Poprzedni tydzień był tygodniem lata, miniony był tygodniem deszczu…
Poniedziałek.
W niedzielę była impreza urodzinowa Marcio i gdy już prawie wszyscy poszli (co było dość wcześnie) usiadłam z Aną i Paulem, żeby sobie pogadać o naszych krajach - o polityce, historii, o współczesnych społeczeństwach. Skończyło się na tym, że poszłam spać o 4 nad ranem :P Więc gdy wstałam około południa nie zostało mi wiele czasu na jakąkolwiek pracę, bo musiałyśmy wychodzić na fotografię.
Na fotografii Emanuel najpierw sprawdzał “pracę domową”, czyli nasze eksperymenty z fotografowaniem krzesła/stołu/piecyka/lodówki (i dwa z moich zdjęć omówił przy wszystkich :D), później demonstrował nam ze szczegółami co i jak się robi w studio - światłomierz, statywy, rodzaje lamp, jak rozwijać “tło ;)”. Gdy pokazał wszystko na “sucho” nadszedł czas na wykorzystanie tego w praktyce. Zaczęliśmy ustawiać wszystko, aby sfotografować stół przyniesiony przez jednego ze studentów, samo ustawianie lamp długo trwało, bo Emanuel chciał wszystko naprawdę dokładnie wyjaśnić. Zrobiliśmy kilka zdjęć, które potem oglądaliśmy w Photoshopie, aby zobaczyć, czy są dobrze doświetlone, gdyż światłomierz stosowany w fotografii analogowej podaje lekko zawyżone lub zaniżone dane do zrobienia zdjęcia cyfrowego przy świetle ciągłym. Zajęcia trwały od 14.00, wyszłam z nich po 19.00! Na szczęście spotkałam na nich Goncalo, którego poznałyśmy w piątek, który mi tłumaczył z portugalskiego na angielski. I po zakończeniu zajęć także Emanuel mi tłumaczył wszystko od początku po angielsku, dlatego wyszłam prawie godzinę później :P


Znalazłam kilka jego świetnych fotografii w internecie - http://homelessmonalisa.darq.uc.pt/SandraXavier/arte_fora_de_portas.htm trzeba przesunąć w dół, aż zobaczycie po lewej kolumnę ze zdjęciami zatytuowaną “EmanuelBras, paisagens das lagoas…”. Oczywiście droga powrotna ze szkoły była straszna - uczucie wieczornego chłodu było dodatkowo wzmocnione wysoką wilgotnością, nie tylko w powietrzu, ale i w moich butach :/
Wtorek.
Po południu miałyśmy drugie zajęcia z 3D Studio Max. Robiliśmy zjeżdżalnię - naszym ćwiczeniem na najbliższy czas jest stworzenie całego placu zabaw. Jose jest świetnym nauczycielem, zawsze podejdzie i cierpliwie wytłumaczy, poza tym nas lubi, bo jesteśmy zawsze zainteresowane poznawaniem programu :] 3D Studio jest dużo lepszy niż Solid Works pod względem interface’u - jeden zajęcia i już jakie efektowne renderingi ;D :


Gdy wróciłyśmy do domu (czy muszę dodawać, że padało?), przyszedł Paulo, który ma ambicję zostania naszym nauczycielem portugalskiego. Wymyślił dla nas nawet gry językowe, żebyśmy miały przyjemniejszą naukę ;P Lekcja jednak dziwnie się przeciągnęła, bo jedliśmy dinner, potem przyszła Estrelinha, w końcu wylądowaliśmy przed komputerem i opowiadaliśmy sobie o tym co jest w Portugalii a co w Polsce, wyszukując zdjęcia i filmy. Paulo pokazał zdjęcia z Madery, skąd pochodzi, więc ja musiałam pokazać mu jakieś zdjęcia Łodzi i nawet znalazłam ładne, jak z przewodników turystycznych :] Potem znalazłam też te nieupiększane :P I znów poszłam spać o 4 rano :P
Środa.
Nie mam zajęć w środy, ale poszłam do szkoły razem z Natalią (ona ma zajęcia z Project III, czyli jej głównego przedmiotu z projektowania przemysłowego), żeby poszperać w bibliotece. Po drodze przeszłyśmy przez park, żeby zrobić kilka zdjęć. Skończyło się oczywiście na tym, że siedziałyśmy tam godzinę, bo akurat przestało padać. W bibliotece siedziałam aż do 19.00, do jej zamknięcia. Znalazłam książkę o historii portugalskiej karykatury i ilustracji prasowej, gdzie jest całe mnóstwo rysunków Bordalo Pinheiro. Są też ilustracje innych autorów i trzeba przyznać, że trudno wyróżnić jakikolwiek oryginalny styl. A jako, że nie znam portugalskiego (jeszcze ;P) to nawet żartów rozumiałam :P Znalazłam też dwa wielkie albumy o współczesnej portugalskiej ilustracji. Prace są świetne, oczywiście te, które najbardziej mi się spodobały sfotografowałam :] więc niebawem je tu zamieszczę.
W drodze powrotnej do domu weszłyśmy do sklepu z butami, bardzo tanimi butami :> Kupiłam sobie baletki za 10 euro i o dziwo są bardzo wygodne i jeszcze (niedziela) się nie rozwaliły ;P
Czwartek.
Z samego rana nie udało nam się dotrzeć na zajęcia z Solid Wroks na 9.00, bo kiedy się obudziłam za oknem zobaczyłam ścianę wody i usłyszałam wiatr wyjący w kominach… Jak udało mi się zmobilizoać i wstać było już po 8.30, a zanim się kobieta ubierze, umyje, zje… ;P Tym bardziej, że ku mojej zgrozie, gdy założyłam buty okazały się one być mokre w środku - nie wyschły przez noc. Wstrętne uczucie, skarpetki od razu się zrobiły mokre… a innych butów za tyle zakrytych, aby mi stopy nie odmarzły, nie mam. W końcu dotarłam do szkoły po 10.00 - i znów do biblioteki. Zjadłam lunch w szkole, o 14.00 przyszła Natalia, bo miałyśmy zamówione studio fotograficzne. Eduarda, asystentka od fotografii, trochę nam pomogła, fotografowałyśmy byle co (trafiło się krzesło), byle by poeksperymentować z lampami i światłomierzem.
Piątek.
Oczywiście moje plany, aby cały tydzień pracować nad głównym projektem - festiwalem Pinheiro, skończyły się tak, że skleciłam coś dopiero w czwartek i piątek rano i poszłam do Paulo Ramalho w piątek po południu. Mam dużo materiałów z “research’u”, trochę nabarzgranych szkiców, teraz trzeba zacząć projektować. Rozmawialiśmy z Paulo o portugalskim designie, pokazał mi prace jednego z najznamienitszych tutaj projektantów - Sebastiao Rodriguesa (http://www.tipografos.net/portugal/sebastiao-rodrigues.html). Według Paula, choć Rodrigues robił świetne ilustracje, to jako grafik jest otoczony zbyt wielkim kultem, dlatego, że jest jednym z nielicznych, którzy w tym małym narodzie wybili się wyżej. A każdy mały naród ze zdwojoną siłą czci swoich bohaterów ;)
Rano, na zajęciach z Solid Works, Joao pokazał nam jak używać Blackboard’u - akademickiego portalu dla studentów naszej szkoły, w którym można m.in. sprawdzić jakie ćwiczenia są robione na danych zajęciach, pobrać ich treść, materiały, przesłać pliki do nauczycieli, profesorowie umieszczają tam wszelkie informacje odnośnie prac, seminariów, wydarzeń kulturalnych. Bardzo przydatna rzecz, choć z rozmów ze studentami dowiedziałam się, że to coś co pojawiło się dopiero w tym roku i albo tego nie używają, albo narzekają, że źle działa.
Joao opowiedział nam o szkolnym konkursie, którego druga edycja właśnie się zaczyna i możemy wziąć w nim udział. Chodzi o zaprojektowanie kuchni. Pokazał nam prace, które wygrały w zeszłym roku - wyglądały bardzo nowocześnie i ładnie. Okazało się, że termin nadsyłania zgłoszeń upływa tego samego dnia, więc Joao kilka razy przypomniał nam, abyśmy je wysłały tego dnia przed północą (ostatni raz jak go widziałam o 19.00) - i co? I oczywiście zapomniałyśmy :/
Sobota.
Dziewczyny z teatru poprosiły mnie, abym zrobiła zdjęcia im, gdy będą nagrywać wywiad z przyjaciółmi Pacheco w parku. O 14.00 byliśmy na miejscu - ekipa filmowa była dość liczna, bo przyszedł jeszcze jeden chłopak ze szkoły i Marcio, którego spotkałam po drodze na Praca da Fruta (rynek owocowo-warzywny). Marcio taszczył torby z zakupami, ale postanowił najpierw pójść do parku na kawę - bo miejscem spotkania była kawiarnia Populus [wym. poplusz :) ] - a skończyło się na tym, że został do końca, aby pomagać Thays, która nie bardzo sobie radziła z obsługą techniczną sprzętu. Chyba z nerwów dziewczyny zapomniały sprawdzić, czy w mikrofonie są dobre baterie, w końcu podłączyli mikrofon do kamery, ale wówczas bateria kamery bardzo szybko się skończyła i musieliśmy przenieść “studio filmowe” z parkowej ławeczki do wnętrza kawiarni. Marcio taszczył zakupy z miejsca na miejsce i zrzędził pod nosem na “brak profesjonalizmu” ;P
Niedziela.
Wieczorem poszliśmy do Paula na dinner. Nie było jakoś szałowo imprezowo ;P Po jedzeniu Paulo włączył jakiś film na podstawie powieści Grishama i podniesiony poziom cukru we krwi zrobił swoje - prawie wszyscy usnęli ;P
Zdjęcia z mokrego tygodnia –== klik! ==–