Wycieczka objazdowa

1

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, podróż, weekend | Posted on 17-05-2009

No więc sobie elegancko samochodem pojechaliśmy i nakręciliśmy: Alcobaça, Nazaré, Sao Martinho, tylko przejechaliśmy przez Foz do Arelho i do Peniche. Jak dla mnie najpiększniejsze jest Peniche =) Nagraliśmy godzinę materiału, ciekawe jak Beqa zrobi z tego 2 minuty :>

Koncert

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, kultura, weekend | Posted on 16-05-2009

W sumie bezproduktywnie spędzony dzień :S No ale trochę lenistwa w życiu też jest potrzebne :P Wieczorem poszliśmy na koncert z okazji tygodnia akademickiego w Caldas czy coś w tym stylu. Wieczorem - to znaczy o 22, ale okazało się, że koncert zaczyna się o północy. Typowe :> Ale fajnie było, zespół składał się głownie z ludzi z ESAD, grali covery, wszystko było bardzo profesjonalnie zorganizowane. Wielka hala, duża scena, wielkie głośniki i może ze 100 osób pod tą sceną :P Koło drugiej się skończyło i poszliśmy do domu, na jakieś 5 godzin spania, bo rano trzeba było wstać i jechać na wycieczkę krajoznawczą po regionie Oeste - bo Beqa musi nakręcić filmik (docelowo 2 minuty) na zajęcia w szkole.

Nie chcę pracować kreatywnie w piątkowe późne popołudnie :P

0

Posted by Naat | Posted in staż | Posted on 15-05-2009

Gdy szef pojawił się w pracy od razu spytałam, czy jedziemy dziś do tej firmy architektowniczej robić zdjęcia - powiedział, że tak, po lunchu tam pojedziemy. Po czym wyszedł na lunch i…już nie wrócił. Dla mnie to nawet lepiej, bynajmniej nie miałam mu za złe :P bo komu by się chciało pracować w piątkowe popołudnie, szczególnie, że po pracy jechałam do Caldas :> Wyszłam nawet przed 18, żeby zdążyć na autobus o 18.15, oczywiście odjechał z opóźnieniem i gdy tylko opuścił teren dworca stanął na ponad pół godziny  w korku. Lisbona zasadniczo jest zakorkowana, a w godzinach powrotu z pracy, czyli pomiędzy 16 a 19 jest zakorkowana do kwadratu. Ale o dziwo, w Caldas byliśmy tylko z 15-minutowym opóźnieniem, bo na autostradzie te autobusy jadą z normalną prędkością, czyli 110 a jak potrzeba to szybciej. Cały czas mi się w głowie nie mieści, że prawie 90km pomiędzy Lizboną a Caldas to tylko godzina podróży, bo przywykłam do polskich połączeń w stylu Łódź-Warszawa - minimum półtorej godziny pociągiem. Choć w sumie jak się wyliczy średnią prędkość, to pociąg jdzie tylko 10km/h wolniej… ale ten pociąg to akurat jeden z najszybszych połączeń, bo tak czy inaczej porównywanie warunków transportowych w Polsce i Portugalii kończy się przeważającym zwycięstwem tej drugiej.

Dzien trzeci - dzien kaszlu

1

Posted by Naat | Posted in proza zycia :P, staż | Posted on 13-05-2009

Nuno pokazal mi, ze moge polaczyc sie z innym komputerem i na nim renderowac…… o_O…..  szkoda, ze dopiero dzisiaj :P

Ten inny komputer ma procesor intel core i7, 2.69GHz i 11.9GB RAM…. rendery wielkosci 480px przy minimalnej jakosci na moim kompie robily sie dwa razy wolniej niz rendery 720px najwyzszej jakosci…

Szef powiedział mi, że będę robiła zdjęcia w firmie architektonicznej, dla której Illusive robi stornę internetową i rebranding. Strona ma pokazywać jaka to firma jest nowoczesna i nietuzinkowa, podczas gdy ma ona wśród architektów opinię firmy robiącej chałtury.

Dzien kataru

0

Posted by Naat | Posted in staż | Posted on 12-05-2009

Gardlo przestalo bolec, za to zaczal sie katar…. gigantyczny, galopujacy katar.

Nuno nie mial dzis dla mnie materialu do trackingu, wiec zajelam sie czyms innym - trzeba ponownie wyrenderowac filmiki, ktore prezentuja jakie zmiany wprowadzono do ujec w serialu, filmiki te sa na stronie dzialu film/motion media naszej firmy: www.illusivefx.com Nuno chcial wprowadzic kilka zmian i ja to robie. Jest to dosc monotonna i nudna robota - wprowadzam jakas zmiane, cos przesuwam a potem czekam dobre 10-15 minut zanim material sie wyrederuje, aby zobaczyc JAK to wyglada. Po czym okazuje sie, ze jeszcze nie jest doskonale - Nuno uwielbia wyszukiwac jakie detale w stylu “to ujecie mozemy pokazac o pol sekundy dluzsze” - wiec znow wprowadza sie lekka zmiane i znow czekanie na render. W czasie renderowania oczywiscie komputer jest obciazony, wiec nie mozna za bardzo nic innego robic (nic innego czyli pracowac w innym obciazajacym RAM programie Adobe - natomiast przegladarka internetowa dziala sprawnie :> )

Dopiero kolo 17.00 Nuno wpadl na pomysl, ze przeciez moge renderowac na innym komputerze - moge wrecz pracowac na dwoch komputerach ( a nawet na trzech albo i wiecej), bo wszystkie sa w sieci. Wiec poprzez moj komputer lacze sie z innym, ktory ma 12 GB RAMu i procesor quad, bo sluzy za farme do renderowania =) Dzieki temu wszystko idzie 3 razy szybciej. Szkoda tylko, ze tak pozno sie o tym dowiedzialam :P

Wrocilam do domu i spotkalam tam Catarina - a nie widzialam jej od niedzieli :P Powiedziala, ze jutro przychodza kolesie z Vodafone zainstalowac staly internet. Nareszcie =)

Dzien bolu gardla

0

Posted by Naat | Posted in proza zycia :P, staż | Posted on 11-05-2009

No i jestem chora, to przez tą zimną pogodę w piątek i sobotę… obudzilam sie z niemilym bolem gardla, wiec w drodze do pracy wstapilam do farmacii, czyli apteki, i zakupilam pastilhas [pasztilijasz] de garganta (pastylki na gardlo).

W pracy dostalam juz powazne zadanie. Mam pomagac Nuno (nasz ekspert od filmu i motion media) i Dalilii w pracy nad serialem tv “Equador” (w tv co niedziele). Akcja dzieje sie w XIX wieku, wiec trzeba wstawiac w ujecia, nagrane z blue boxem (niebieskie tlo, ktore sie potem wycina, aby w jego miejsce wstawic cos innego), rzeczy wyrenderowane w 3D, sa tez ujecia w pelni CG (computer graphics), czyli takie, jest wszystko jest zrobione w komputerze. Np gigantyczny parowiec sunacy po oceanie… wyglada swietnie =)

Moim zadaniem dzisiaj byl tracking, czyli sledzenie ruchu kamery w danej scenie, w ktorej jest blue box. Nawet w zdawaloby sie nieruchomych ujeciach kamera jednak troche sie rusza i ten ruch trzeba wychwycic, aby potem idealnie podlozyc tlo (lub inny element) w miejsce tego blue boxa. Druga rzecz to keying, czyli wyciecie tego niebieskiego koloru. Jak nagranie jest nieodpowiednio zrobione to keying jest prawdziwym …pain in the ass, jak to sie mawia ;P Pracujemy nad tym w After Effects, wiec ucze sie nowych rzeczy, wiec jest super :)

Ale był spaceeeer

2

Posted by Naat | Posted in Lisboa | Posted on 10-05-2009

Przestawiam się na czas portugalski - to znaczy śniadanie o 13 ;) Trochę minęło czasu, zanim znaleźliśmy pastelarię, w której owo śniadanie zjedliśmy, bo okazuje się, że jednak w niedzielę większość z nich jest zamnięta (nawet na głównej ulicy Rua Augusta). O 15 byliśmy umówieni z Tomim przed wejściem do centrum handlowego Baixa-Chiado ( w zasadzie to ma ono inną nazwę, ale jeszcze nie wiem jaką, więc nazywamy je tak od nazwy stacji metra nad którą się znajduje). Czekaliśmy na niego pół godziny, w końcu zadzwonił - chyba cięzko mu było dotrzeć z powodu kaca, albo nie mógł zorientować sięw  terenie - w każdym razie czekał na nas pod słynną Cafe Brasileira. Postanowiliśmy napić się w niej kawy, ale chyba trzeba by było zarezerwować miejsca tydzień wcześniej :P Więc poszliśmy sobie na Praca do Comercio a potem w kierunku zamku, po drodze wstępując do Oh Caldas na almoco, który postawił Tomiego na nogi. Na zamek nie wchodziliśmy - zawsze się przyda te 5 euro w kieszeni ;P Tym bardziej, że z zamku poszliśmy przez Alfamę do dzielnicy Graca, która znajduje się na sąsiednim wzgórzu i jest tam równie malowniczy pinkt widokowy. Kiedy stamtąd schodziliśmy trafiliśmy do dzielnicy Mouraria i Martim Moniz - jest to miejsce dość straszne…biedne, ulica wygląda jak wioska cygańska tudzież zaułki Bangladeszu… na ulicy roi się od dzieci, typoków spod ciemnej gwiazdy i ludzi, którzy mówią sami do siebie, a z każdego rogu zalatuje moczem. Trafiliśmy na główną ulicę Rua da Palma, na której odbywała się defilada partii komunistycznej. Stamtąd było już niedaleko do Praca da Figueira, która jest tuż obok Praca Dom Pedro V, czyli na moje oko “najgłówniejszego” placu Lizbony (jest zwieńczeniem Rua Augusta; obok dworca Rossio). Następnym przystankiem po tak porządnym spacerze musiało być centrum handlowe nad Baixa-Chiado, gdzie są nasze już ulubione bary z obiadem za 5 euro =) Dziś wybór padł na zapiekankę z ziemniaków i mięsa mielonego (nie zastanawiałam się, co tam zmielili, w każdym razie znamienne jest, że to niedziela…pewnie wrzucili resztki z tygodnia :P) z ryżem i czarną fasolą (czyli feijoada ??).

OFFF is off

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 09-05-2009

Wstaliśmy wcześnie i poszliśmy na autobus na OFFF, szkoda było opuszczać Caldas i jechać do tej wielkiej stolicy… Dzień był deszczowy. Jak dojechaliśmy, to obejrzeliśmy “Fail gracefully panel”, czyli panel dyskusyjny o porażkach w pracy designera - polegało to na tym, że na scenie były kanapy, na których siedzieli projektanci i mieli opowiadać o swoich porażkach i jak one na nich wpłynęły, jak sobie z nimi radzą etc. Całkiem ciekawe to było. Potem była przerwa, czyli - do pastelarii i znów 2 godziny siedzenia tam, jakoś nie chciało nam się wychodzić, bo na zawnątrz padało. Tego dnia na festiwalu zapadło mi najbardziej w pamięć wystąpienie Digital Kitchen - pokazywali jak robili czołówkę do filmu True Blood, super sprawa… dla jakichś 2 minut czołówki zjeździli pół stanów zjednoczonych, a potem tak to obrobili, pewnie w After Effects, że w sumie amatorskie zdjęcia wyglądają tak niesamowicie, jakby kręcił je cały sztab specjalistów :> A potem był Stefan Sagmeister, kolejny showman, który wystąpił w sukience wystylizowany na geja i nawet miał takie ruchy. Opowiadał o swoich doświadczeniach i to było naprawdę ciekawe, pomimo, że dumny był z siebie jak mało kto, no ale w końcu to TEN SŁYNNY SAGMEISTER. Przy okazji dowiedziałam się, że on co siedem lat robi sobie totalną przerwę od pracy i na rok wyjeżdża na jakieś bezludzie… chyba też to muszę praktykować - tylko nie na bezludzie :P Beludne mieszkanie w Rato przekonało mnie, że nie mogę żyć sama :P

Caldas, sweet Caldas =)

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, design, kultura, weekend | Posted on 08-05-2009

Teoretycznie Paulo kazał mi być dziś w pracy do lunchu, ale zaczęłam rozmawiać z Tiago o festiwalu i powiedział mi, że dziś przed południem jest prezentacja najlepszych designerskich firm portugalskich i że MUSZĘ na tym być, że mam już wyjść, bo muszę na to zdążyć… Cóż i tak bym nie zdążyła, bo byłam w pracy, to się zaczynało za 15 minut, a sama podróż pociągiem trwa 30 minut, a jeszcze trzeba dojść do stacji, no i mieliśmy jechać razem z Beqą ok. 13.00. Powiedziałam Tiago, że Paulo nie pozwolił mi jechać, na co Tiago, że on bierze odpowiedzialność na siebie. Hm, no dobra :D Wyszłam z pracy i poszłam do stacji Baixa-Chiado, bo tam się umówiliśmy z Beqą, i jeszcze poszliśmy coś zjeść do Armazéns zanim pojechaliśmy do Oeiras. Beqa już wcześniej zadzownił do mnie z domu i powiedział, że nie ma wody :| Że przyszedł koleś z wodociągów, dzwonił do drzwi, ale Catarina spała i nie reagowała, więc Beqa mu otworzył, tamten powiedział, że odłączają wodę, bo rachunek jest niezapłacony… Potem Beqa z nią rozmawiał, powiedziała, że jeszcze dziś się tym zajmie.

Na OFFF spotkaliśmy Dalilę i Pedro, którzy musieli wziąć dzień wolny, żeby przyjechać. Pedro powiedział, że nie powinnam się słuchać  Tiago, tylko zawsze pytać Paulo… Mam nadzieję, że szef jednak nie objedzie mnie za to, że byłam na festiwalu zamiast w pracy. Z Dalilą umówiliśmy się na pójście na jakiś jantar po festiwalu, problemem tylko był fakt, że w Oeiras w pobliżu OFFF nie ma żadnej restauracji, jedynie McDonalds :S

Po lunchu na OFFF była prezentacja, która tak nas znudziła, że wyszliśmy do pastelarii na przeciwko festiwalu i siedzieliśmy tam chyba ze 2 godziny :P Potem wróciliśmy i obejrzeliśmy 3 ciekawsze rzeczy:
- PES, czyli koleś który robi animacje stop-motion i naprawdę wymiata!
Western Spaghetti
Roof Sex - jego pierwszy film…i chyba najśmieszniejszy :)
Topiący się orzeszek
Game Over

- Paula Scher - jako, że projektuje od chyba lat 70. to ciekawie było posłuchać o jej doświadczeniu, poza tym nie przynudzała, pomimo, że mówiła tylko o typografii i druku

- Joshua Davies - ten to dał popisówę, co chwila odmieniał “fuck” we wszystkich formach, skakał po scenie i mówił z rozbrajającą szczerością o tym, że jak zaczyna jakiś projekt to nigdy nie wie, czy wyjdzie coś dobrego, czy kompletne gówno :P w sumie dość nietypowe wyznanie jak na profesjonalnego projektanta - ci zawsze uważają, że to co robią jest z założenia dobre, skoro są profesjonalnymi projektantami. Pedro potem powiedział mi, że nie lubi Daviesa, bo ten koleś od lat robi i mówi to samo - i faktycznie, jak popatrzyłam na zdjęcia z poprzedniego OFFF (czy może sprzed 2 lat) to pokazywał dokładnie to samo.

Dziś nagle zrobiło się zimno, a ja byłam ubrana jak na wczorajszy upał. Festiwal się skończył, spotkaliśmy Dalilę i jej znajomych, ale mieli plan pójścia do McShitu, co nam niebyt odpowiadało… Spotkaliśmy też Dominikę i Agatę, które wracały do Caldas i przyszedł mi do głowy pomysł, żebyśmy także tam wrócili tym darmowym szkolnym autobusem :] W końcu nie jest pełny i nikt nie sprawdzał czy sięjest studentem ESAD. A więc Caldas, ostoja normalności! czysto, miło i domowe jedzenie :D a nie mysia dziura… Szkoda tylko, że kierowca w autobusie włączył klimatyzację i było strasznie zimno - jak dojechaliśmy to już czułam zbliżające się przeziębienie :S

OFFF start

0

Posted by Naat | Posted in design, kultura | Posted on 07-05-2009

Moglam troche dluzej pospac… do 8.00 :P Bo o 10.30 umowilam sie na festiwalu z Beqa - z Caldas ze szkoly kursuje specjalny autobus dowozacy studentow na OFFF a wieczorem zabierajacy ich z powrotem do domu. Po drodze zaliczylam punkt info na stacji metra Avenida, gdzie zlozylam wypelniony formularz ws. migawki. Potem metrem do Cais do Sodre. gdzie przesiadlam sie na pociag do Oeiras. W pociagu dostalam smsa od Beki, ze jeszcze nie ruszyli z Caldas - a byla juz 10.00. Typowa portugalska punktualnosc :P

Przyjechalam na miejsce i nawet nie musialam sie zastanawiac, gdzie dokladnie odbywa sie festiwal - po prostu szlam za tlumem ludzi. W pewnym momencie tlum zatrzymal sie i okazalo sie, ze to koniec kolejki do wejscia… Kolejka byla gigantyczna, ale na szczescie szybko sie posuwala, zamienilam bilet na szpanerska bransoletke, ktora sluzy za identyfikator i weszlam do wielkiego kompleksu hangarow. Dziki tlum posuwal sie irytujaco wolno, oczywiscie ludzie szli i mogli sie w kazdej chwili z byle powodu (stoisko Sagres, czyli piwo, albo inne stoiska z koszulkami, torbami i inne promujace jakies produkty, magazyny albo firmy, ale w sumie jak na tak wielka impreze to bylo tego malo) zatrzymac dokladnie tam, gdzie akurat stali, zero refleksji, zeby moze zejsc na bok i nie torowac drogi innym. Organizatorzy podali, ze w sumie bylo tam 3500 osob - chyba tyle biletow sprzedali. Czyli bagatelka zarobek rzedu 227 500 euro. Doszlam do wielkiego hangaru, gdzie zrobiono glowne audytorium, udalo mi sie zajac miejsce z przodu, ale nie w centrum, tylko z boku. Potem okazalo sie to byc mocno niestrategicznym posunieciem z powodu fatalnego naglosnienia. Ta hala byla tak duza, ze dzwiek ktory wychodzil z glosnikow odbijal sie echem i trudno bylo cokolwiek zrozumiec. Wszystko mialo sie zaczac o 11.30, ale oczywiscie zaczelo sie godzine pozniej. Wiec ludzie, ktorzy jechali spoznionym autobusem z Caldas niczego nie stracili. Wrecz mieli farta, bo juz nie bylo kolejki do wejscia.

Na rozpoczecie byla prezentacja Neville´a Brody, ale niewiele moglam zrozumiec z tego co mowil przez to naglosnienie :| Z tego co pokazywal - nie bylo to nic specjalnie odkrywczego, po prostu prezentowal prace swojej firmy, a to to sobie mozna na ich stronie zobaczyc. Tylko a koniec powiedzial cos co mnie zainteresowalo - podsumowal nasza wspolczesna rzeczywistosc w ten sposob, ze po raz pierwszy ludzkosc zyje w takich czasach, kiedy przyszlosc nie jawi sie jako cos lepszego od terazniejszosci. Ze my nie bedziemy zazdroscic naszym dzieciom, bo najprawdopodobniej w ich czasach swiat nie bedzie juz takim milym miejscem jakim - pomimo wielu wad - jest teraz. Ze w przeslosci ludzie zawsze postrzegali przyszlosc jako cos lepszego - a dzis jest tak, ze to terazniejszosc wydaje sie byc najlepsza. Terazniejsze czasy dobrobytu w pieknych okolicznosciach przyrody.

Po tym pierwszym pukcie programu juz przerwa - na lunch. Przedarliśmy się więc do wyjścia, na zewnątrz było już gorąco, słońce przypiekało. Wyszyliśmy poza teren festiwalu, rozglądamy się, ale -jak nie w Portugalii - w polu widzenia tylko jedna mała pastelaria. Poza tym same bloki, nawet sklepu nie ma. Oczywiście w pastelarii już kolejka robiła trzeci zakręt… Poszliśmy więc w kierunku pociągów, w końcu za stacją znaleźliśmy małą budkę z ogródkiem, gdzie dawali bifanas, czyli bułkę z plastrem wołowiny :)~

Wróciliśmy do hangarów, gdzie było dwa razy bardziej gorąco niż na dworzu. Upał i duchota były nie do zniesienia, a niektóre punkty programu mocno zalatywały nudą. Myślałam, że będą jakieś prezentacje nowych technologii do wykorzystania w dizajnie, albo, że goście będą zdradzali sekrety swojego warsztatu (skoro bilet kosztował 75EUR, to mogliby czegoś nas nauczyć :P). Ten pierwszy dzień OFFF rozczarował, nie miałam poczucia wyrzucenia kasy w błoto jedynie dlatego, że wyrzuciłam ją (kupiłam bilet) dawno temu ;P Jedna fotografka nie mogła wystąpić bo coś było nie tak z rzutnikiem, przesunęli ją na inną godzinę, ale nie powiedzieli na którą, więc jak się zjawiliśmy w hali ponownie już było po jej występie. Ale dziewczyny z Caldas, Agata i Dominika (beijinhos!!;) ) powiedzialy nam, że nic nie straciliśmy, bo owa Eva Vermandel mówiła tylko półgodziny - pokazywała zdjęcia i mówiła,  gdzie je zrobiła - nic więcej nie zdradzając… Coś ciekawego zaprezentowali James Paterson i Amit Pitaru, zrobili ładną wizualnie grę - ale we flashu, więc to żadna nowość. Za to inny ich prijekt jest wyjątkowy - stworzyli interfejs, który pozwala zamienić wizualne elementy, rysunek, na muzykę - niestety, nie mogłam tego znaleźć w necie.

Wyszliśmy stamtąd po 22.00. W drodze do domu (czyt. do mysiej dziury) wstąpiliśmy do Armazéns do Chiado, czyli centrum handlowego nad stacją metra Baixa-Chiado, gdzie można zjeść w barze wielki obiad za 5-6 euro.