Wyprawa typograficzna po szkole ;)

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 15-04-2008

Na typografii dostaliśmy quest’a ;] Alfabet z naszych pikselowych liter był gotowy. Teraz mieliśmy go sfotografować. Barbara chce z tych zdjęć zrobić plakat dla warsztatów. Podzieliliśmy się na małe grupki i każda dostała jedną-dwie litery, które mieliśmy sfotografować gdzieś w szkole. My, czyli Orsi, Rafael, ja i jeszcze jeden koleś, którego imienia nawet nie poznałam :P dostaliśmy ‘08. Zrobiliśmy dużo zdjęć, potem trzeba było je jeszcze pozamieniać z RAWów na jpg, więc w końcu poszłam tylko na końcówkę zajęć z 3D Studio.

[sthumbs=264|265|266|267|268|269|270|271|272|273|274|275|276|277|278|279|280|281|282,160,3,n,float,clear]

Znak zapytania i nocne fotografowanie

2

Posted by Naat | Posted in design, fotografia, szkoła | Posted on 15-04-2008

Question markSpecjalnie poszłam na typografię niedługo przed przerwą na lunch, aby złapać Barbarę po zakończeniu zajęć i porozmawiać o stworzeniu czcionki dla identyfikacji mojego festiwalu. Okazało się, że jak zwykle jest ona strasznie zajęta, bo właśnie odbywają się jakieś warsztaty i mam przyjść po przerwie… Gdy przyszłam później, Barbara wyjaśniła, że studenci właśnie tworzą czcionkę, którą chcą później wykorzystać do stworzenia identyfikacji dla warsztatów projektowania graficznego, które odbędą się w dniach 12-16 maja. Każda osoba projektuje jedną literę, w stylu dowolnym, jedynym warunkiem jest to, że ma to być pixel font. Barbara zaproponowała, żebyśmy ja i Orsi, która o dziwo też się pojawiła :P, także zaprojektowały swoją literę. Miałam akurat w tym samym czasie zajęcia z fotografii, ale zostałam i zrobiłam znak zapytania. Orsi poszła do domu. Zrobiłam 4 znaki zapytania, z których Barbara wybrała jeden, ten który akurat i mi najbardziej się podobał. Musiałam jeszcze wydrukować pracę na A4, co okazało się nie lada wyzwaniem. Na szczęście pomógł mi Rafael. Poszliśmy do printing room - sali 46, gdzie studenci mogą za darmo wydrukować materiały szkolne. Wzięliśmy stamtąd papierek (A$ - co za marnotrawienie drzew…), który trzeba było wypełnić: imię, nazwisko, kierunek, nr studenta, ilość kopii, nazwisko nauczyciela etc etc… i z tym poszliśmy z powrotem do Barbary, która cały czas gdzieś biegała i trudno było ją znaleźć… Gdy złożyła podpis mogłam wrócić do sali 46, aby wydrukować moją jedną stronę…. pozostawało tylko zdobyć gdzieś papier! Bo, żeby wydrukować na szkolnej drukarce, trzeba mieć własny papier. Niestety, nie znaleźliśmy nigdzie choćby pół kartki, więc poprosiłam Rafaela, aby wydrukował moją pracę, gdy będzie drukował swoją, bo musiałam już iść na fotografię.

Na fotografii Emanuel tłumaczył jak robić zdjęcia z lampą błyskową i oczywiście chyba z 3 godziny fotografowaliśmy krzesło ;P Na szczęście na zajęciach spotkałyśmy Goncalo i poznałyśmy nowego kolegę Igora, którzy nam tłumaczyli co się dzieje. Do 28-go musimy zrobić 3-stronicową broszurę ze zdjęciami wybranego przedmiotu, w tym także ze zdjeciami w studio - musimy zatem zarezerwować sobie studio któregoś dnia. Po zajęciach poszliśmy na lody - najlepsze w mieście są w kawiarni obok parku, nakładają tam wielkie porcje, a smak… mrrr :)

A około północy poszliśmy z Goncalo “na miasto” porobić zdjęcia. Efekty można zobaczyć tu.

[sthumbs=283|284|285|286|287|288|289|290|291|292|293|294|295|296,160,3,n,float,clear]

Podsumowanie tygodnia

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 13-04-2008

Poprzedni tydzień był tygodniem lata, miniony był tygodniem deszczu…

Krzesło 1Poniedziałek.
W niedzielę była impreza urodzinowa Marcio i gdy już prawie wszyscy poszli (co było dość wcześnie) usiadłam z Aną i Paulem, żeby sobie pogadać o naszych krajach - o polityce, historii, o współczesnych społeczeństwach. Skończyło się na tym, że poszłam spać o 4 nad ranem :P Więc gdy wstałam około południa nie zostało mi wiele czasu na jakąkolwiek pracę, bo musiałyśmy wychodzić na fotografię.

Na fotografii Emanuel najpierw sprawdzał “pracę domową”, czyli nasze eksperymenty z fotografowaniem krzesła/stołu/piecyka/lodówki (i dwa z moich zdjęć omówił przy wszystkich :D), później demonstrował nam ze szczegółami co i jak się robi w studio - światłomierz, statywy, rodzaje lamp, jak rozwijać “tło ;)”. Gdy pokazał wszystko na “sucho” nadszedł czas na wykorzystanie tego w praktyce. Zaczęliśmy ustawiać wszystko, aby sfotografować stół przyniesiony przez jednego ze studentów, samo ustawianie lamp długo trwało, bo Emanuel chciał wszystko naprawdę dokładnie wyjaśnić. Zrobiliśmy kilka zdjęć, które potem oglądaliśmy w Photoshopie, aby zobaczyć, czy są dobrze doświetlone, gdyż światłomierz stosowany w fotografii analogowej podaje lekko zawyżone lub zaniżone dane do zrobienia zdjęcia cyfrowego przy świetle ciągłym. Zajęcia trwały od 14.00, wyszłam z nich po 19.00! Na szczęście spotkałam na nich Goncalo, którego poznałyśmy w piątek, który mi tłumaczył z portugalskiego na angielski. I po zakończeniu zajęć także Emanuel mi tłumaczył wszystko od początku po angielsku, dlatego wyszłam prawie godzinę później :P

Krzesło 2

Znalazłam kilka jego świetnych fotografii w internecie - http://homelessmonalisa.darq.uc.pt/SandraXavier/arte_fora_de_portas.htm trzeba przesunąć w dół, aż zobaczycie po lewej kolumnę ze zdjęciami zatytuowaną “EmanuelBras, paisagens das lagoas…”. Oczywiście droga powrotna ze szkoły była straszna - uczucie wieczornego chłodu było dodatkowo wzmocnione wysoką wilgotnością, nie tylko w powietrzu, ale i w moich butach :/

Wtorek.
Po południu miałyśmy drugie zajęcia z 3D Studio Max. Robiliśmy zjeżdżalnię - naszym ćwiczeniem na najbliższy czas jest stworzenie całego placu zabaw. Jose jest świetnym nauczycielem, zawsze podejdzie i cierpliwie wytłumaczy, poza tym nas lubi, bo jesteśmy zawsze zainteresowane poznawaniem programu :] 3D Studio jest dużo lepszy niż Solid Works pod względem interface’u - jeden zajęcia i już jakie efektowne renderingi ;D :

escorrega 1escorrega 2

Gdy wróciłyśmy do domu (czy muszę dodawać, że padało?), przyszedł Paulo, który ma ambicję zostania naszym nauczycielem portugalskiego. Wymyślił dla nas nawet gry językowe, żebyśmy miały przyjemniejszą naukę ;P Lekcja jednak dziwnie się przeciągnęła, bo jedliśmy dinner, potem przyszła Estrelinha, w końcu wylądowaliśmy przed komputerem i opowiadaliśmy sobie o tym co jest w Portugalii a co w Polsce, wyszukując zdjęcia i filmy. Paulo pokazał zdjęcia z Madery, skąd pochodzi, więc ja musiałam pokazać mu jakieś zdjęcia Łodzi i nawet znalazłam ładne, jak z przewodników turystycznych :] Potem znalazłam też te nieupiększane :P I znów poszłam spać o 4 rano :P

Środa.
Buty za 10 euro Nie mam zajęć w środy, ale poszłam do szkoły razem z Natalią (ona ma zajęcia z Project III, czyli jej głównego przedmiotu z projektowania przemysłowego), żeby poszperać w bibliotece. Po drodze przeszłyśmy przez park, żeby zrobić kilka zdjęć. Skończyło się oczywiście na tym, że siedziałyśmy tam godzinę, bo akurat przestało padać. W bibliotece siedziałam aż do 19.00, do jej zamknięcia. Znalazłam książkę o historii portugalskiej karykatury i ilustracji prasowej, gdzie jest całe mnóstwo rysunków Bordalo Pinheiro. Są też ilustracje innych autorów i trzeba przyznać, że trudno wyróżnić jakikolwiek oryginalny styl. A jako, że nie znam portugalskiego (jeszcze ;P) to nawet żartów rozumiałam :P Znalazłam też dwa wielkie albumy o współczesnej portugalskiej ilustracji. Prace są świetne, oczywiście te, które najbardziej mi się spodobały sfotografowałam :] więc niebawem je tu zamieszczę.
W drodze powrotnej do domu weszłyśmy do sklepu z butami, bardzo tanimi butami :> Kupiłam sobie baletki za 10 euro i o dziwo są bardzo wygodne i jeszcze (niedziela) się nie rozwaliły ;P

Czwartek.
Z samego rana nie udało nam się dotrzeć na zajęcia z Solid Wroks na 9.00, bo kiedy się obudziłam za oknem zobaczyłam ścianę wody i usłyszałam wiatr wyjący w kominach… Jak udało mi się zmobilizoać i wstać było już po 8.30, a zanim się kobieta ubierze, umyje, zje… ;P Tym bardziej, że ku mojej zgrozie, gdy założyłam buty okazały się one być mokre w środku - nie wyschły przez noc. Wstrętne uczucie, skarpetki od razu się zrobiły mokre… a innych butów za tyle zakrytych, aby mi stopy nie odmarzły, nie mam. W końcu dotarłam do szkoły po 10.00 - i znów do biblioteki. Zjadłam lunch w szkole, o 14.00 przyszła Natalia, bo miałyśmy zamówione studio fotograficzne. Eduarda, asystentka od fotografii, trochę nam pomogła, fotografowałyśmy byle co (trafiło się krzesło), byle by poeksperymentować z lampami i światłomierzem.

Piątek.
Oczywiście moje plany, aby cały tydzień pracować nad głównym projektem - festiwalem Pinheiro, skończyły się tak, że skleciłam coś dopiero w czwartek i piątek rano i poszłam do Paulo Ramalho w piątek po południu. Mam dużo materiałów z “research’u”, trochę nabarzgranych szkiców, teraz trzeba zacząć projektować. Rozmawialiśmy z Paulo o portugalskim designie, pokazał mi prace jednego z najznamienitszych tutaj projektantów - Sebastiao Rodriguesa (http://www.tipografos.net/portugal/sebastiao-rodrigues.html). Według Paula, choć Rodrigues robił świetne ilustracje, to jako grafik jest otoczony zbyt wielkim kultem, dlatego, że jest jednym z nielicznych, którzy w tym małym narodzie wybili się wyżej. A każdy mały naród ze zdwojoną siłą czci swoich bohaterów ;)
Rano, na zajęciach z Solid Works, Joao pokazał nam jak używać Blackboard’u - akademickiego portalu dla studentów naszej szkoły, w którym można m.in. sprawdzić jakie ćwiczenia są robione na danych zajęciach, pobrać ich treść, materiały, przesłać pliki do nauczycieli, profesorowie umieszczają tam wszelkie informacje odnośnie prac, seminariów, wydarzeń kulturalnych. Bardzo przydatna rzecz, choć z rozmów ze studentami dowiedziałam się, że to coś co pojawiło się dopiero w tym roku i albo tego nie używają, albo narzekają, że źle działa.
Joao opowiedział nam o szkolnym konkursie, którego druga edycja właśnie się zaczyna i możemy wziąć w nim udział. Chodzi o zaprojektowanie kuchni. Pokazał nam prace, które wygrały w zeszłym roku - wyglądały bardzo nowocześnie i ładnie. Okazało się, że termin nadsyłania zgłoszeń upływa tego samego dnia, więc Joao kilka razy przypomniał nam, abyśmy je wysłały tego dnia przed północą (ostatni raz jak go widziałam o 19.00) - i co? I oczywiście zapomniałyśmy :/

Sobota.
Dziewczyny z teatru poprosiły mnie, abym zrobiła zdjęcia im, gdy będą nagrywać wywiad z przyjaciółmi Pacheco w parku. O 14.00 byliśmy na miejscu - ekipa filmowa była dość liczna, bo przyszedł jeszcze jeden chłopak ze szkoły i Marcio, którego spotkałam po drodze na Praca da Fruta (rynek owocowo-warzywny). Marcio taszczył torby z zakupami, ale postanowił najpierw pójść do parku na kawę - bo miejscem spotkania była kawiarnia Populus [wym. poplusz :) ] - a skończyło się na tym, że został do końca, aby pomagać Thays, która nie bardzo sobie radziła z obsługą techniczną sprzętu. Chyba z nerwów dziewczyny zapomniały sprawdzić, czy w mikrofonie są dobre baterie, w końcu podłączyli mikrofon do kamery, ale wówczas bateria kamery bardzo szybko się skończyła i musieliśmy przenieść “studio filmowe” z parkowej ławeczki do wnętrza kawiarni. Marcio taszczył zakupy z miejsca na miejsce i zrzędził pod nosem na “brak profesjonalizmu” ;P

Niedziela.
Wieczorem poszliśmy do Paula na dinner. Nie było jakoś szałowo imprezowo ;P Po jedzeniu Paulo włączył jakiś film na podstawie powieści Grishama i podniesiony poziom cukru we krwi zrobił swoje - prawie wszyscy usnęli ;P

Zdjęcia z mokrego tygodnia –== klik! ==–

Szklanka

1

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 05-04-2008

Konkurs na projekt szklanki do drinków Bombay Sapphire - www.designerglasscompetition.com

Na zajęciach z Solid Works Joao zachęca nas do wzięcia udziału w tym konkursie. Wymyśliłam prostą rzecz, która po renderingu wygląda bardzo efektownie :]

Szklanka Naat z boku

Szklanka Naat w perspektywie

Oj, właśnie czytam w regulaminie, że zgłoszenia trzeba było wysłać do końca marca 2008… ale na portugalskiej stronie deadline jest 18 kwietnia. Więc może się uda wziąć w tym udział.

Trzeci dzień lata, w którym znalazłam Paulo

0

Posted by Naat | Posted in design, szkoła | Posted on 05-04-2008

Odnalazłam Paulo =) Poszłam rano na jego zajęcia i o dziwo drzwi do sali były otwarte, a w środku Paulo prowadził wykład! W przerwie podeszłam do niego, a on zaczął się tłumaczyć, że go nie było, bo był First a potem wystawa w Batalhii a potem przerwa świąteczna i dopiero teraz prowadzi drugie zajęcia… Umówiliśmy się, że porozmawiamy o moim projekcie po lunchu (bo jakoś nie za bardzo chciało mi się myśleć bez śniadania ;P bez śniadania - bo musiałam wstać o 7.00, aby zdążyć na zajęcia z Solid Works na 8.30, ale oczywiście nie mogłam się zmusić do wyjścia spod kołdry wcześniej niż o 8.00 :P i potem szybka kąpiel i na rower… i wyrenderowałam swoją szklankę =D)

Szklanka

Paulo prowadził chyba ciekawe zajęcia… piszę “chyba” bo nie rozumiem co mówił, ale pokazywał świetne filmy. Jego studenci, w ramach przygotowania do wykonania swojego dyplomowego projektu, mają zrobić “reaserch” (to tutaj bardzo ważne słówko) na temat projektowania krótkich form na użytek telewizji - czyli reklam, wideoklipów, czołówek filmowych. Paulo powiedział, że to mnie nie dotyczy, bo pewnie i tak to wszystko wiem (no cóż, mylił się ;P). Ja mam robić swój projekt, pomysł uznał za dobry - i mam się absolutnie niczym nie ograniczać! Mówiąc to był bardzo entuzjastyczny i machał rękami =) To naprawdę przemiły człowiek. Tylko, niestety, ma bardzo niski głos i mówi dość cicho, czasem stosując skróty myślowe i ciężko mi go wówczas zrozumieć. Rozmawiał ze mną z godzinę po zakończeniu zajęć, o Rafaelu Bordalho Pinheiro i o pracy w reklamie.

Co prawda nie wiem o czym dokładnie był wykład, ale odnalazłam część z rzeczy, które Paulo pokazywał…

Jonathan Glazer - twórca filmów reklamowych i najlepszych znanych mi wideoklipów:
artykuł na Wikipedii (ang.)
Film o Glazerze - część 1, 2, 3, 4
Najlepsze wg mnie teledyski: Jamiroquai - Virtual Insanity, Radiohead - Street Spirit, Karma police, i coś dla Iwa: Nick Cave - Into my arms
i najlepsze reklamy: Levi’s Odyssey, Guiness - Surfers, pozostałe też świetne - Wrangler - Ride, another Levi’s, Stella Artois (z polskim akcentem), Motorola walcząca z AIDS (świetna technicznie, ale przesłanie jednak dość dwuznaczne etycznie…)

Dead man on campus - czołówka filmu

Tzw. “identy” stacji telewizyjnych:
Channel 4 - różne identy na YouTube, w tym moje ulubione: drapacze chmur, bloki, Islandia, latające żywopłoty :)
BBC ONE

Drugi dzień lata, w którym szukałam Paulo Ramalho w miłym towarzystwie i później z aparatem ;) *

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, kultura, szkoła | Posted on 03-04-2008

Dzisiejszy dzień pod względem ilości zdarzeń mógłby wystarczyć na dwa dni ;)

Zaczął się wcześnie. Po wczorajszej imprezie musiałyśmy wstać o 7.30, aby zdążyć na zajęcia z Solid Works na 8.30. Oczywiście byłyśmy 20 minut spóźnione, ale tutaj to nic :] Niestety, okazało się, że nie będziemy miały 3D Studio Max na szkolnej licencji, za to możemy sobie ściągnąć podobny program ze Student Autodesk… Po zajęciach, na których okazało się, że jesteśmy najpilniejszymi uczennicami ;P poszłyśmy na poszukiwania: Natalia - Nicka w sprawie roweru, ja - Paulo Ramalho, w sprawie mojego głównego projektu. Żadnego z nich nie udało się odnaleźć…

Zadzwoniłam więc do Oriany i strasznie długo z nią rozmawiałam, usiłując ustalić gdzie możemy się spotkać - ona zaproponowała McDonalds, ale zanim byśmy go znalazły chyba by minęło pół dnia przy naszych zdolnościach… więc w końcu spotkałyśmy się z nią na parkingu pod Leklerkiem. Okazało się, że nawet gdy widzę jak Oriana mówi, to i tak ciężko mi ją zrozumieć :P Smażąc się na betonie w słońcu ucięłyśmy sobie w trójkę pogawędkę na temat rowerów i złodziei, Polaków w Anglii (to tak a propos ;P), angielskiej mody na robienie kalendarzy z kiepskimi aktami (to była anegdota i nie wiem czy dobrze to zrozumiałam :P), potem moich zdjęć koni… i w końcu Oriana narysowała nam mapkę dojazdu do ich domu. Jedziemy w sobotę =)

Potem wróciłyśmy na lunch do domu i zmusiłyśmy Marcio, aby zrobił obiecany sos serowy już wtedy, a nie wieczorem.

Po lunchu pojechałam do szkoły wznowić poszukiwania Paula… I znalazłam Rafaela ;P Studenta pierwszego roku, który ewidentnie szukał pretekstu, aby urwać się z zajęć… no i znalazł go w postaci mnie - poszedł ze mną szukać Paulo. Najpierw poszliśmy do jednej sali, gdzie rozmawialiśmy z jednym nauczycielem, który życzył mi powodzenia…. Potem poszliśmy do pokoju Paulo, gdzie spotkaliśmy nauczycielkę, która życzyła mi powodzenia…. Później udaliśmy się do portierni gdzie zostawiłam Paulowi wiadomość (”Tu Natalia z Erasmusa, błagam o spotkanie jutro, bo szukam Pana już od tygodni…”). Jutro się okaże czy to coś da. A najlepsze jest to, że wg relacji świadków Paulo jest w szkole codziennie, bo jest Ważną Osobą w Szkole… tylko jakoś ja go tylko raz w przeciągu tego miesiąca widziałam!

W międzyczasie opowiedziałam Rafaelowi o swoim projekcie, a on zapytał, czy byłam w muzeum Bordalo Pinheiro. A ja nie byłam, bo nikt - ani Google, ani Wikipedia, ani Barbara od typografii, ani Marcio ani nawet Sara nie wiedzieli gdzie to jest - a tu nagle Rafael mi mówi, ze on wie! I że mnie zaprowadzi - więc poszliśmy. Na miejscu okazało się, że on jednak tak dokładnie nie wie… w końcu trafiliśmy do fabryki ceramiki, którą założył Pinheiro, a tam znajduje się sklep, w którym jest sala wystawiennicza. Ale akurat nie ma żadnej wystawy prac Pinheiro :(

Potem poszliśmy na poszukiwanie księgarni, w której by były książki Vonneguta lub Pratchetta. Niestety, w Portugalii chyba ich nie znają ;P Na pocieszenie poszliśmy na lody, a ja wysłałam SMS do Thays, bo jeszcze w Coimbrze obiecałam jej pomóc zrobić zdjęcia do jej projektu o Pacheco. Umówiłyśmy się na 17.00. Rafael zgodził się zostać i tłumaczyć - bo Thays nie mówi po angielsku, a ja po portugalsku. Okazało się, że przyszła też Estrelinha, bo dziewczyny obie robią ten projekt. Głównym celem jest przygotowanie spektaklu, a oprócz tego zrobienie wystawy dokumentalnej o tym surrealiście. Wyszło na to, że dziewczyny chcą, abym była ich oficjalnym fotografem, co niezmiernie mnie ucieszyło :D Dzisiaj zrobiliśmy zdjęcia budynkom - domom, w których mieszkał Pacheco, restauracji i kawiarni, w której bywał, i paru innym budynkom.

__________________________________________
* Tytuł posta - thanks to Rafael ;)

Film o Helvetice

0

Posted by Naat | Posted in szkoła | Posted on 01-04-2008

Nastawiłam sobie budzik na 8.30, aby pójść na poranne zajęcia z typografii, ale gdy zadzwonił nie mogłam zmusić się do wstania z ciepłego łóżeczka tylko po to, aby doznać szoku termicznego z powodu temperatury, która panuje w moim pokoju, w którym nigdy nie zobaczę promieni słonecznych padających na podłogę, ponieważ okna wychodzą na północ… (jeszcze kilka takich zdań i zamienię się w Prousta ;P ). Więc swoim zwyczajem przestawiłam budzik, aby zadzwonił za 15 minut i potem powtórzyłam tę czynność jeszcze parę razy, aż w końcu udało mi się wstać o 10.00 ;P Do szkoły dotarłam jakoś około wpół do dwunastej, ale Barbara już skończyła zajęcia i jej nie znalazłam. Pozostaje mi więc czekać na zajęcia popołudniowe (i muszę się rozdwoić, aby być jednocześnie obecną na Digital Drawing ;P). Korzystając z wolnej chwili postanowiłam skonfigurować sobie połączenie bezprzewodowe ze szkolnym wifi. Niestety wirus Vista znów dał o sobie znać ;P Ale pisząc serio - nie wiedziałam jakie certyfikaty i zabezpieczenia poustawiać, więc poszłam do pokoju informatyków, konfiguracja zajęła im tylko jakieś 45 minut ;P Ale teraz już mam bezprzewodowy internet w szkole, kantynie i akademiku (choć pewnie już nigdy go nie odwiedzę ;P) ! ! Co prawda nie mogę połączyć się tu z Gmailem (nie mam pojęcia czemu, jakoś inne strony PHP działają…), ale nie można mieć wszystkiego ;)

Wczoraj na typografii Barbara puściła bardzo ciekawy film dokumentalny o Helvetice (reż. G. Hustwit) - strona filmu: www.helveticafilm.com/ Cały film składa się z opowieści o Helvetice snutych przez projektantów, typografów, kulturoznawców, nie ma “głosu z offu”, pomiędzy wypowiedziami są krótkie sekwencje nagrane na ulicach, pokazujące jak bardzo rozpowszechniony jest ten krój. Na początku mowa jest o historii, o tym jak Helvetica powstała, szeroko omawiane jest jej modernistyczne “tło”, potem oczywiście są głosy wielce pochwalne, ale po nich następuje i krytyka, historia buntu przeciwko Helvetice w latach 70. i 80., przedstawienie zjawiska dekonstruktywizmu… i konkluzja, że obecnie znów Helvetica powraca do łask.

Tutaj możecie sprawdzić, kto wziął udział w tworzeniu filmu. Jak wam jeszcze nie pociekła ślinka to na zachętę filmik ;) :

Dzisiaj po południu miałyśmy pierwsze zajęcia z 3D Studio Max. Prowadzi je Jose, który jest przemiły, bardzo pomocny, dobrze mówi po angielsku - i często mówi do nas, a nie jak inni dopiero na sam koniec, gdy inni juz wyjdą ;P…. no i ma oszałamiające portfolio! To zdecydowanie najlepszy nauczyciel, jakiego tu poznałyśmy. Poza nim dzisiejszego dnia poznałyśmy też Tiago, który siedział obok nas - coraz więcj Portugalczyków znamy =)

Ośmiorniczki nie stanęły w gardle ;P

0

Posted by Naat | Posted in impr, szkoła | Posted on 13-03-2008

Wstałyśmy bladym świtem, żeby być w szkole o 8.30 na Digital Drawing, oczywiście byłyśmy 10 minut przed czasem, profesor spóźnił się 15 minut, a zajęcia rozpoczęły się po 9.00 ;P Byłyśmy bez śniadania, Joao mówił prawie tylko po portugalsku i rzutnik słabo świecił i niewiele było widać… I tak jakoś przedrzemałyśmy na jawie ;)

Poszłyśmy do Sandry załatwić immatrykulację, a potem Natalia poszła do domu spać, a ja poszłam na lunch, gdzie spotkała mnie coś, co wpłynęło na całe moje przyszłe życie…

Stanęłam w kolejce do ryb (z drugiej strony jest kolejka do mięsa ;) ) i zobaczyłam, że dzisiaj jest ryż z jakimiś jakby pierogami… Gdy już dostałam talerz na swoją tacę, ku mej zgrozie ujrzałam, że w tych pierogach są małe macki… Ale było już za późno za odwrót… A ja byłam piekielnie głodna… I wzięłam do ust te macki i resztę ośmiorniczek, nie patrząc na to co jem i starając się sobie wyobrażać, że to kurczak ;P czy cokolwiek innego… I stwierdziłam, że to jest bardzo smaczne! Wręcz pyszne :] Mogę chyba zatem uznać, że jednak lubię owoce morza =)

Wieczorem poszłyśmy na cheese&wine dinner do Norwegów. Było sporo osób i bardzo dużo jedzenia =) Każdy przyniósł kawałek jakiegoś sera i wino, poza tym Marik i Vesna zrobiły pieczone kiełbaski, sałatki, duszone pieczarki, grzanki ziołowe, krakersy czosnkowe, była miska truskawek, winogron, mango… Kolejna uczta bogów :D

Poznałam Annę, która studiowała już w Porto, a teraz jest na drugim roku Graphic&Multimedia, ale wcześniej była chyba rok na jeszcze innym kierunku. Ma bardzo złe zdanie o organizacji szkoły ESAD.CR - opowiadała, że władze szkoły zwodzą studentów, wszystko tłumacząc procesem bolońskim, o tym, że podwyższają bezprawnie czesne (wynosi ono ok. 100 euro miesięcznie), że starają się zlikwidować związek studentów, a przynajmniej wpływać na jego decyzje. Ogólnie w szkole od kilku lat sytuacja zmienia się na gorsze. To pierwsza osoba z Portugalii, którą słyszałam narzekającą - poczułam się prawie jak w Polsce ;P

Po zakończeniu dinneru ok. 1 w nocy poszliśmy do centrum z zamiarem udania się na dyskotekę Flux. Najpierw poszliśmy do pubu Trintas Espinhas (nie wiem czy dobrze to napisałam), było tam dość tłoczno i ogólnie wszyscy stamtąd także zmierzali do Fluxa. W czwartki odbywa się tam dyskoteka “szkolna”. Póki co jednak, wszyscy stali na ulicy i gadali. Balazs, Anita i ja postanowiliśmy wreszcie ruszyć do tej dyskoteki, ale wszyscy Portugalczycy twierdzili, że tak wcześnie to nie ma po co tam iść - dopiero ok. 2-3 można. Ale już była 2.00 ;P Poszliśmy więc na plac, gdzie wszyscy się powoli gromadzili i oczywiście gadali i gadali i gadali… Poznaliśmy niejakiego Ravena, jak sama ksywa wskazuje - metala (słucha Theatre of Tragedy) :> Trochę był zanadto zadbany jak na metala, ale tutaj tylko tacy są ;P Był tam jeszcze inny mroczny gość, cały w skórze, z długimi włosami, dużą ilością kolczyków i srogą brodą (wykapany krasnolud) - i miał na nogach skórzane kozaki na koturnie :> Raven zapytał się gdzie idziemy i skrzywił się, gdy usłyszał, ze do Fluxa. Powiedziałam więc, że słyszałam o tym, że kiedyś odbywały się świetne imprezy anty-flux’owe. Raven od razu to podchwycił i ruszył w tłum organizować Anti-Flux. Niebawem wrócił do nas zadowolony - będzie Anti-Flux i musimy przyjść. Przedstawił nam niepodważalny wywód - we Fluxie siępłaci 3 euro za wstęp - dziewczyny i aż 5 - faceci. W tym jest tylko 1 piwo. A na Anti-Fluxie nic się nie płaci za wstęp, tylko za piwo, albo i nawet za to nie.

Jeszcze sobie pogadaliśmy… minęła godzina… i nic. Wszyscy stoją i gadają na tym placu. Nikt nie idzie ani do Fluxa ani na Anti-Flux. Nikolinie i mnie już nogi przymarzły do bruku, więc poszłyśmy do akademika spać ;P Ciekawa jestem ile jeszcze czasu wszyscy stali na placu zanim poszli na balety - o ile w ogóle poszli ;P

Busy Wednesday

0

Posted by Naat | Posted in kultura, szkoła | Posted on 13-03-2008

Od rana siedziałyśmy w szkole w audytorium na pokazach animacji. Swoją prezentację miał Paul Bush (www.paulbushfilms.com) - filmowiec z Anglii. Zastanawiałam się, jakim mianem go określić - reżyser, realizator, dokumentarysta, animator - wszystkie pasują, więc określenie “filmowiec” w jego przypadku nie jest żadnym przesadnym generalizowaniem. Jego filmy są wyjątkowe, oryginalne, często eksperymentalne w formie, niebanalne w treści, wywołują refleksję nad istotą filmu. Właśnie o zagadnieniach esencji filmu, o zjawisku ruchu zapisanego w 24 (lub 25) nieruchomych obrazach na sekundę, o złudności zmysłu wzroku mówił Paul Bush, pokazując kilka swoich filmów. Jego pierwszy film - “The Cow Drama” - to 40-minutowy film o jednym dniu z życia krowy. Sprawia wrażenie dokumentu nakręconego rzeczywiście w jeden dzień, ale był kręcony wiele dni. Prawie nic się w nim nie dzieje ;P bo życie krowy jest tak nudne… zobaczyliśmy jedynie urywki, w sumie 5 minut i przyjemnie się to oglądało, człowieka ogarniał “spokój wiejskiego życia” ;) ale podejrzewam, że całość może rzeczywiście zanudzić ;P Ujęcia są długie, bardzo statyczne, krowa sie pasie, chodzi, pojawia się gospodarz, który ją doi - i to jest najbardziej “dramatyczny” moment filmu ;P wszystko wygląda tak leniwie… Uczynić głównym bohaterem tak długiego filmu krowę… brzmi to głupio, ale jednak - to jest pomysł! ;)

Kolejne filmy charakteryzowały się coraz krótszymi ujęciami. “Gdy Darwin śpi” (o ile dobrze pamiętam tytuł) składał się ze zdjęć owadów z jakiegoś muzeum, gdzie zgromadzono miliony okazów gatunków owadów. Na początku ujęcia były dość długie - widać było po kolei ususzone owadzie egzemplarze na białym tle gablotki - można się było każdemu dokładnie przyjrzeć. Z czasem ujęcia trwały coraz krócej i krócej, aż zmieniały się z częstotliwością 24 zdjęć na sekundę - tak, że poszczególne owady zlewały się w jednego poruszającego się (bo każdy egzemplarz miał zawsze trochę inaczej ułożone odnóża) insekta, który najpierw był żuczkiem, potem zamienił się w muchę, motyla itd… P. Bush opowiadał przy tym o fenomenie nieruchomych obrazów, które wyświetlane w odpowiednio krótkim czasie sprawiają wrażenie ruchomych, o tym, że faktyczny ruch nie odbywa się w klatce filmu, lecz pomiędzy tymi klatkami. W dodatku oko ludzkie nie zauważa poszczególnych klatek, gdy oglądamy film - ale gdy brakuje którejś z nich, gdy jest biała, zauważymy to białe mignięcie trwające 1/24 sekundy.

Filmem, który zrobił na mnie największe wrażenie, był “Dr Jeckyll and Mr. Hyde”, także eksperymentujący z klatkami. Każdego bohatera filmu grało dwóch aktorów - najbardziej było to oczywiście ciekawe w przypadku tytułowego bohatera, którego grał raz aktor o bardzo sympatycznej twarzy, raz taki bardziej szalony ;) Wizerunek każdego z nich był wyświetlany w co drugiej klatce, tak, że widać było naprzemiennie raz jednego raz drugiego, jednakże nie można było odróżnić ich dwóch wizerunków. Tylko czasem, gdy cały film “zwalniał” widać było, że to dwóch mężczyzn. Dodatkowo wszystkie ujęcia były kalkami scen z filmu z lat 40. Nakręcenie każdej sekwencji wymagało ogromnej pracy - aktorzy przybierali odpowiednie pozy obserwując swoje ciała w kamerze, w której było też jednocześnie widać ujęcie ze starego filmu.

Bush pokazał nam też animację na podstawie Boskiej Komedii Dantego wykonaną w następujący sposób - najpierw sfilmował drzeworyty i miedzioryty będące ilustracjami do poematu, a następnie na taśmie filmowej każdą klatkę osobno zarysowywał - w ten sposób, że jedne rysy były płytsze, inne głębsze, tak, aby wydobyć z taśmy kolor niebieski, czerwony i zielony.

Jego prezentacja zrobiła na mnie ogromne wrażenie - podziwiam ogrom pracy jaki wkłada w swoje filmy i to, że jednocześnie podejmuje tematykę istoty filmu, istoty rejestracji ruchu, że forma jego dzieł tak trafnie współgra z treścią.

Natalia poszła na pierwsze zajęcia z projektowania i wróciła rozczarowana - Miguel dał im za zadanie przeprojektowanie wybranej gry tradycyjnej. Jednak nie można jej przeprojektować za bardzo, bo ma wyglądać tak jak wyglądała, mieć te same zasady i być rozpoznawalna na pierwszy rzut oka, że to właśnie ta gra… więc w sumie to mocno ograniczył tymi warunkami kreacyjną myśl swoich studentów. Wszyscy mają zacząć od zrobienia “research’u” (jak zauważyłam, tutaj każde zadanie się od tego zaczyna) - wyszukania 10 tradycyjnych gier i poznania ich reguł, historii itd. Niestety, Miguel przez godzinę mówił po portugalsku, a dopiero gdy skończył i wszyscy wyszli, porozmawiał z Natalią po angielsku - i okazało się, że jest to zadanie do robienia w parach. Na szczęście jakiś sympatyczny grubasek imieniem Hildar [wym. Eldar ;P] zaproponował, że mogą pracować razem.

Po południu oglądałyśmy kolejną prezentację, niestety połowę czasu zajęli goście mówiący po portugalsku. Najpierw jacyś dwaj kolesie podniecali się strasznie tym, że stworzyli “filmy” - były to zwykłe zdjęcia - drgające w “rytm” jakichś fal zarejestrowanych na podstawie wybuchów gazów na Słońcu czy coś w tym stylu. Wyglądało to jak trzęsąca się fotografia… I bardzo dużo musieli mówić, aby wytłumaczyć o co w tej ich sztuce chodzi ;P


Za to jako następny głos zabrał Anglik, który mówił o wykorzystaniu animacji w komunikacji wizualnej, jak można wykorzystać ją w infografii, niebanalnych i nietypowych diagramach, w reklamie. Zaczął od definicji animacji jako projektowania w czasie. Zwrócił uwagę na rolę muzyki i na to, ze muzyka jest zjawiskiem, które nie istnieje bez czasu. Pokazał dwa przykłady - jeden kampanii informacyjno-społecznej (www.lafkon.net/tc/), drugi to animacja, na której przebieg ma wpływ to przy jakiej pogodzie ją oglądamy (dzięki naszemu IP silnik animacji wie, skąd jesteśmy i łączy się z serwisami, aby pobrać informacje o aktualnej u nas pogodzie) - dlatego każdorazowe wyświetlenie animacji pokaże nam inny film (www.theunseenvideo.com)I to jeszcze nie koniec dnia - wieczorem poszłyśmy do Marcio na zupę szpinakową (która podobno była przypalona, ale ja nie czułam, bo byłam głodna ;P) i na korepetycje z Solid Works. Marcio przez jakieś 3 godziny robił z nami ćwiczenie domowe na zajęcia z Digital Drawing na następny dzień….GreatProject-inSW

Ciąg dalszy poznawania nauczycieli

1

Posted by Naat | Posted in szkoła | Posted on 10-03-2008

O 9.30 poszłam na zajęcia z typografii. Gdy tylko pojawiła się (przybiegła) nauczycielka chciałam do niej podejść, ale ona wówczas coś powiedziała po portugalsku i gdzieś odbiegła coś załatwiać. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy ;P aż w końcu udało mi się do niej podejść i powiedzieć magiczne “I’m from Erasmus”. Uśmiechnęła się i poprosiła, abym poczekała w sali lub na korytarzu, bo ona musi podać temat pracy i potem już będzie do mojej dyspozycji. Niestety, głupia ja, miałam jakieś zaćmienie umysłu ;P, wybrałam czekanie na korytarzu. Czekałam godzinę… Potem zobaczyłam jak Barbara wychodzi z sali i gdzieś biegnie. Po chwili wróciła, rzuciła me “5 more minutes please!” i zniknęła w sali. Znów siedzę, czekam i obserwuję drzwi. W końcu studenci zaczęli wychodzić, a ona na końcu, minęła mnie i pobiegła po schodach w dół… Po chwili zaskoczenia pobiegłam za nią, ale już jej nigdzie nie było! Wróciłam na górę, też nic… W końcu się zdenerwowałam takim olewaniem i postanowiłam pójść do domu i nie wybierać zajęć z typografii ;P Ale, gdy zeszłam na dół kierując się ku wyjściu, ona wyskoczyła zza rogu i powiedziała, ze mnie właśnie szukała. W końcu udało nam się porozmawiać. Okazało się, że są to zajęcia z podstaw typografii - przez cały 1 semestr jej grupa zajmowała się poznawaniem charakteru czcionki i bloku tekstu, ustawianiem marginesów na formacie A4, a teraz w 2 semestrze będą ustawiać tytuły, podtytuły itp… Więc dla mnie zapewne to za proste. Ale Barbara zaproponowała, że mogę robić coś swojego, np. zaprojektować własną czcionkę, tak jak jej student z Niemiec w poprzednim semestrze. Powiedziałam jej mniej więcej o moim pomyśle na subiektywny przewodnik po Caldas na Graphic Design IV i ona powiedziała, że mogę z nią robić w ramach zajęć typografię do niego. Powiedziała, że służy mi swoją wiedzą i pomocą, może podać listę lektur i opowiedzieć mi o historii i artystach z Caldas i że możemy spotykać się indywidualnie.

Wróciłam do domu, zmokłam, bo był to pierwszy deszczowy dzień od naszego przyjazdu, zjadłam śniadanie i poszłyśmy z Natalią polować na Andreasa B. (jego nazwisko jest nie do zapamiętania ;P) od Digital Prototyping. Czekałyśmy długo pod salą (w międzyczasie poszłyśmy na prezentację Reginy Pessoa i projekcję jej animacji), a on nie dość, że prowadził zajęcia do samego końca, to jeszcze przetrzymał studentów dłużej… W końcu udało nam się do niego podejść, a on od razu nam wypomniał, że jeśli chcemy uczęszczać na jego zajęcia, to już przegapiłyśmy jedne w zeszłym tygodniu a w ogóle to nie możemy się tak spóźniać (rzeczywiście, nie weszłyśmy na zajęcia od początku, ale tylko dlatego, że do tej pory zawsze najpierw rozmawiałyśmy z wykładowcą, czy możemy uczestniczyć i pytałyśmy się co mniej więcej na zajęciach jest, aby móc w ogóle zdecydować, czy one nas interesują). Andreas zaczął nam mówić o czym są jego zajęcia, a mówił po angielsku tak szybko i używał takich wyszukanych słów, że musiałam się mocno skupiać, żeby go rozumieć. Na twarzy miał niby miły wyraz twarzy, ale był bardzo zasadniczy, pewny siebie i traktował nas jak takie guły, co nie mają o niczym pojęcia. Niby miał poczucie humoru, ale ograniczało się ono tylko do udzielania nam złośliwych uwag. Gdy np. Natalia rzuciła z uśmiechem “Ojej, ale szybko mówisz po angielsku” on powiedział “Tak? To może wy nie macie wystarczająco dobrej znajomości języka, aby uczestniczyć w tych zajęciach?! Jak nie rozumiecie co mówię, to nie ma sensu tu przychodzić”. I jeszcze kilkoma innymi uwagami udało mu się skutecznie wpędzić nas w kompleksy…. Zdecydowałyśmy się jednak zostać na jednych zajęciach, które akurat się zaczynały, bo jednak przedmiot wydawał się ciekawy.

I rzeczywiście, Andreas pokazał nam najpierw film nakręcony w nowojorskim metrze (bardzo ciekawy formalnie), oczywiście nakręcony przez niego i jego kolegów. Potem pokazywał nam różne realizacje z dziedziny intermediów/multimediów - wybrał bardzo interesujące, nowatorskie przykłady. Mówił po portugalsku, ale bardzo szybko tłumaczył nam na angielski - niestety tylko część tego, co mówił do Portugalczyków. Zauważyłam, ze on w ogóle bardzo lubi mówić, chyba lubi słuchać swojego głosu ;P W dodatku lubi komuś przerywać i nie słucha tego co się do niego mówi - gdy pokazywał zdjęcie konia w ruchu Muybridge’a najpierw opowiedział jego historię Portugalczykom a potem zaczął po ang. opowiadać nam - powiedziałam mu, ze znamy to zdjęcie i nie musi nam “przetłumaczać”, na co on kiwnął głową i i tak to zrobił.

Podeszłyśmy też do niego po skończonym wykładzie, żeby się dowiedzieć, czy studenci robią swoje projekty, czy on daje jakieś ćwiczenia. Powiedział, że on wyznacza zadania i realizuje się je w różnych programach, aby poznać możliwości każdego. Dodał też, że chce obejrzeć nasze portfolia, żeby odkryć nasze słabe strony, żeby móc potem z nas wycisnąć ostatnie poty, abyśmy pokonały swoje ograniczenia…… że trzeba być pewnym siebie i dokładnie wiedzieć co się chce robić w przyszłości, bo inaczej życie jest bez sensu……. że można robić badziewne prace-klisze jakich teraz pełno pod klienta, żeby zarabiać albo można robić jak on ekscytujące projekty, na których się nie zarabia, ale ma się satysfakcję… Więc od razu poczułyśmy się jak te rzemieślniczki, które robią prostackie, badziewne prace, które on by wyśmiał, gdybyśmy mu pokazały swoje portfolia.

Domyślam się, że Andreas nie miał złych intencji mówiąc to wszystko, tylko chciał nas zarazić swoją pasją i zachęcić do rozwijania się…. ale niestety jego osobowość jest tak przytłaczająca i antypatyczna, a jego pewność siebie tak przerażająca, że zdecydowałyśmy się nie zapisywać na jego zajęcia. W końcu przyjechałyśmy tu studiować, poznawać inne kultury, uczyć się - owszem, ale nie kosztem nerwowej harówki zakrapianej łzami z kompleksów ;P, aby tylko usatysfakcjonować wyrafinowane ambicje Andreasa.