Lisboa day 1

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, podróż, weekend | Posted on 10-05-2008

Sabado (sobota):

Planowalysmy pojechac do stolicy najwczesniejszym autobusem - o 7.00, ale jako, ze poszlysmy spac kolo 5.00/6.00 to zdazylysmy na autobus o 9.30 - wiec w Lizbonie bylysmy ok. 11.00. Zostawilysmy walize i torbe w przechowalni bagazu (2,50?/dzien), niestety punkt jest otwarty tylko do 18.00, ale postanowilysmy sie tym martwic pozniej. Przeszlysmy na stacje metra, ktora jest tuz obok (wszyscy szli w tym kierunku ;P) i potem stracilysmy inwencje tworcza co do kierunku, w ktorym sie udac. Zorientowalysmy sie, ze jestesmy obok ZOO, o ktorym wspominal nam Jose, przeszlysmy wiec na druga strone baaardzo szerokiej ulicy, na ktorej chyba przejscia dla pieszych nie istnieja, i znalazlysmy sie przed wejsciem do ogrodu, i bardzo tam smierdzialo ;P Staralysmy sie isc w strone slonca - to byla kolejna rada Jose: zawsze starajmy sie isc w storne rzeki, ktora jest *zazwyczaj* na poludniu ;P). Skonczylo sie na tym, ze weszlysmy w jakies osiedle a potem znow do wielkiej ulicy… i juz myslalam, ze zrobilysmy kolko i znow wyladujemy na dworcu, kiedy okazalo sie, ze dotarlysmy do reprezentacyjnej ulicy z samymi hotelami, restauracjami i bankami (Avenida dos Combatantes), ktora doszlysmy do Praça de Espanha (Plac hiszpaski). Tam skontaktowal sie z nami Jose, powiedzial nam jak dojechac metrem do stacji Cais do Sodre, gdzie bedzie na nas czekal.

W miedzyczasie poszlysmy do pieknego Ogrodu Gulbenkian. Posiedzialysmy troche w miejscu, gdzie znajduje sie scena, na ktorej akurat odbywal sie trening capoeiry i otoczyly nas golebie… Ogrod jest czescia kompleksu Muzeum Calouste Gulbenkiana, armenskiego biznesmana, ktory zyl w latach 1869-1955, dorobil sie na interesach z ropa ogromnego majatku, ktory zainwestowal w sztuke. Zalozyl fundacje swojego imienia, ktora siedzibe ma w Lizbonie. Niestety nie mialysmy juz czasu, aby zwiedzic muzeum. To bedzie punkt programu nastepnej wycieczki do stolicy :]

Odezwal sie tez do mnie Rui, ktory przyjechal do Lizbony na festiwal animacji Monstra i zapytal, czy chcemy pojsc z nimi o 21.30 na ten festiwal. No pewnie, ze chcialysmy :]

W metrze mily pan z obslugi pomogl nam okielznac maszyne do wydawania biletow. Bilet w jedna strone, wraz z karta, na ktora “nabija sie” kolejne bilety, kosztowal 1,25?. Bez karty jeden przejazd to 75 centow, w obie strony 1,40?… Ceny biletu tramwajowego nawet wyzsze - jeden przejazd 1,35?. Bilet do kolejki, ktora pokonuje najbardziej storme ulice 1,30? (jedzie moze z 5 minut). Ogolnie transport tani nie jest. W sumie przez te dwa dni na 5 biletow wydalysmy 6.65? a i tak dwa razy nie skorzystalysmy z komunikacji (o czym bedzie potem).

Spotkalysmy Ze i poszlismy do jego firmy, poniewaz wraz z jego szefem Paulem mielismy pojsc na lunch do brazylijskiej restauracji, gdzie serwuja pyszne mieso (juz sobie wyobrazalysmy ile stracimy tam pieniedzy ;P). Firma Illusive znajduje sie blisko Rua do Ouro, ulicy-deptaka ze sklepami i, jak sie potem okazalo, takze niedaleko domu siostry Marcio, u ktorej mialysmy nocowac. Biuro nie jest duze, ale jest w nim mnostwo komputerow, chyba ze 25 (pracuje tam 18 osob), i jest troche ciasno, ale atmosfera przytulna. Czekalismy az Paulo dokonczy prace i pojechalismy jego samochodem, chociaz restauracja byla niedaleko. Jedzenie bylo pyszne - mieso chyba wolowe, pokrojone w cienkie paski, zrobione na ruszcie, jedno z czosnkiem, drugie bez, do tego dwa wielgachne ziemniaki z sosem czosnkowym, ryz, czarna fasola w sosie, salatka zwykla - salata, marchewka, ale z pysznym sosem. Wszystko dostalismy na srodek stolu i kazdy nakladal ile chcial na swoj talerz. No po prostu sie mozna bylo rozplynac nad tym jedzeniem :D A na koniec Jose powiedzial, ze za wszystko placi on :]

Niestety, w restauracji spedzilismy chyba ze 2,5 godziny! Bylo juz po 16.00 kiedy wyszlismy i Ze zaproponowal pojscie na zamek. Ale musielismy najpierw pojechac po nasze bagaze i przetransportowac je do firmy na przchowanie, bo z Marcio mialysmy sie spotkac dopiero wieczorem, gdyz dopiero o 19.00 przylatywal do Lizbony. Ruszylismy wiec na zamek. Droga wydawala sie prosta, bo bylo go widac - wystarczylo tylko isc w jego kierunku pod gorke… Tylko, ze ulica byla jedna dluga spirala i gdy juz sie wydawalo, ze dochodzimy do jakiegos wejscia, okazywalo sie, ze trzeba isc dalej. W koncu doszlismy, przechodzilismy nawet przez jakies ruiny domow…no reprezentacyjnie to ta okolica zamkowa nie wyglada ;P Zreszta sam zamek tez zadna rewelacja, a wstep kosztowal 5? ;P Akurat odbywal sie na nim jakis festyn, byla glosna muzyka i mnostwo stoisk z pamiatkami, torbami, bizuteria i innymi pseudo-sredniowiecznymi gadzetami.

Wrocilismy do Illusive po bagaze, pobawilam sie tabletem, ktory jest boooski i ja chce taki!!! =) Spotkalismy sie z Marcio i poszlysmy do domu jego siostry, ktory znajduje sie w sasiedztwie duzej, koncowej stacji kolejowej - Terminal do Rossio. Jego siostra jest troche dziwna i sie jej balysmy ;P Prawie nic nie mowi, przez co sprawiala wrazenie, jakby ledwo co nas tolerowala w swoim domu. Zjedlismy obiad… maly byl ;P i poniewaz Marcio nie chcial tego wieczoru nigdzie wychodzic, umowilysmy sie znow z Ze. Poszlismy do baru z niesamowitym wystrojem wnetrza - styl konca XIX wieku, torche secesji, duzo pomieszczen, waskie korytarzyki, drewno… i na absolutnie wszystkich scianach przeszklone gabloty ze starymi, XIX wiecznymi zabawkami. I kelnerzy w wieku 50+ w czerwonych kamizelkach. Dosc dlugo musielismy czekac na wolne miejsca. Zamowilam drinka bezalkoholowego, ale za to z galka lodow pistacjowych =) Pycha. 5?. To byla jedna z najtanszych pozycji ;P

[salbum=17,n,n,left]Potem poszlismy jeszcze przejsc sie po Bairro Alto (bairro - dzielnica, okolica, sasiedztwo; alto - wysoki, polozona wysoko) - dzielnicy waskich uliczek z pubami czesto wielkosci malego pokoiku, w ktorych kupuje sie drinki i wychodzi na ulice, aby wypic go idac do nastepnego baru. Uliczki przez to sa bardzo zatloczone i na kazdym rogu dealerzy usiluja sprzedac ci haszysz i inne rzeczy. W jednym z barow kupilismy drinki, ja wzielam Mojito, drink na bazie karaibskiego rumu, z limonka i mieta, ten mial anyzkowy posmak. Natalia pila tez cos brazylijskiego, z jagodami chyba, bo miala caly jezyk czarny :)

I to by było na tyle z pierwszego dnia…

Mamy nową zabaw(k)ę… :>

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła, weekend | Posted on 04-05-2008

Teatrzyk Pokracznych Istot

 przedstawia:

 

Stwórz Zabawkę

albo:

Natalek zmagań z Solid Works’em ciąg dalszy

 

W rolach głównych:

Slimak samobojca

Kóń bez głowy

Design = making sense

2

Posted by Naat | Posted in design | Posted on 01-05-2008

Już dawno temu miałam to wrzucić, ale zapomniałam ;P Otóż jeśli ktoś się interesuje teorią projektowania i filozofią, zapraszam do lektury tekstu Klausa Krippendorffa pt.

On the essential contexts of artifacts

or
On the proposition that Design is Making Sense (of Things)
[pobierz rar - 5,34MB]

Tekst jest po angielsku i ogólnie rzecz ujmując dotyczy procesu projektowania i związków jakie zachodzą między zaprojektowanym obiektem a odbiorcami, głównie na przykładzie form przemysłowych. Długi jest, wymaga koncentracji i znajomości pewnych podstawowych terminów filozoficznych, ja go jeszcze całego nie przyczytałam ;P ale warto - rozwija i można sobie kilka rzeczy uswiadomić ;)

….–==%%*%%==–….

A teraz coś z zupełnie innej beczki…

Plac zabaw jest już NUDNY! Ile można nad tym siedzieć… póki co jakieś dwa dni już na niego straciłam :P O wiele bardziej wolę robić takie coś:

abstracje

Joze mi pokazał jak się takie coś robi w 3D Studio. Nawet mi napisał instrukcję krok po kroku w zeszycie :] Mogę ją tu wrzucić, ale trudno załapać o co chodzi. Więc mam swoją słodką tajemnicę ;P

Kliknijcie w obrazek, aby pobrać wszystkie widoczne obrazy, są w dużej rozdzielczości, jakby ktoś chciał może sobie z nich zrobić tapetę. Iwo słusznie zauważył, że mogłabym pracować dla Microsoft - robić tapety dla Visty :>

Plac zabaw jak z bajki

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 29-04-2008

Oto jaki piękny plac zrobiła w 3D Studio Max Natalia.

Plac zabaw
Plac zabaw 2

Ja swojego jeszcze nie skończyłam, choć deadline był dzisiaj :/ Ale Ze (Joze) powiedział, ze mogę mu przysłać później :]

I jeszcze praca Natalii z dzisiejszych zajęć (uczyliśmy się ustawiać światła pod ładny rendering):

A takie cos

Mój rower, moja duma ;)

1

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, szkoła | Posted on 24-04-2008

Po tygodniu malowania roweru… tygodniu użerania się ze szlifowaniem, obklejaniem gazetami pokoju, malowaniem farbą w spray’u, od której robią się zacieki i która zostaje na rękach pomimo, ze schła dobę, wykańczania pędzelkiem szprych i innych detali, wnoszenia go po schodach i po błotnistej skarpie przed szkołą w deszczu, mocowaniu stopki… dzisiaj poszłam zrobić mu zdjęcia w studio fotograficznym. Odwdzięczył się =) Pełna satysfakcja :D Zamieszczam próbkę:

Rower Naat
Rower Naat 2

Bombay Sapphire Glass Design

1

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 17-04-2008

Plakat i rysunek techniczny mojej szklanki :]

Bombay Sapphire by Naat

Rysunek techniczny

Wyprawa typograficzna po szkole ;)

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 15-04-2008

Na typografii dostaliśmy quest’a ;] Alfabet z naszych pikselowych liter był gotowy. Teraz mieliśmy go sfotografować. Barbara chce z tych zdjęć zrobić plakat dla warsztatów. Podzieliliśmy się na małe grupki i każda dostała jedną-dwie litery, które mieliśmy sfotografować gdzieś w szkole. My, czyli Orsi, Rafael, ja i jeszcze jeden koleś, którego imienia nawet nie poznałam :P dostaliśmy ‘08. Zrobiliśmy dużo zdjęć, potem trzeba było je jeszcze pozamieniać z RAWów na jpg, więc w końcu poszłam tylko na końcówkę zajęć z 3D Studio.

[sthumbs=264|265|266|267|268|269|270|271|272|273|274|275|276|277|278|279|280|281|282,160,3,n,float,clear]

Znak zapytania i nocne fotografowanie

2

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, szkoła | Posted on 15-04-2008

Question markSpecjalnie poszłam na typografię niedługo przed przerwą na lunch, aby złapać Barbarę po zakończeniu zajęć i porozmawiać o stworzeniu czcionki dla identyfikacji mojego festiwalu. Okazało się, że jak zwykle jest ona strasznie zajęta, bo właśnie odbywają się jakieś warsztaty i mam przyjść po przerwie… Gdy przyszłam później, Barbara wyjaśniła, że studenci właśnie tworzą czcionkę, którą chcą później wykorzystać do stworzenia identyfikacji dla warsztatów projektowania graficznego, które odbędą się w dniach 12-16 maja. Każda osoba projektuje jedną literę, w stylu dowolnym, jedynym warunkiem jest to, że ma to być pixel font. Barbara zaproponowała, żebyśmy ja i Orsi, która o dziwo też się pojawiła :P, także zaprojektowały swoją literę. Miałam akurat w tym samym czasie zajęcia z fotografii, ale zostałam i zrobiłam znak zapytania. Orsi poszła do domu. Zrobiłam 4 znaki zapytania, z których Barbara wybrała jeden, ten który akurat i mi najbardziej się podobał. Musiałam jeszcze wydrukować pracę na A4, co okazało się nie lada wyzwaniem. Na szczęście pomógł mi Rafael. Poszliśmy do printing room - sali 46, gdzie studenci mogą za darmo wydrukować materiały szkolne. Wzięliśmy stamtąd papierek (A$ - co za marnotrawienie drzew…), który trzeba było wypełnić: imię, nazwisko, kierunek, nr studenta, ilość kopii, nazwisko nauczyciela etc etc… i z tym poszliśmy z powrotem do Barbary, która cały czas gdzieś biegała i trudno było ją znaleźć… Gdy złożyła podpis mogłam wrócić do sali 46, aby wydrukować moją jedną stronę…. pozostawało tylko zdobyć gdzieś papier! Bo, żeby wydrukować na szkolnej drukarce, trzeba mieć własny papier. Niestety, nie znaleźliśmy nigdzie choćby pół kartki, więc poprosiłam Rafaela, aby wydrukował moją pracę, gdy będzie drukował swoją, bo musiałam już iść na fotografię.

Na fotografii Emanuel tłumaczył jak robić zdjęcia z lampą błyskową i oczywiście chyba z 3 godziny fotografowaliśmy krzesło ;P Na szczęście na zajęciach spotkałyśmy Goncalo i poznałyśmy nowego kolegę Igora, którzy nam tłumaczyli co się dzieje. Do 28-go musimy zrobić 3-stronicową broszurę ze zdjęciami wybranego przedmiotu, w tym także ze zdjeciami w studio - musimy zatem zarezerwować sobie studio któregoś dnia. Po zajęciach poszliśmy na lody - najlepsze w mieście są w kawiarni obok parku, nakładają tam wielkie porcje, a smak… mrrr :)

A około północy poszliśmy z Goncalo “na miasto” porobić zdjęcia. Efekty można zobaczyć tu.

[sthumbs=283|284|285|286|287|288|289|290|291|292|293|294|295|296,160,3,n,float,clear]

Podsumowanie tygodnia

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 13-04-2008

Poprzedni tydzień był tygodniem lata, miniony był tygodniem deszczu…

Krzesło 1Poniedziałek.
W niedzielę była impreza urodzinowa Marcio i gdy już prawie wszyscy poszli (co było dość wcześnie) usiadłam z Aną i Paulem, żeby sobie pogadać o naszych krajach - o polityce, historii, o współczesnych społeczeństwach. Skończyło się na tym, że poszłam spać o 4 nad ranem :P Więc gdy wstałam około południa nie zostało mi wiele czasu na jakąkolwiek pracę, bo musiałyśmy wychodzić na fotografię.

Na fotografii Emanuel najpierw sprawdzał “pracę domową”, czyli nasze eksperymenty z fotografowaniem krzesła/stołu/piecyka/lodówki (i dwa z moich zdjęć omówił przy wszystkich :D), później demonstrował nam ze szczegółami co i jak się robi w studio - światłomierz, statywy, rodzaje lamp, jak rozwijać “tło ;)”. Gdy pokazał wszystko na “sucho” nadszedł czas na wykorzystanie tego w praktyce. Zaczęliśmy ustawiać wszystko, aby sfotografować stół przyniesiony przez jednego ze studentów, samo ustawianie lamp długo trwało, bo Emanuel chciał wszystko naprawdę dokładnie wyjaśnić. Zrobiliśmy kilka zdjęć, które potem oglądaliśmy w Photoshopie, aby zobaczyć, czy są dobrze doświetlone, gdyż światłomierz stosowany w fotografii analogowej podaje lekko zawyżone lub zaniżone dane do zrobienia zdjęcia cyfrowego przy świetle ciągłym. Zajęcia trwały od 14.00, wyszłam z nich po 19.00! Na szczęście spotkałam na nich Goncalo, którego poznałyśmy w piątek, który mi tłumaczył z portugalskiego na angielski. I po zakończeniu zajęć także Emanuel mi tłumaczył wszystko od początku po angielsku, dlatego wyszłam prawie godzinę później :P

Krzesło 2

Znalazłam kilka jego świetnych fotografii w internecie - http://homelessmonalisa.darq.uc.pt/SandraXavier/arte_fora_de_portas.htm trzeba przesunąć w dół, aż zobaczycie po lewej kolumnę ze zdjęciami zatytuowaną “EmanuelBras, paisagens das lagoas…”. Oczywiście droga powrotna ze szkoły była straszna - uczucie wieczornego chłodu było dodatkowo wzmocnione wysoką wilgotnością, nie tylko w powietrzu, ale i w moich butach :/

Wtorek.
Po południu miałyśmy drugie zajęcia z 3D Studio Max. Robiliśmy zjeżdżalnię - naszym ćwiczeniem na najbliższy czas jest stworzenie całego placu zabaw. Jose jest świetnym nauczycielem, zawsze podejdzie i cierpliwie wytłumaczy, poza tym nas lubi, bo jesteśmy zawsze zainteresowane poznawaniem programu :] 3D Studio jest dużo lepszy niż Solid Works pod względem interface’u - jeden zajęcia i już jakie efektowne renderingi ;D :

escorrega 1escorrega 2

Gdy wróciłyśmy do domu (czy muszę dodawać, że padało?), przyszedł Paulo, który ma ambicję zostania naszym nauczycielem portugalskiego. Wymyślił dla nas nawet gry językowe, żebyśmy miały przyjemniejszą naukę ;P Lekcja jednak dziwnie się przeciągnęła, bo jedliśmy dinner, potem przyszła Estrelinha, w końcu wylądowaliśmy przed komputerem i opowiadaliśmy sobie o tym co jest w Portugalii a co w Polsce, wyszukując zdjęcia i filmy. Paulo pokazał zdjęcia z Madery, skąd pochodzi, więc ja musiałam pokazać mu jakieś zdjęcia Łodzi i nawet znalazłam ładne, jak z przewodników turystycznych :] Potem znalazłam też te nieupiększane :P I znów poszłam spać o 4 rano :P

Środa.
Buty za 10 euro Nie mam zajęć w środy, ale poszłam do szkoły razem z Natalią (ona ma zajęcia z Project III, czyli jej głównego przedmiotu z projektowania przemysłowego), żeby poszperać w bibliotece. Po drodze przeszłyśmy przez park, żeby zrobić kilka zdjęć. Skończyło się oczywiście na tym, że siedziałyśmy tam godzinę, bo akurat przestało padać. W bibliotece siedziałam aż do 19.00, do jej zamknięcia. Znalazłam książkę o historii portugalskiej karykatury i ilustracji prasowej, gdzie jest całe mnóstwo rysunków Bordalo Pinheiro. Są też ilustracje innych autorów i trzeba przyznać, że trudno wyróżnić jakikolwiek oryginalny styl. A jako, że nie znam portugalskiego (jeszcze ;P) to nawet żartów rozumiałam :P Znalazłam też dwa wielkie albumy o współczesnej portugalskiej ilustracji. Prace są świetne, oczywiście te, które najbardziej mi się spodobały sfotografowałam :] więc niebawem je tu zamieszczę.
W drodze powrotnej do domu weszłyśmy do sklepu z butami, bardzo tanimi butami :> Kupiłam sobie baletki za 10 euro i o dziwo są bardzo wygodne i jeszcze (niedziela) się nie rozwaliły ;P

Czwartek.
Z samego rana nie udało nam się dotrzeć na zajęcia z Solid Wroks na 9.00, bo kiedy się obudziłam za oknem zobaczyłam ścianę wody i usłyszałam wiatr wyjący w kominach… Jak udało mi się zmobilizoać i wstać było już po 8.30, a zanim się kobieta ubierze, umyje, zje… ;P Tym bardziej, że ku mojej zgrozie, gdy założyłam buty okazały się one być mokre w środku - nie wyschły przez noc. Wstrętne uczucie, skarpetki od razu się zrobiły mokre… a innych butów za tyle zakrytych, aby mi stopy nie odmarzły, nie mam. W końcu dotarłam do szkoły po 10.00 - i znów do biblioteki. Zjadłam lunch w szkole, o 14.00 przyszła Natalia, bo miałyśmy zamówione studio fotograficzne. Eduarda, asystentka od fotografii, trochę nam pomogła, fotografowałyśmy byle co (trafiło się krzesło), byle by poeksperymentować z lampami i światłomierzem.

Piątek.
Oczywiście moje plany, aby cały tydzień pracować nad głównym projektem - festiwalem Pinheiro, skończyły się tak, że skleciłam coś dopiero w czwartek i piątek rano i poszłam do Paulo Ramalho w piątek po południu. Mam dużo materiałów z “research’u”, trochę nabarzgranych szkiców, teraz trzeba zacząć projektować. Rozmawialiśmy z Paulo o portugalskim designie, pokazał mi prace jednego z najznamienitszych tutaj projektantów - Sebastiao Rodriguesa (http://www.tipografos.net/portugal/sebastiao-rodrigues.html). Według Paula, choć Rodrigues robił świetne ilustracje, to jako grafik jest otoczony zbyt wielkim kultem, dlatego, że jest jednym z nielicznych, którzy w tym małym narodzie wybili się wyżej. A każdy mały naród ze zdwojoną siłą czci swoich bohaterów ;)
Rano, na zajęciach z Solid Works, Joao pokazał nam jak używać Blackboard’u - akademickiego portalu dla studentów naszej szkoły, w którym można m.in. sprawdzić jakie ćwiczenia są robione na danych zajęciach, pobrać ich treść, materiały, przesłać pliki do nauczycieli, profesorowie umieszczają tam wszelkie informacje odnośnie prac, seminariów, wydarzeń kulturalnych. Bardzo przydatna rzecz, choć z rozmów ze studentami dowiedziałam się, że to coś co pojawiło się dopiero w tym roku i albo tego nie używają, albo narzekają, że źle działa.
Joao opowiedział nam o szkolnym konkursie, którego druga edycja właśnie się zaczyna i możemy wziąć w nim udział. Chodzi o zaprojektowanie kuchni. Pokazał nam prace, które wygrały w zeszłym roku - wyglądały bardzo nowocześnie i ładnie. Okazało się, że termin nadsyłania zgłoszeń upływa tego samego dnia, więc Joao kilka razy przypomniał nam, abyśmy je wysłały tego dnia przed północą (ostatni raz jak go widziałam o 19.00) - i co? I oczywiście zapomniałyśmy :/

Sobota.
Dziewczyny z teatru poprosiły mnie, abym zrobiła zdjęcia im, gdy będą nagrywać wywiad z przyjaciółmi Pacheco w parku. O 14.00 byliśmy na miejscu - ekipa filmowa była dość liczna, bo przyszedł jeszcze jeden chłopak ze szkoły i Marcio, którego spotkałam po drodze na Praca da Fruta (rynek owocowo-warzywny). Marcio taszczył torby z zakupami, ale postanowił najpierw pójść do parku na kawę - bo miejscem spotkania była kawiarnia Populus [wym. poplusz :) ] - a skończyło się na tym, że został do końca, aby pomagać Thays, która nie bardzo sobie radziła z obsługą techniczną sprzętu. Chyba z nerwów dziewczyny zapomniały sprawdzić, czy w mikrofonie są dobre baterie, w końcu podłączyli mikrofon do kamery, ale wówczas bateria kamery bardzo szybko się skończyła i musieliśmy przenieść “studio filmowe” z parkowej ławeczki do wnętrza kawiarni. Marcio taszczył zakupy z miejsca na miejsce i zrzędził pod nosem na “brak profesjonalizmu” ;P

Niedziela.
Wieczorem poszliśmy do Paula na dinner. Nie było jakoś szałowo imprezowo ;P Po jedzeniu Paulo włączył jakiś film na podstawie powieści Grishama i podniesiony poziom cukru we krwi zrobił swoje - prawie wszyscy usnęli ;P

Zdjęcia z mokrego tygodnia –== klik! ==–

Szklanka

1

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 05-04-2008

Konkurs na projekt szklanki do drinków Bombay Sapphire - www.designerglasscompetition.com

Na zajęciach z Solid Works Joao zachęca nas do wzięcia udziału w tym konkursie. Wymyśliłam prostą rzecz, która po renderingu wygląda bardzo efektownie :]

Szklanka Naat z boku

Szklanka Naat w perspektywie

Oj, właśnie czytam w regulaminie, że zgłoszenia trzeba było wysłać do końca marca 2008… ale na portugalskiej stronie deadline jest 18 kwietnia. Więc może się uda wziąć w tym udział.