Grill

0

Posted by Naat | Posted in impr, weekend | Posted on 04-07-2009

A jednak się kręci!

A jednak się kręci!

Camila zorganizowała w swoim ogródku barbeque. Pojechaliśmy z samego rana = 12.00 pociąg z Cais do Sodre w kiedrunku Cascais, wysiadka na stacji Sao Joao. W Pingo Doce w Cais do Sodre zakupiliśmy Żubrówkę oraz sok jabłkowy :] Wódka jest w sumie tania, jak na produkt importowany - niecałe 7 euro, a to dlatego, że Pingo Doce jest w tym samym koncernie (sieci czy co to jest) co Biedronka. Odwrotną pocztą do nas przylatują portugalskie wina, które można kupić w cenie znacznie niższej niż w “Kuchniach świata” i innych tego typu sklepach.

Ogólnie przyjęcie było bardzo miłe, sympatyczne, przyjemne, sielskie itd :D W końcu spróbowalam grillowaną sardynkę - nic specjalnego, małe toto i dużo małych ości ma. Z typowo portugalskich potraw była też grillowane salsicha (czyli parówka :P). No i ciasto, które wczoraj z Beqa upiekliśmy. Ale oczywiście przebojem była wódka - ludzie chyba się spodziewali, że po przełknięciu dostaną ataku kaszlu, jak to zwykle bywa w filmach, ale jako, że wódka była schlodzona, to wchodziła gładko ;)

A tu powyżej ^^^^ Pedro pokazuje jak się macha hula hopem…

A na koniec poszliśmy się przejść, zaproponowałam plażę, poszliśmy i okazało się, że w ogóle w przeciwnym kierunku poszliśmy i wylądowaliśmy po środku niczego :P Więc wróciliśmy pod dom i podjechaliśmy na plażę samochodami, bo był to kawałek drogi. Plaża nie imponuje wielkością obszaru zapiaszczonego…ale ma promenadę, po której bardzo miło się spaceruje, wzdłuż której są bary, restauracje i dyskoteki. Zastanawiam się tylko, że skoro plaża nie jest szeroka i w sumie nie ciągnie się wzdłuż całego wybrzeża (plaża-skały-plaża-skały, nawet w osławionym Cascais), to czemu są tu takie dzikie tłumy turystów? Lepsza plaża jest po drugiej stronie delty Tagu - Costa da Caparica, zresztą wybieramy się tam niebawem.
Ahh, no i na koniec przyjaciel Pedro nas podrzucił do Lizbony, więc 1,30? zostało w kieszeni ;)

Parque das Nacoes nocą

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 13-06-2009

Dzień poświęcony na *pracę* - czyli ja bawiłam się w persnoalizowanie skórki bloga, a Beqa, który “musi pracować, bo ma egzamin” - usiłował sobie zainstalować Windows 7. Skończyło się to tym, że jego komputer nie miał ani Windows 7 ani Visty, bo gdy instalacja siódemki nie powiodła się, to nie mógł wrócić do Visty, a płyty instalacyjne ma w Caldas… Więc o 20 stwierdził, że skoro jego komputer kompletnie wysiadł, no to teraz możemy wyjść :P Więc pojechaliśmy sobie do Parque das Nacoes, zajęło nam to tylko bagatelka godzinę w jedną stronę (trzema liniami metra - niebieską do Baixa-Chiado, zeiloną do Alameda i czerwoną do Oriente), połaziliśmy, wypiliśmy po dwie galao, bo były takie dobre :P W jednym miejscu są maszty w flagami narodów i tabliczkami z podstawowymi informacjami o danym państwie i lakalizacją na mapie świata - myśleliśmy, że są tam WSZYSTKIE państwa, znaleźliśmy Polskę, ale Gruzji nie - i o dziwo niemieckiej flagi też tam nie ma!

Spełniłam obywatelski obowiązek

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, weekend | Posted on 07-06-2009

Dziś pojechaliśmy do ambasady polskiej - zagłosowałam, spełniłam swój obywatelski obowiązek, ha! Fajnie było wejść do “domu”, w którym od progu usłyszałam “Dzień dobry” a nie “Boa tarde” i gdzie wszyscy mówili po polsku…tak trochę jakbym była w ojczyźnie ;) No, w końcu byłam - na terytorium RP :D
Beqa się dziwił, że w sumie to tylko weszliśmy, zagłosowałam, poszliśmy do toalety (mają tam kaloryfer!! cywilizacja!!!) i wyszliśmy… nikt nie chciał “pogadać”. Beqa uznał, że gdyby to była gruzińska ambasada, to zaraz by wszyscy zaczęli się wypytywać o cel pobuty, życie, pracę itd. Cóż, Polaków tu jak Burków ;P - na ulicy dość często zdarza się usłyszeć polskich turystów (zaraz po najliczniejszych Niemcach, Francuzach i Anglikach, oraz Włochach) - może dlatego jak Polak ziomka spotyka, to się tak tym nie ekscytuje ;)

Przeszliśmy się z ambasady do Belem, bo to niedaleko…. i cykaliśmy fotki:

P.S. z 9.06: A mój kandydat wchodzi do EP =)

Uciekłam z mysiej dziury!

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, proza zycia :P, weekend | Posted on 24-05-2009

Tego już było za wiele… nie dość, że w kuchni są robale, nie dość, że w piątek zobaczyłam tam też wielkiego robala, na szczęście martwego - wyglądał tak samo jak te , które na codzień tam egzystują, tylko był 10 razy większy - nie dość, że codziennie na środku dywanu jest kocia kupa, nie dość, że generalnie w tym mieszkaniu jest brudno…. to jeszcze ten wielki insekt pojawił się ŻYWY w wannie!!!

“Odprowadziłam” (metrem) Beqa na dworzec autobusowy, w drodze powrotnej zrobiłam zakupy w Modelo, wracam do domu, wchodzę do łazienki, a tam w wannie siedzi sobie wielki karaluch! Już teraz wiem, że to karaluch, bo sprawdziłam w google. To było dokładnie to samo paskudztwo, które widziałam w piątek. Był tak wielki jak na owada, że bałam się go zabić…. no bo czym go zabić, kapciem? - a jak nie trafię i on na mnie wskoczy? Albo jak nie trafię i on ucieknie i się gdzieś schowa a potem w nocy pójdzie do mojego pokoju i na mnie wlezie i…iiii…… Więc to musiało być coś dużego i ciężkiego - wzięłam butlę z płynem do płukania i musiałam kilka razy go przygnieść, żeby padł, taki miał twardy pancerz…czy co to tam jest.

Jeszcze się trzęsłam, kiedy pisałam smsa do Eduardo, żeby wszedł na chat na skype albo odebrał mail, bo mam do niego sprawę nie cierpiącą zwłoki. Oczywiście internet był tak szybki i sprawny, że bliżej było mu do niedziałania niż działania… Zaczęłam pisać do Eduardo, zapytałam go, czy jest możliwość, abym wprowadziła się o ten tydzień wcześniej, mogę spać na podłodze, nieważne, byle by w ich ładnym mieszkaniu a nie w tej mysiej dziurze… Ale połączenie ze skypem co chwila się zrywało i Eduardo niewiele zrozumiał, więc do mnie zadzwonił. Powiedziałam mu o karaluchu, on powiedział, że mogę przyjechać na tę noc, ale żebym na razie nie brała swoich rzeczy…więc powiedziałam, że ten karaluch miał 7cm (przesadziłam, ale niewiele - bo miał 5 jak nic!), a on na to: “Siedem? Dobra, przyjeżdżaj i weź swoje rzeczy”

Więc spakowałam się, ale było tego tyle (plecak, komputer, aparat, książki z biblioteki, spore zakupy jedzeniowe), że jak przeszłam 100m w drodze do metra to doszłam do wniosku, że nie obchodzi mnie ile zapłacę, ale biorę taksówkę. Złapałam jedną na Largo do Rato i odległość dwóch przystanków metrem kosztowała mnie 5 euro.

Na górze w salonie już czekał na mnie materac ze świeżą i pachnącą pościelą, a Eduardo od razu skonfigurował mi połączenie z siecią. Dostałam smsa od Beqi (bo wcześniej wysłałam mu paniczną wiadomość po bliskim spotkaniu 1wszego stopnia z karaluchem) w stylu “Nie marw się, idź spać, a jutro postaraj się przenieść” - więc mu odpisałam, że już jestem w nowym mieszkaniu, a on na to: “Wow, szybka jesteś”  …hehehe :D

W końcu miłe miejsce…. czyste i z ludźmi!

A co do wydarzeń poprzedzających wieczór, to poszliśmy na spacer, najpierw do Marques de Pombal, to rondo jest naprawdę wielkie i robi wrażenie. Potem do parku - Parque, gdzie długo sobie siedzieliśmy nad sadzawką, a potem do Corte de Ingles, jednego z centrów handlowych - jeszcze nie wiem ile ich w Lizbonie jest, ale co chwila się dowiaduję o następnym. Sklepy w Corte były zamknięte, tylko bary działały, ale postanowiliśmy zjeść w naszych Armazons do Chiado =) Tylko, że stacja pod Corte de Ingles, czyli Sao Sebastiao, jest zamknięta, bo rozbudowują ją o czerwoną linię metra, więc musieliśmy przejść kawałek do następnej stacji, czyli Parque. Jedzenie było w trybie ekspresowym, bo godzina odjazdu autobusu nagle niespodziewanie się zaczęła zbliżać. Wróciliśmy do Rato piechotą, po drodze spotykając Pedro - i oczywiście pomimo, że się śpieszymy to przecież trzeba sobie uciąć pogawędkę :P (Beqa + Pedro + portugalski = trochę zrozumiałam ;P )

Taki miły dzień, a taki karaluchowaty jego finał :S

Zrobiłam kilka fotek ku pamięci, ale tylko w kuchni, bo jakoś nie miałam ochoty fotografować innych części tego mieszkania… ale wiele nie tracicie - wszystkie są w tym stylu ;)

Quinta da Regaleira

0

Posted by Naat | Posted in kultura, podróż, weekend | Posted on 23-05-2009

W czwartek w pracy rzuciłam pomysł, żebyśmy wybrali się do ZOO w weekend i wyszlo na to, że z Dalilą i jej chłopakiem oraz Camilą się wybierzemy, ale do Sintry, do Quinta da Regaleria, miejsca, które gorąco polecił nam Nuno. Quinta to rezydencja z wielkim ogrodem w stylu sentymentalnym “z atrakcjami” w postaci jaskiń, stawów, grot, rzeźb, wież, placyków, kamiennych ławek, ze studnią bez wody do wnętrza której można zejść i nawet z kortem tenisowym.

Umówiliśmy się o 12.00 na stacji w Sintrze, ale oczywiście a) nie wyrobiliśmy się z dojazdem na tą godzinę, bo wyszliśmy z domu o 11.30 po czym uciekł nam pociąg i czekaliśmy na następny prawie pół godziny; b) Rui, chłopak Dalili musiał od rana coś załatwić, więc nie zdąrzyli na czas; c) Camila napisała SMSa, że w końcu nie wie, czy my wszyscy jedziemy do Sintry czy nie, bo wczoraj nikt o tym nie rozmawiał (tak jakby deyzcja z czwartku musiała zostać jeszcze 5 razy powtórzona w piątek) i że w związku z tym ona nie da rady przyjechać. Więc w końcu spotkaliśmy się w czwórkę o 13.00 i poszliśmy do Quinta, gdzie najpierw zjedliśmy lunch w postaci “pikniku”. Ostało się jeszcze dużo naleśników, które miały nadzienie z dżemu albo ze straciatelli i oczywiście wszyscy chcieli trafić na straciatellę :P No a reszta będzie w opisach pod zdjęciami, które niebawem…

Quinta da Regaleira w Wikipedii, po angielsku
Strona oficjalna
Filmik ze stron Onetu - uwaga na fatalną wymowę portugalskich nazw :P
Chyba inny filmik - nie wiem, bo nie mogę go odtworzyć

Muszę przyznać, że Quinta to miejsce, które w Sintrze podoba mi się najbardziej, choć Pałac Pena i Zamek są niczego sobie, to jednak od teraz każdemu kto jedzie Sintry mówię, żeby w pierwszej kolejności poszedł do Quinta da Regaleira!

Wycieczka objazdowa

1

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, podróż, weekend | Posted on 17-05-2009

No więc sobie elegancko samochodem pojechaliśmy i nakręciliśmy: Alcobaça, Nazaré, Sao Martinho, tylko przejechaliśmy przez Foz do Arelho i do Peniche. Jak dla mnie najpiększniejsze jest Peniche =) Nagraliśmy godzinę materiału, ciekawe jak Beqa zrobi z tego 2 minuty :>

Koncert

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, kultura, weekend | Posted on 16-05-2009

W sumie bezproduktywnie spędzony dzień :S No ale trochę lenistwa w życiu też jest potrzebne :P Wieczorem poszliśmy na koncert z okazji tygodnia akademickiego w Caldas czy coś w tym stylu. Wieczorem - to znaczy o 22, ale okazało się, że koncert zaczyna się o północy. Typowe :> Ale fajnie było, zespół składał się głownie z ludzi z ESAD, grali covery, wszystko było bardzo profesjonalnie zorganizowane. Wielka hala, duża scena, wielkie głośniki i może ze 100 osób pod tą sceną :P Koło drugiej się skończyło i poszliśmy do domu, na jakieś 5 godzin spania, bo rano trzeba było wstać i jechać na wycieczkę krajoznawczą po regionie Oeste - bo Beqa musi nakręcić filmik (docelowo 2 minuty) na zajęcia w szkole.

OFFF is off

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 09-05-2009

Wstaliśmy wcześnie i poszliśmy na autobus na OFFF, szkoda było opuszczać Caldas i jechać do tej wielkiej stolicy… Dzień był deszczowy. Jak dojechaliśmy, to obejrzeliśmy “Fail gracefully panel”, czyli panel dyskusyjny o porażkach w pracy designera - polegało to na tym, że na scenie były kanapy, na których siedzieli projektanci i mieli opowiadać o swoich porażkach i jak one na nich wpłynęły, jak sobie z nimi radzą etc. Całkiem ciekawe to było. Potem była przerwa, czyli - do pastelarii i znów 2 godziny siedzenia tam, jakoś nie chciało nam się wychodzić, bo na zawnątrz padało. Tego dnia na festiwalu zapadło mi najbardziej w pamięć wystąpienie Digital Kitchen - pokazywali jak robili czołówkę do filmu True Blood, super sprawa… dla jakichś 2 minut czołówki zjeździli pół stanów zjednoczonych, a potem tak to obrobili, pewnie w After Effects, że w sumie amatorskie zdjęcia wyglądają tak niesamowicie, jakby kręcił je cały sztab specjalistów :> A potem był Stefan Sagmeister, kolejny showman, który wystąpił w sukience wystylizowany na geja i nawet miał takie ruchy. Opowiadał o swoich doświadczeniach i to było naprawdę ciekawe, pomimo, że dumny był z siebie jak mało kto, no ale w końcu to TEN SŁYNNY SAGMEISTER. Przy okazji dowiedziałam się, że on co siedem lat robi sobie totalną przerwę od pracy i na rok wyjeżdża na jakieś bezludzie… chyba też to muszę praktykować - tylko nie na bezludzie :P Beludne mieszkanie w Rato przekonało mnie, że nie mogę żyć sama :P

Caldas, sweet Caldas =)

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 08-05-2009

Teoretycznie Paulo kazał mi być dziś w pracy do lunchu, ale zaczęłam rozmawiać z Tiago o festiwalu i powiedział mi, że dziś przed południem jest prezentacja najlepszych designerskich firm portugalskich i że MUSZĘ na tym być, że mam już wyjść, bo muszę na to zdążyć… Cóż i tak bym nie zdążyła, bo byłam w pracy, to się zaczynało za 15 minut, a sama podróż pociągiem trwa 30 minut, a jeszcze trzeba dojść do stacji, no i mieliśmy jechać razem z Beqą ok. 13.00. Powiedziałam Tiago, że Paulo nie pozwolił mi jechać, na co Tiago, że on bierze odpowiedzialność na siebie. Hm, no dobra :D Wyszłam z pracy i poszłam do stacji Baixa-Chiado, bo tam się umówiliśmy z Beqą, i jeszcze poszliśmy coś zjeść do Armazéns zanim pojechaliśmy do Oeiras. Beqa już wcześniej zadzownił do mnie z domu i powiedział, że nie ma wody :| Że przyszedł koleś z wodociągów, dzwonił do drzwi, ale Catarina spała i nie reagowała, więc Beqa mu otworzył, tamten powiedział, że odłączają wodę, bo rachunek jest niezapłacony… Potem Beqa z nią rozmawiał, powiedziała, że jeszcze dziś się tym zajmie.

Na OFFF spotkaliśmy Dalilę i Pedro, którzy musieli wziąć dzień wolny, żeby przyjechać. Pedro powiedział, że nie powinnam się słuchać  Tiago, tylko zawsze pytać Paulo… Mam nadzieję, że szef jednak nie objedzie mnie za to, że byłam na festiwalu zamiast w pracy. Z Dalilą umówiliśmy się na pójście na jakiś jantar po festiwalu, problemem tylko był fakt, że w Oeiras w pobliżu OFFF nie ma żadnej restauracji, jedynie McDonalds :S

Po lunchu na OFFF była prezentacja, która tak nas znudziła, że wyszliśmy do pastelarii na przeciwko festiwalu i siedzieliśmy tam chyba ze 2 godziny :P Potem wróciliśmy i obejrzeliśmy 3 ciekawsze rzeczy:
- PES, czyli koleś który robi animacje stop-motion i naprawdę wymiata!
Western Spaghetti
Roof Sex - jego pierwszy film…i chyba najśmieszniejszy :)
Topiący się orzeszek
Game Over

- Paula Scher - jako, że projektuje od chyba lat 70. to ciekawie było posłuchać o jej doświadczeniu, poza tym nie przynudzała, pomimo, że mówiła tylko o typografii i druku

- Joshua Davies - ten to dał popisówę, co chwila odmieniał “fuck” we wszystkich formach, skakał po scenie i mówił z rozbrajającą szczerością o tym, że jak zaczyna jakiś projekt to nigdy nie wie, czy wyjdzie coś dobrego, czy kompletne gówno :P w sumie dość nietypowe wyznanie jak na profesjonalnego projektanta - ci zawsze uważają, że to co robią jest z założenia dobre, skoro są profesjonalnymi projektantami. Pedro potem powiedział mi, że nie lubi Daviesa, bo ten koleś od lat robi i mówi to samo - i faktycznie, jak popatrzyłam na zdjęcia z poprzedniego OFFF (czy może sprzed 2 lat) to pokazywał dokładnie to samo.

Dziś nagle zrobiło się zimno, a ja byłam ubrana jak na wczorajszy upał. Festiwal się skończył, spotkaliśmy Dalilę i jej znajomych, ale mieli plan pójścia do McShitu, co nam niebyt odpowiadało… Spotkaliśmy też Dominikę i Agatę, które wracały do Caldas i przyszedł mi do głowy pomysł, żebyśmy także tam wrócili tym darmowym szkolnym autobusem :] W końcu nie jest pełny i nikt nie sprawdzał czy sięjest studentem ESAD. A więc Caldas, ostoja normalności! czysto, miło i domowe jedzenie :D a nie mysia dziura… Szkoda tylko, że kierowca w autobusie włączył klimatyzację i było strasznie zimno - jak dojechaliśmy to już czułam zbliżające się przeziębienie :S

Coimbra

0

Posted by Naat | Posted in podróż, weekend | Posted on 02-05-2009

Są foty, i podpisy pod fotami wyjąsniające co, kto, gdzie i jak - klikać, żeby się powiększyło i czytać, i klikać na szczałki pod opisem, żeby nawigować po zdjęciach. Wykonać!

;P