Rocznicę wyzwolenia się Portugalii spod jarzma dyktatury uczciliśmy dniem na plaży.
Nie można w tym momencie nie wspomnieć o tym, dlaczego 25 kwietnia jest ważnym dniem, dlaczego w każdym, nawet najmniejszym portugalskim miasteczku znajduje się plac lub co najmniej ulica 25-go kwietnia (i są takie zapewne także w byłych portugalskich koloniach). Mogłabym tutaj podać link do Wikipedii, ale pewnie i tak nik nie kiwnie palcem, żeby kliknąć, więc będę wstrętną nauczycielką i Wam tu wkleję :P ;)
Rewolucja goździków - wojskowy zamach stanu w Portugalii przeprowadzony 25 kwietnia 1974 przez zakonspirowaną grupę oficerów o poglądach lewicowych i demokratycznych zorganizowanych w Ruchu Sił Zbrojnych w celu obalenia dyktatury następcy Antonio Salazara - Marcelo Caetano. Rewolucja oprócz obalenia Caetano przyniosła dekolonizację portugalskich posiadłości w Afryce i Azji. Na czele Junty Ocalenia Narodowego stanął gen. António de Spínola, a premierem został Vasco Gonçalves. Wydarzenia te zapoczątkowały proces demokratyzacji systemu politycznego w tym kraju.
Nazwa pochodzi stąd, że zamach stanu odbył się w sposób praktycznie bezkrwawy (zginęły cztery osoby, zabite przez agentów tajnej policji PIDE podczas oblężenia jej siedziby), a żołnierzom w lufy karabinów wkładano goździki.
[za Wikipedią, Rewolucja goździków]
Spotkałyśmy się z Nikoliną po 11.00, ale autobus do Foz do Arelho odjeżdżał dopiero o 13.10, poszłyśmy więc na najlepsze lody w mieście, obok parku =) Do Foz dojechałyśmy w niecałe pół godziny, niestety bilet jest dość drogi, jak na tak krótki dystans, bo kosztuje 1.75 euro, więc lepiej jeździć rowerem ;P Tego dnia wyjątkowo, po jakichś trzech tygodniach deszczy, pogoda była upalna. Piasek na plaży tak się rozgrzał, że trudno było po nim iść, szczególnie, że w wielu miejscach był gruboziarnisty lub były małe kamyki. Zanim doszłyśmy do pasma oblewanego przez wodę stopy miałyśmy prawie poparzone - więc jak to będzie, jak się zaczną “prawdziwe” upały? Plażą wzdłuż zatoki doszłyśmy do oceanu i tam się rozłożyłyśmy, jak na patelni :P Oczywiście posmarowałyśmy się kremem z wysokim filtrem. Woda była ciepła jak w Bałtyku latem, myślę, że mogła mieć ok. 18 stopni. Czyli jak dla mnie zdecydowanie za zimna :P Trochę się już zaczęłam nudzić smażeniem się, znalazłam dużo ładnych kawałków muszelek, może da radę z nich zrobić kolczyki :] - kiedy zobaczyłyśmy Sarę i Nikolasa, i to w wodzie! Przyszli do nas, a niedługo potem pojawił się też Rafael ze znajomymi. Na (nie)szczęście po 14.00 zaczął wiać bardzo przyjemny orzeźwiający, pachnący oceanem wietrzyk. Jego niefortunność polegała na tym, że nie czuło się upału i przypiekania słońca… Wszyscy się pospali i dopiero ok. 17.00 Natalia (nie ja ;) ) zarządziła, ze idziemy coś zjeść. Sara zaprowadziła nas do restauracji, w której kiedyś była z Węgrami, ale okazało się, że kucharz jest tam dopiero od 19.00 i mogliśmy zjeść tylko tosty i sałatki. Nikolas z lubością pożarł tradycyjną portugalską potrawę zrobioną z wnętrzności kurczaka - a dokładniej tej jego części, która jest gdzieś w okolicach żołądka i odpowiada za oddzielanie piasku od ziarna, które kura zjada jak sobie łazi i dziobie… a przynajmniej tak nam to tłumaczyła Sara. Trzeba podkreślić, że to nie lada rarytas, ponieważ jest to potrawa z galinha [galinia] czyli z kury/kurczaka, który sobie może swobodnie chodzić i dziobać, a nie z takiego, który jest przemysłowo tuczony, i który tutaj ma nazwę frango. W sklepie galinha jest jakieś 2-3 razy droższa niż frango. My natomiast zamówiłyśmy tosty z serem (tosta do queijo [toszta do kejżo], są też tosty z serem i szynką, które mają jedną nazwę - tosta mista [toszta miszta]) oraz salada russa, czyli sałatkę jarzynową. O siódmej miałyśmy jedyny popołudniowy autobus powrotny do Caldas. Pomimo, że cały dzień się byczyłyśmy, byłyśmy zmęczone, pewnie przez upalną pogodę. W domu rozebrałyśmy się i ze zgrozą zobaczyłyśmy czerwone plamy na naszej skórze - tam gdzie się niedokładnie posmarowałyśmy byłyśmy poparzone… No tak, jednak na serio Portugalczycy nas ostrzegali przed niebezpiecznym portugalskim słońcem ;P
A na koniec moje rysunki (bo nie wzięłam aparatu ;P) z plaży:









