20! On: No tak, jedź do domu, a ja po ciebie podjadę za jakiś czas i tam pojedziemy? Ja: Za jakiś czas?? To znaczy o której? On: No tak po 21. Ja: Ale przecież tam już chyba nikt o tej godzinie nie pracuje! On: Nie, pojedziemy tam tylko na 15 minut po to, żeby obejrzeć miejsce, bo jutro cię tam zawiozę i zostawię, ale muszę ci wyjaśnić o jakie zdjęcia mi chodzi, no ale jak dziś nie chcesz, to nie.
Więc chcąc nie chcąc zgodziłam się, skoro to było tylko “15 minut”. Wróciłam do domu, Paulo pokrzyżował mi plany, bo chciałam zrobić naleśniki, ale zanim dotarłam do domu i tak było już niedaleko do 21, więc zajęłam się innymi rzeczami i czekałam na niego… Oczywiście o 22 wciąż go nie było, więc zaczęłam robić naleśniki. Skończyłam smażyć o 2.00, a Paulo się nie pojawił, na szczęście :P Koło północy Catarina wróciła do domu i powiedziała, że nastawia pranie i czy nie mam czegoś do wrzucenia do pralki, więc dałam jej jeden sweter.

A dzisiaj od rana robiłam zdjęcia portoflio Illusive. I niestety po lunchu, koło 15, przyszedł szef, zapytał się czy już jadłam, powiedziałam, ze tak, na co on - to za 10 minut bądź ze sprzętem na dole, zawiozę cię do MSA (do tej firmy architektonicznej) i zostawię cię tam, żebyś zrobiła zdjęcia. Ghhhh…jest piątek….15.00….nie chce mi się :P No ale pojechaliśmy, przez całą drogę Paulo rozmawiał przez telefon, pokazując mi gestami co powinnam sfotografować wokół budynku firmy, zaparkował wciąż rozmawiając i dopiero jak zobaczył przed firmą jej szefa, to skończył rozmowę i z kolei gadał z nim… A miał mi wyjaśnić co i jak mam fotografować… no dobra. W końcu, gdy tamten poszedł, wyjaśnił mi, że Illusive ma zrobić coś a la rebranding identyfikacji MSA, bo nie ma ona ani jej szef zbyt dobrej reputacji w środowisku. Szef jest wymagającym tyranem, który swoje biuro umieścił na specjalnym półpiętrze z widokiem na całą salę z pracownikami, żeby widzieć kto pracuje a kto się obija. Poza tym firma uchodzi za, jak to określił Paulo “architektoniczną dziwkę”, chyba chodziło mu o dobór mało wyszukanych i prestiżowych klientów, bo później widziałam projekty MSA i naprawdę wyglądają bardzo dobrze i nowocześnie, więc to nie chałturzenie. Po prostu dla wielce szykownych panów ważnych i znanych architektów ta firma nie jest dostatecznie prestiżowa / i jej szef chce to zmienić za pomocą brandingu. Paulo chce stworzyć dla nich bardzo oryginalną, “odjazdową” stronę z elementami video, a to video to ma być stop motion animation i ja miałam zrobić próbki tego, co możemy z tej przestrzeni, tego biura, ludzi, wyciągnąć.

Siedziba MSA ma dużą powierzchnię i jest nowocześnie zaprojektowana, w stylu Bauhausu i Corbusiera, zresztą ich projekty właśnie do tego nawiązują. Więc myślałam, że fotografowanie będzie łatwe i przyjemne, ale jednak okazało się, że ogólnie trudno sfotografować wnętrze, gdy nie ma się z 5 metrów odejścia… Oprowadziła mnie po firmie Ines, która pracuje tam od niedawna jako grafik - tak, to na tyle duża firma, że zatrudniają własnego grafika czy nawet dwóch - ona zajmuje się właśnie projektowaniem corocznego newslettera, ale wydają też doroczne książeczki z projektami i klientami z danego roku. W tej firmie jest nie tylko wielka sala, gdzie siedzą architekci i projektują, ale i sale do spotkań z klientami, biblioteka, drukarnia, modelarnia, kuchnia z jadalnią, pokój dla “projektantów międzynarodowych” jeśli takowi przyjadą, biuro szefa, pokoje jakiś dwóch ważniejszych architektów, pokój marketingu i pokój grafików. Poza tym miałam też do zrobienia próbki stop motion na zewnątrz - otoczenie firmy, ulica, budynki dokoła, które tworzą ciekawy układ. Skończyłam po 16, kiedy wyczerpały się baterie. Napisałam do Paulo, czy po mnie przyjedzie, czy mam sama wracać, ale przez pół godziny nie odpisał, więc ruszyłam do tramwaju - po drodze zadzwonił i powiedział, że mogę wziąż taksówkę tylko, żebym wzięła rachunek. Ale już byłam na przystanku, poza tym to wcale nie jest daleko od firmy. Dochodzę do wniosku, że w Lizbonie w sumie wszędzie nie jest daleko ;)

Jak dotarłam do Illusive, szef obejrzał zdjęcia, powiedział, że OK, ale pokazałam mu też moje stop motion animation zrobione ze zdjęć z drogi od zamku do firmy, tą wersję, którą Nuno uznał za zbyt chaotyczną - a Paulo stwierdził, że właśnie to jest to o co mu chodziło, że wygląda oryginalniej i że w ogóle super =) Miło mi :D Wrzuciłam ją na youtube:

OFFF is off

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 09-05-2009

Wstaliśmy wcześnie i poszliśmy na autobus na OFFF, szkoda było opuszczać Caldas i jechać do tej wielkiej stolicy… Dzień był deszczowy. Jak dojechaliśmy, to obejrzeliśmy “Fail gracefully panel”, czyli panel dyskusyjny o porażkach w pracy designera - polegało to na tym, że na scenie były kanapy, na których siedzieli projektanci i mieli opowiadać o swoich porażkach i jak one na nich wpłynęły, jak sobie z nimi radzą etc. Całkiem ciekawe to było. Potem była przerwa, czyli - do pastelarii i znów 2 godziny siedzenia tam, jakoś nie chciało nam się wychodzić, bo na zawnątrz padało. Tego dnia na festiwalu zapadło mi najbardziej w pamięć wystąpienie Digital Kitchen - pokazywali jak robili czołówkę do filmu True Blood, super sprawa… dla jakichś 2 minut czołówki zjeździli pół stanów zjednoczonych, a potem tak to obrobili, pewnie w After Effects, że w sumie amatorskie zdjęcia wyglądają tak niesamowicie, jakby kręcił je cały sztab specjalistów :> A potem był Stefan Sagmeister, kolejny showman, który wystąpił w sukience wystylizowany na geja i nawet miał takie ruchy. Opowiadał o swoich doświadczeniach i to było naprawdę ciekawe, pomimo, że dumny był z siebie jak mało kto, no ale w końcu to TEN SŁYNNY SAGMEISTER. Przy okazji dowiedziałam się, że on co siedem lat robi sobie totalną przerwę od pracy i na rok wyjeżdża na jakieś bezludzie… chyba też to muszę praktykować - tylko nie na bezludzie :P Beludne mieszkanie w Rato przekonało mnie, że nie mogę żyć sama :P

Caldas, sweet Caldas =)

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 08-05-2009

Teoretycznie Paulo kazał mi być dziś w pracy do lunchu, ale zaczęłam rozmawiać z Tiago o festiwalu i powiedział mi, że dziś przed południem jest prezentacja najlepszych designerskich firm portugalskich i że MUSZĘ na tym być, że mam już wyjść, bo muszę na to zdążyć… Cóż i tak bym nie zdążyła, bo byłam w pracy, to się zaczynało za 15 minut, a sama podróż pociągiem trwa 30 minut, a jeszcze trzeba dojść do stacji, no i mieliśmy jechać razem z Beqą ok. 13.00. Powiedziałam Tiago, że Paulo nie pozwolił mi jechać, na co Tiago, że on bierze odpowiedzialność na siebie. Hm, no dobra :D Wyszłam z pracy i poszłam do stacji Baixa-Chiado, bo tam się umówiliśmy z Beqą, i jeszcze poszliśmy coś zjeść do Armazéns zanim pojechaliśmy do Oeiras. Beqa już wcześniej zadzownił do mnie z domu i powiedział, że nie ma wody :| Że przyszedł koleś z wodociągów, dzwonił do drzwi, ale Catarina spała i nie reagowała, więc Beqa mu otworzył, tamten powiedział, że odłączają wodę, bo rachunek jest niezapłacony… Potem Beqa z nią rozmawiał, powiedziała, że jeszcze dziś się tym zajmie.

Na OFFF spotkaliśmy Dalilę i Pedro, którzy musieli wziąć dzień wolny, żeby przyjechać. Pedro powiedział, że nie powinnam się słuchać  Tiago, tylko zawsze pytać Paulo… Mam nadzieję, że szef jednak nie objedzie mnie za to, że byłam na festiwalu zamiast w pracy. Z Dalilą umówiliśmy się na pójście na jakiś jantar po festiwalu, problemem tylko był fakt, że w Oeiras w pobliżu OFFF nie ma żadnej restauracji, jedynie McDonalds :S

Po lunchu na OFFF była prezentacja, która tak nas znudziła, że wyszliśmy do pastelarii na przeciwko festiwalu i siedzieliśmy tam chyba ze 2 godziny :P Potem wróciliśmy i obejrzeliśmy 3 ciekawsze rzeczy:
- PES, czyli koleś który robi animacje stop-motion i naprawdę wymiata!
Western Spaghetti
Roof Sex - jego pierwszy film…i chyba najśmieszniejszy :)
Topiący się orzeszek
Game Over

- Paula Scher - jako, że projektuje od chyba lat 70. to ciekawie było posłuchać o jej doświadczeniu, poza tym nie przynudzała, pomimo, że mówiła tylko o typografii i druku

- Joshua Davies - ten to dał popisówę, co chwila odmieniał “fuck” we wszystkich formach, skakał po scenie i mówił z rozbrajającą szczerością o tym, że jak zaczyna jakiś projekt to nigdy nie wie, czy wyjdzie coś dobrego, czy kompletne gówno :P w sumie dość nietypowe wyznanie jak na profesjonalnego projektanta - ci zawsze uważają, że to co robią jest z założenia dobre, skoro są profesjonalnymi projektantami. Pedro potem powiedział mi, że nie lubi Daviesa, bo ten koleś od lat robi i mówi to samo - i faktycznie, jak popatrzyłam na zdjęcia z poprzedniego OFFF (czy może sprzed 2 lat) to pokazywał dokładnie to samo.

Dziś nagle zrobiło się zimno, a ja byłam ubrana jak na wczorajszy upał. Festiwal się skończył, spotkaliśmy Dalilę i jej znajomych, ale mieli plan pójścia do McShitu, co nam niebyt odpowiadało… Spotkaliśmy też Dominikę i Agatę, które wracały do Caldas i przyszedł mi do głowy pomysł, żebyśmy także tam wrócili tym darmowym szkolnym autobusem :] W końcu nie jest pełny i nikt nie sprawdzał czy sięjest studentem ESAD. A więc Caldas, ostoja normalności! czysto, miło i domowe jedzenie :D a nie mysia dziura… Szkoda tylko, że kierowca w autobusie włączył klimatyzację i było strasznie zimno - jak dojechaliśmy to już czułam zbliżające się przeziębienie :S

OFFF start

0

Posted by Naat | Posted in design, kultura | Posted on 07-05-2009

Moglam troche dluzej pospac… do 8.00 :P Bo o 10.30 umowilam sie na festiwalu z Beqa - z Caldas ze szkoly kursuje specjalny autobus dowozacy studentow na OFFF a wieczorem zabierajacy ich z powrotem do domu. Po drodze zaliczylam punkt info na stacji metra Avenida, gdzie zlozylam wypelniony formularz ws. migawki. Potem metrem do Cais do Sodre. gdzie przesiadlam sie na pociag do Oeiras. W pociagu dostalam smsa od Beki, ze jeszcze nie ruszyli z Caldas - a byla juz 10.00. Typowa portugalska punktualnosc :P

Przyjechalam na miejsce i nawet nie musialam sie zastanawiac, gdzie dokladnie odbywa sie festiwal - po prostu szlam za tlumem ludzi. W pewnym momencie tlum zatrzymal sie i okazalo sie, ze to koniec kolejki do wejscia… Kolejka byla gigantyczna, ale na szczescie szybko sie posuwala, zamienilam bilet na szpanerska bransoletke, ktora sluzy za identyfikator i weszlam do wielkiego kompleksu hangarow. Dziki tlum posuwal sie irytujaco wolno, oczywiscie ludzie szli i mogli sie w kazdej chwili z byle powodu (stoisko Sagres, czyli piwo, albo inne stoiska z koszulkami, torbami i inne promujace jakies produkty, magazyny albo firmy, ale w sumie jak na tak wielka impreze to bylo tego malo) zatrzymac dokladnie tam, gdzie akurat stali, zero refleksji, zeby moze zejsc na bok i nie torowac drogi innym. Organizatorzy podali, ze w sumie bylo tam 3500 osob - chyba tyle biletow sprzedali. Czyli bagatelka zarobek rzedu 227 500 euro. Doszlam do wielkiego hangaru, gdzie zrobiono glowne audytorium, udalo mi sie zajac miejsce z przodu, ale nie w centrum, tylko z boku. Potem okazalo sie to byc mocno niestrategicznym posunieciem z powodu fatalnego naglosnienia. Ta hala byla tak duza, ze dzwiek ktory wychodzil z glosnikow odbijal sie echem i trudno bylo cokolwiek zrozumiec. Wszystko mialo sie zaczac o 11.30, ale oczywiscie zaczelo sie godzine pozniej. Wiec ludzie, ktorzy jechali spoznionym autobusem z Caldas niczego nie stracili. Wrecz mieli farta, bo juz nie bylo kolejki do wejscia.

Na rozpoczecie byla prezentacja Neville´a Brody, ale niewiele moglam zrozumiec z tego co mowil przez to naglosnienie :| Z tego co pokazywal - nie bylo to nic specjalnie odkrywczego, po prostu prezentowal prace swojej firmy, a to to sobie mozna na ich stronie zobaczyc. Tylko a koniec powiedzial cos co mnie zainteresowalo - podsumowal nasza wspolczesna rzeczywistosc w ten sposob, ze po raz pierwszy ludzkosc zyje w takich czasach, kiedy przyszlosc nie jawi sie jako cos lepszego od terazniejszosci. Ze my nie bedziemy zazdroscic naszym dzieciom, bo najprawdopodobniej w ich czasach swiat nie bedzie juz takim milym miejscem jakim - pomimo wielu wad - jest teraz. Ze w przeslosci ludzie zawsze postrzegali przyszlosc jako cos lepszego - a dzis jest tak, ze to terazniejszosc wydaje sie byc najlepsza. Terazniejsze czasy dobrobytu w pieknych okolicznosciach przyrody.

Po tym pierwszym pukcie programu juz przerwa - na lunch. Przedarliśmy się więc do wyjścia, na zewnątrz było już gorąco, słońce przypiekało. Wyszyliśmy poza teren festiwalu, rozglądamy się, ale -jak nie w Portugalii - w polu widzenia tylko jedna mała pastelaria. Poza tym same bloki, nawet sklepu nie ma. Oczywiście w pastelarii już kolejka robiła trzeci zakręt… Poszliśmy więc w kierunku pociągów, w końcu za stacją znaleźliśmy małą budkę z ogródkiem, gdzie dawali bifanas, czyli bułkę z plastrem wołowiny :)~

Wróciliśmy do hangarów, gdzie było dwa razy bardziej gorąco niż na dworzu. Upał i duchota były nie do zniesienia, a niektóre punkty programu mocno zalatywały nudą. Myślałam, że będą jakieś prezentacje nowych technologii do wykorzystania w dizajnie, albo, że goście będą zdradzali sekrety swojego warsztatu (skoro bilet kosztował 75EUR, to mogliby czegoś nas nauczyć :P). Ten pierwszy dzień OFFF rozczarował, nie miałam poczucia wyrzucenia kasy w błoto jedynie dlatego, że wyrzuciłam ją (kupiłam bilet) dawno temu ;P Jedna fotografka nie mogła wystąpić bo coś było nie tak z rzutnikiem, przesunęli ją na inną godzinę, ale nie powiedzieli na którą, więc jak się zjawiliśmy w hali ponownie już było po jej występie. Ale dziewczyny z Caldas, Agata i Dominika (beijinhos!!;) ) powiedzialy nam, że nic nie straciliśmy, bo owa Eva Vermandel mówiła tylko półgodziny - pokazywała zdjęcia i mówiła,  gdzie je zrobiła - nic więcej nie zdradzając… Coś ciekawego zaprezentowali James Paterson i Amit Pitaru, zrobili ładną wizualnie grę - ale we flashu, więc to żadna nowość. Za to inny ich prijekt jest wyjątkowy - stworzyli interfejs, który pozwala zamienić wizualne elementy, rysunek, na muzykę - niestety, nie mogłam tego znaleźć w necie.

Wyszliśmy stamtąd po 22.00. W drodze do domu (czyt. do mysiej dziury) wstąpiliśmy do Armazéns do Chiado, czyli centrum handlowego nad stacją metra Baixa-Chiado, gdzie można zjeść w barze wielki obiad za 5-6 euro.

Na ile sposobów można sfotografować szklankę?

0

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, szkoła | Posted on 09-06-2008

Oczywiście - na wieeele. Dziś zrobiliśmy na ścianie pod pracownią wystawę naszych zdjęć…

Ćwiczenie polegało na tym, aby sfotografować szklankę: a) jako przedmiot na jednolitym tle, eksplorując tylko jej aspekty poprzez kadrowanie, zbliżenia, głębię ostrości; b) szklankę z innym przedmiotem, który nada nowe znaczenie; c) szklankę w nietypowym dla niej otoczeniu, co także nada nowe znaczenie; d) szklankę oraz ciało - no i nie zgadniecie, że chodzi o szukanie nowych znaczeń? ;P

A tutaj moje zdjęcia:

Druk wyszedł fatalnie - wszystko zbyt niebieskie… ale Paulo z printing room stwierdził, ze on na to nic nie poradzi, bo akurat w ploterze jest matowy papier, którego nie może wymienić, bo ktoś tam go sobie zażyczył…pewnie jakiś nauczyciel. Poza tym miał jakieś nieodpowiednie dla tego papieru barwniki… więc wiele osób w końcu miało zdjęcia z niebieską tintą… :/

Mam parcie na szkło :P

0

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, szkoła | Posted on 19-05-2008

Dziś były pierwsze zajęcia z fotografii z prof. Baptistą - tym samym, który prowadzi zajęcia Project III, na które chodzi Natalia. W zeszłym tygodniu, na ostatnich zajęciach z fotografii z Emanuelem, rozmawiałam z nim o tym, co będziemy robić z drugim nauczycielem. Emanuel powiedział, że będziemy teraz robić “final project” i każdy musi sam wymyślić, co chce fotografować. Więc ja wymyśliłam kolorowe szkło i ten pomysł się mu spodobał. W niedzielę kupiłam szklanki w Leclercku - a właściwie to są kielichy, sześć, wydałam na nie 12 euro, są brzydkie, ale przynajmniej jednakowe i kolorowe. I nawet zrobiłam kilka zdjęć i ciekawie wyszły. I co? Dziś się dowiedziałam od Baptisty, że nie robimy żadnego final project, tylko na każdych zajęciach będziemy robić inne krótkie ćwiczenie z różnymi przedmiotami… I na następne zajęcia trzeba przynieść szklankę - jedną, białą, prostą, najtańszą. Fodasse, straciłam 12 euro…. 12 ginji, 12 piw lub 4 mojito! :/
No ale przynajmniej mam kilka ładnych fotek :P

Comunicar Design w ESAD.CR

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 16-05-2008

W tym tygodniu na wydziale grafiki i multimediów w zasadzie nie było zajęć, bo odbywał się Comunicar Design - 4 dni (bo w czwartek znów było święto - Dni Caldas) warsztatów, wykładów, ekspozycji i giełdy fanzinów i innych przedmiotów hand-made. W poniedziałek poszłam na dwa warsztaty, wspierana językowo przez Rui’ego - pierwszy polegał na tym, że robiliśmy mini-żaróweczki (z L.E.D. - Light Emiting Diodo), które potem przykleiliśmy do ściany i miało z tego wyjść graffiti ale nie wyszło :P Drugi był z semiotyki, był bardzo dziwny, nawet Rui nie rozumiał o co chodzi babce, która go prowadziła… chodziło ogólnie o związki, skojarzenia z różnymi wyrazami, chyba próbowaliśmy znaleźć słowa na opisanie świata, których mogłyby używać zwierzęta, gdyby umiały mówić, ale ona co chwila zmieniała zdanie odnośnie całej idei tego warsztatu. Ponieważ nic nie rozumiałam, nawet pomimo prób tłumaczenia na angielski, wyszliśmy. Nie poszłam na inne warsztaty, ale widziałam ich efekty na korytarzach i wokół szkoły. Ogólnie nie zachwycały mnie (całościowo wyglądało to na atak nieskrępowanej dziecięcej radosnej twórczości - co jest jak najbardziej w porządku, ale czy to nie za mało?), ale doceniam ideę takiej imprezy w szkole. Tylko wg mnie powinno to być zorganizowane na nieco wyższym poziomie “intelektualno-projektowym”. Miło by było zorganizować coś takiego w naszej szkole - warsztaty np. z druku, papieru, nie każdy ma czas chodzić na wszystkie zajęcia, a wiele osób chciałoby pewnie spróbować różnych rzeczy, poza tym - jakiejś wyjścia do drukarni, albo spotkania z “ekspertami” :]

We wtorek właśnie “ekspert” z Ameryki miał wykład z projektowania form przemysłowych. Monica Correia, assistant professor, wykłada na uniwersytecie Iowa. Poznałyśmy ją w poprzednim tygodniu dzięki Joao, naszemu nauczycielowi od Solid Works, który zawsze się bardzo o nas troszczy - zaprowadził nas do niej i trochę rozmawiałyśmy, głównie o tym, jak wygląda szkolnictwo wyższe w Ameryce. Monica przedstawiła nam bardzo pozytywną jego wizję - jeśli ktoś chce robić studia podyplomowe, dostaje etat na uczelni - zatem pomimo, ze studia są płatne, doktorant ma stypendium oraz pensję - jeśli jest to cały etat zarabia tyle, że jest w stanie się utrzymać, choć na skromnym poziomie; można też mieć pół etatu, co pozwala na dodatkową pracę. Monica jest Brazylijką, a do Stanów trafiła wraz z mężem, który robił tam doktorat. Ona zrobiła właśnie ten podyplomowy kurs, a potem została na uczelni. Przez pięć lat bardzo unowocześniła swoją katedrę przechodząc od projektowania 2D na starym oprogramowaniu do eksperymentowania z tworzeniem wirtualnych rzeczywistości na nowoczesnym wypaśnym sprzęcie.

Strona katedry sztuki na portalu uniwersytetu Iowa — klik! —

Link do strony wydziału wolnych sztuk i nauk na uniwersytecie Iowa

Lisboa day 2

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, podróż, weekend | Posted on 11-05-2008

Domingo (niedziela):

Wstałyśmy późno i zanim się pozbierałyśmy do wyjścia było ok. 11.00. W dodatku zgodziłyśmy się poczekać na Marcio, który obiecał zaprowadzić nas do miejsca, gdzie są dobre śniadania. Niestety, zanim on wyszedł, zanim poszliśmy do bankomatu, zanim znalazł to miejsce była już pora lunchu, w dodatku w barze nie było wolnych miejsc. Zaczęliśmy więc szukać innego miejsca, w którym można by coś zjeść, ale w niedzielę o tej porze spora część restauracji była zamknięta. W końcu trafiliśmy do jakiegoś pawilonu ze sklepami i z barami szybkiej obsługi. Za 5 euro dostałam posiłek zbliżony do tego, co jest w kantynie. Natalia wybrała McDonalds (lub jak to określa Anita - McShit ;P). Marcio zamówił zupę, u nas nazwano by ją zapewne gulaszową - była gęsta, miała w sobie dużo kiełbasy, kluski i fasolę, wyglądała jak fasolka po bretońsku.

O 15.00 miałyśmy być u prof. Miguela Baptisty. Marcio przyjrzał się mapce, którą narysował Natalii Baptista i stwierdził, że odprowadzi nas do miejsca, gdzie mamy wsiąść w tramwaj, bo jest ono niedaleko i nie musimy jechać tam metrem (jak sugerował Baptista). Rzeczywiście, to przystanku tramwajowego było niedaleko, ale gdy tam doszliśmy sprawy się zaczęły komplikować, bo Marcio nie za bardzo się odnajdywał w przestrzeni. Zapytałam się go, gdzie możemy kupić bilet, bo sklepy były zamknięte i też nie bardzo umiał odpowiedzieć, Natalia zasugerowała, że możemy pójść piechotą, bo to chyba niedaleko, Marcio zaczął pytać o drogę przechodniów, nie wiedzieliśmy który numer tramwaju tam jedzie… ogólnie nie mogliśmy się dogadać ani z sobą ani z przechodniami, a Natalia zaczęła się denerwować, że się spóźnimy… w końcu postanowiliśmy, ze pójdziemy dwie przecznice dalej, bo może kawiarnia Cafe Cafe, czyli jeden z punktów orientacyjnych na mapie, jest już tak blisko. Więc poszliśmy… i szliśmy… i szliśmy… i szliśmy… w międzyczasie Marcio stwierdził, ze on przecież nie chce się spotykać z Baptistą, bo go nie lubi, więc on już sobie wróci do domu, po drodze wchodząc do muzeów (w niedzielę wstęp wolny). A my szłyśmy dalej… i szłyśmy… i szłyśmy. Oczywiście złe, bo niepotrzebnie słuchałyśmy Marcio, który twierdził, że to niedaleko, a w sumie to sam nie wiedział gdzie to w ogóle jest. Straciłyśmy przez niego już kilka godzin.

W końcu doszłyśmy prawie pod sam Most 25 kwietnia i znalazłyśmy Cafe Cafe, potem jeszcze trochę pobłądziłyśmy, bo Baptista też nie ma, widać, talentu do opanowywania przestrzeni (choć jest projektantem :P), przynajmniej tej, którą musi przekształcić w dwuwymiarową mapę… W końcu, spóźnione pół godziny, znalazłyśmy jego pracownię.

Jego pracownia jest świetna, ładny wystrój i miła atmosfera, przy małej uliczce, więc cicho, wielkie okno na całą ścianę… W sumie spotkanie sprowadziło się do prezentacji jego twórczego dorobku w postaci portfolio na komputerze. Jego prace bardzo nam się podobały. Oprócz projektowania przedmiotów (wszystkie minimalistyczne, proste, eleganckie) Baptista zajmował się też przez 12 lat organizacją Lizbon Fashion Week i projektował wystawy. Ogólnie bardzo różnorodne zajęcia i wszystkie na wysokim poziomie. Jesteśmy dumne z siebie, że znamy znanego projektanta ;P

A tu jego strona, niestety jeszcze nic na niej nie ma ;P www.mvbfactory.com

Po pożegnaniu z Baptistą poszłyśmy na przystanek tramwajowy i pojechałyśmy do Belem, dzielnicy kulturalnej. Jest tam m.in. klasztor z przepięknym kościołem - pierwszy raz widziałam, ale w transepcie były ustawione ławki dla wiernych. Potem poszłyśmy do CCB - Cultural Centre of Belem. To duży budynek, w którym mieszczą się muzea, teatr i galeria Barroto - galeria sztuki nowoczesnej, gdzie się udałyśmy. Była już 18.00 a o 19.00 zamykali, więc bardzo szybko musiałyśmy obejrzeć ekspozycje. Po tym wróciłyśmy do naszej linii tramwajowej nr.15 i okazało się, ze drogę do domu mamy bardzo prostą. Wysiadłyśmy na Cais Sodre i piechotą poszłyśmy do domu. Po drodze, na deptaku zaczepił nas chłopak z Senegalu - zaszedł nas od tyłu, więc trochę się wystraszyłyśmy, że może to jakaś mafia narkotykowa albo co ;P Ale okazał się być sympatyczny, tylko nie za dobrze mówił po angielsku… i długo nie chciał się odczepić ;P Opowiadał o Senegalu, o tym, że jest piłkarzem i żył już w Turcji, chyba w Belgii i we Francji, o ile dobrze pamiętam. Strasznie się ucieszył, ze nas poznał, bo - jak tłumaczył - czasem spotyka ludzi i oni nie chcą z nim rozmawiać…. nie powiedział tego, ale zapewne chodziło mu o rasizm.

[salbum=18,n,n,left,clear]Po powrocie umówiłyśmy się na dinner z Jose. Pojechaliśmy na pizzę, podobno najlepszą w mieście. Pizzeria była pełna i chyba z pół godziny czekaliśmy aż zwolnią się dla nas miejsca. Jedzenie rzeczywiście było wyśmienite. Na przystawkę Jose zamówił opiekaną mozarellę, która smakowała niemal identycznie jak opiekany oscypek. Wróciliśmy szybko do domów, bo trzeba było się szykować do drogi - udało nam się wyprosić, aby Jose odwiózł Natalię na lotnisko, bo samolot miała o 7.00 a żadne środki komunikacji o 5 nad ranem w Lizbonie do lotniska nie dojeżdżają :/ Z kolei ja się załapałam na podwiezienie do Caldas, bo Jose jechał do ESAD na zajęcia od samego rana. To wszystko oczywiście równało się - bardzo mało snu :/