Wkręcam się

0

Posted by Naat | Posted in staż | Posted on 06-05-2009

Ponieważ wczoraj skończyłam w poprawianiem zdjęć do prezentacji ZERO2 (rekord wysokości w skoku bez tlenu), to od rana do południa trochę się ponudziłam czekając aż przyjdzie Tiago i wyjaśni mi nad czym mam teraz pracować. Okazało się, że mam się zająć ulepszeniem wyglądu nowego layoutu strony Illusive. Mam nadać mu ostateczny sznyt i błysk i mam pełną wolność jeśli chodzi o wykonanie tej pracy, o ile zrobię to tak jak sobie to wyobraża Tiago… hahaha :>

Przerwa na lunch to był quest “gdzie wydrukować zdjęcie legitymacyjne, żeby ta baba w punkcie info w metrze się znów nie przyczepiła” - z pomocą Ricardo wydrukowałam to we FNAC-u czyli takim portugalskim Empiku, który jest w centrum handlowym nad stacją Baixa-Chiado. Napierw mi wydrukowali 4 zdjęcia za duże a potem 8 w dobrym rozmiarze, czyli mam teraz zapas na następne 10 lat…A potem poszliśmy na lunch do Oh Caldas - ale nikogo z firmy już tam nie było. Za to zadzwoniła do mnie Delila, że Paulo mnie szuka, bo chce ze mną porozmawiać…. Powiało zgrozą :P

Dotarłam do pastelarii na esplanadzie (czyli naszą salę konferencyjną) ok.15 no i w  końcu miałam *ważną*rozmowę*z*szefem* o tym, co będę w firmie robić. Otóż - wszystko :P To znaczy: po trochu ze wszystkiego. Poza tym, co już zlecił mi Tiago będę też pomagać Delili i Nuno w pracy nad serialem dla tv - czyli w wycinaniu scen z blue boxa (dla niezorientowanych - blue box to niebieskiego tło, które potem jest wycinane i zastępowane przez docelowe tło, w tym przpadku zrobione w programie 3Dstudio). To oznacza najczarniejszą robotę, ale mam nadzieję stać się ekspertem w After Effects ;) Poza tym Paulo ma wizję zrobienie animacji ze zdjęć (na zasadzie stop motion), filmik ten ma być rejestracją drogi z zamku do Illusive. Paulo ujął to tak: masz wziąć teraz aparat i zacząć fotografować chodząć po Baixa wszystko co wyda ci się intersujące, charakterystyczne, co oddaje klimat Lizbony (haha - jestem tu od 3 dni i już niby znam klimat Lizbony i w ogóle już jestem 100% lizbonką, tak?), potem masz iść w stronę zamku, cały czas robiąc zdjęcia, nie obchodzi mnie co i ile, możesz nawet zrobić 400 (co? tylko 400? :P) i jak już dojdziesz do zamku tak koło 18 (a wtedy była już 15.30, więc mam obfotografować z rozmysłem Baixa w 2 godziny?), to potem wracasz do Illusive i robisz zdjęcia seriami, tak, żeby potem można było z robić z tego animację ala stop motion i masz teraz robić zbliżenia na rzeczy, które wcześniej zauważyłaś… Taaaa, no dobra, kapuję o co mu chodzi. Tylko ile mam na to czasu? Dziś do 18?? Nie, na szczęście nie ma określonego deadline’u. No a poza tym mam “udowodnić swoje umiejętności” w graphic design - ach, jak ja uwielbiam gdy ludzie każą stale coś udowadniać, stale testują innych… praca pod presją TAK pozytywnie wpływa na kreatywność :>
W każdym razie - teraz miałam zrobić te zdjęcia, więc pytam się szefa czy mam jechać do domu po aparat czy co, a on na to: “Nieee, no weź ten!” i podniósł z krzesła obok (ten widok zasłaniał mi stół) Canona 5D Mark II… Fajnie, że nawet go w torbie nie nosi :P Z jednej strony to jasne - w końcu aparat nie jest od noszenia w torbie, tylko od robienia zdjęć, ale jednak…to jest TAKI sprzęt! I ja mam tak z tymi 3kg wartymi kilka tys euro łazić po mieście? Czuję się zaszczycona takim zaufaniem, ale…ekhm…
Poszliśmy na górę do firmy, bo powiedziałam, że bez filtra polaryzacyjnego ani rusz, okazało się przy okazji, że trzeba opróżnić kartę, więc jak wychodziłam w teren było już po 16 (praca do 18 taa?). Na szczęście [sic!] okazało się, że battery grip jest na wykończeniu - nie wystarczył nawet na dojście do zamku. Ale zrobiłam kilka ciekawych - i mnóstwo sztampowych:P - zdjęć. Tylko kiedy ja dokończę ten projekt??

I jeszcze jedna robota - Tiago jest w zespole rockowym i razem z Paulo maja kręcić teledysk do któregoś z ich kawałków - i czy bym chciała w tym wziąć udział w następny weekend. OK, czemu nie. Tylko czemu weeeekend? :P

Poprosiłam Paulo o pozwolenie na nie przyjście do pracy z powodu OFFF (festiwal designu, bilet kosztował mnie 75 euro…), a on najpierw powiedział, że owszem mogę iść - po pracy czyli p po ile były o 18 (OFFF codziennie jest od 11 do 22, a dojazd zajmuje ok. godziny). Jednak jak usłyszał, że już mam bilet, a wiedział po ile były bilety, to zmienił zdanie - że mogę wyjść po lunchu, ale mam nikomu w firmie nie mówić gdzie idę… W końcu siedziałam w pracy do 21, głównie sprawdzając co będzie na OFFFie. Udało mi się wybłagać Paulo, żeby pozwolił mi pójść na festiwal jutro od rana =) Bo na rozpoczęcie ma wystąpić Neville Brody, a tego nie mogę przegapić.

Mycie okien

0

Posted by Naat | Posted in proza zycia :P | Posted on 05-05-2009

Dostalam dzis pierwsze male zadanie - przygotowujemy prezentacje dla kolesia, ktory skacze ze spadochronem i uprawia tez BASE jumping. Chce on pobic rekord wysokosci w skoku ze spadochronem bez tlenu. Moim zadaniem bylo poprawic dwie grafiki (zdjecie plus inne elementy graficzne) i jedna zrobic, czyli wyszparowac zdjecie i dodac elementy, ktore sa w innych grafikach. Wiec sie nie nudzilam.

Po pracy postanowilam umyc okna, bo juz pierwszego ranka jak sie obudzilam to zobaczylam, ze kurz i brud na szybacj zatrzymuje co najmniej polowe promieni slonecznych :P Wiec w drodze z pracy kupilam plyn do mycia szyb i jak tylko wrocilam to sie wzielam za sprzatanie. Nie sadzilam, ze te okna byly az TAK brudne, nie tylko szyby ale i ramy… normalnie odkrylam inny kolor (ecru :P ) pod warstwa szarosci… Umylam swoje okno i zeby byc mila - takze okno w “living roomie”, nie sa to duze okna, a zajelo mi to 3 godziny. Normalnie jedno przejechanie scierka, ktora robila sie CZARNA i kurs do lazienki, zeby ja wyplukac pod biezaca woda.

Jak skonczylam to wrecz PADLAM….

Acha, zapomnialam o innej rzeczy - poszlam dzis zlozyc formularz o migawke i dolaczylam zdjecie, ktore kiedys “odzyskalam” w ten sposob, ze wycielam je z karty euro26 - mozna je bylo odkleic razem z zewnetrzna folia. No i ten babsztyl w pukcie info na stacji metra sie dopatrzyl, ze ta folia tam jest…. i nie przyjal tego! ghhhhhh….

Pierwszy dzień w pracy

0

Posted by Naat | Posted in staż | Posted on 04-05-2009

Mialam sie zjawic w pracy o 10.00, wiec wstalam cos kolo 7.00 zeby sie przypadkiem nie spoznic… O 9.00 wyszlam w domu, pewnie kolo 9.10 bylam w metrze, a ze mam juz niebywale doswiadczenie w poruszaniu sie lizbonskim metrem, zdobyte w zeszlym roku ;) / to kupno biletu ani przesiadka nie sprawilo mi problemu. Nie pomylilam linii ani kierunkow. Wysiadlam na stacji Baixa-Chiado ok. 9.45. Wyszlam “na powierzchnie” kierujac sie na Rua Douro i co sie okazalo? Ze znajduje sie w miejscu, ktorego wizulanie kompletnie nie kojarze… Dobylam wiec przewdonika, ktory dostalam od dziewczyn z portugalskiego (a propos jeszcze raz wielkie dzieki!), bo jest w nim mapa…. ale za cholere nie moglam sie na niej odnalezc. Usilowalam zorientowac sie w terenie po sloncu, ale ciezko bylo okreslic gdzie jest wschod, pomimo, ze byl ranek…wszedzie swiecilo tak samo :P Przypomnialo mi sie, jak Ze mowil, ze w Lizbonie zawsze ludzie orientuja sie wzgledem rzeki… ale ja niestety zadnej rzeki nigdzie nie widzialam :P Zapytalam sie jakiejs pary, ale to byli turysci rownie zagubieni jak ja… W koncu po jakichs 30 minutach dotarlam do Rua Augusta, czyli glownego deptaka, z ktorego juz wiedzialam jak trafic. Wiec bylam spozniona dobre 20 minut. Weszlam na gore, poznalam sie z Barbara, ktora powiedziala, zebym usiadla i czekala, bo Paulo jeszcze nie ma. Po pewnym czasie zaprowadzila mnie do glownego pokoju, gdzie wszyscy siedza i przedstawila mnie Dalili, ktora miala sie mna zajac. Poznalam tez ta czesc Illusive, ktora zajmuje sie graphic design i filmem, czyli Camile od modelowania w 3D, Pedro od 2D i Tiago, ktorego juz poznalam w zeszlym roku, poza tym kilka osob z czesci 3Dhelps, czyli tych co siedza tylko w 3D, architekturze itp.

Wyszlo na to - co zreszta przewidywalam :P - ze nikt za bardzo nie wiem co mam tam robic, nie ma tez az tyle pracy abym mogla komus pomoc. Wiec Dalila pokazala mi nad czym wlasnie pracowala, to reklamy jednego z supermarketow. Swoja droga niezla kampania - ten supermarket ma codziennie promocje na inne produkty i zawsze dzien wczesniej (no i tylko ten dzien wczesniej) w telewizji leci reklama mowiaca co bedzie tansze nastepnego dnia. Musza miec na to niezly budzet… W kazdym razie Dalila zajmuje sie montowaniem tych filmikow. Potem trzeba je nagrac na tasme analogowa (bo telewizja wciaz pracuje analogowo). Wiec kolo poludnia pojechalysmy nagrac te tasmy, a potem wrocilysmy do Baixa, akurat gdy ludzie z firmy wychodzili na lunch. Wiec spotkalysmy sie z nimi, czyli z Camila i dwoma Pedro i dwoma Ricardo :] Poszlismy do malej kanjpy Oh Caldas, gdzie mamy takie uklady, ze placimy za lunch 6 euro, a w tym sa przystawki (tj. chleb z maslem :D ale serio to sie to podaje jako przystawke), danie glowne, deser, napoj i kawa.

A po lunchu znow do pracy, a po pracy Dalila byla tak mila, ze pomogla mi *zaczac* zalatwiac sobie migawke. Okazalo sie, ze karte mozna wyrobic na kazdej stacji metra, ale czeka sie do dwoch tygodni na odbior (co w praktyce oznacza ponad 2 tygodnie), a tylko na 3 stacjach jest opcja “pilnie”, czyli na nastepny dzien, ale placi sie za to podwojnie (czyli 10 euro). Pojechalysmy wiec na jedna z tych stacji, na szczescie blisko, niestety padlam podczas wypelniania formularza na polu “adres”, bo nie wiem pod jakim adresem mieszkam :P Wiec mam sprawe “na pozniej”.

Wrocilam do mieszkania… pustego mieszkania. Catarina pracuje teraz od 17 do 1 w nocy, wiec jak ona wraca do domu, ja juz spie, a gdy ja wychodze do pracy, ona jeszcze spi. Wiec nie bedziemy sie za bardzo widywac…

Koniec wakacji…

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa | Posted on 03-05-2009

I tak moje 4 dniowe wakacje dobiegly konca, godzina 19.00 - autobus do Lizbony, 20kg na plecy, 7 kg w reke i ruszam do stolicy. Wczesniej zadzwonilam do Catariny, u ktorej wynajmuje pokoj, i umowilam sie z nia, ze przyjedzie po mnie na dworzec autobusowy. Niestety, dojechalam i nigdzie nie widzialam nikogo kto moglby byc nia, wiec do niej zadzwonilam - i okazalo sie, ze ona zrozumiala, ze ma na mnie czekac nie na przystanku autobusu, lecz na przystanku metra… Wiec objuczona ruszylam do metra, linia niebieska do Marques de Pombal, tam przesiadka na linie zolta i jestem w mojej mysiej dziurze czyli Rato (rato to po port. mysz). Catarina faktycznie tam przyszla (ale bynajmniej nie czekala na mnie, tylko ja nia nia) i ruszylysmy do jej mieszkania, pod gorke…. W Lizbonie zawsze sie idzie pod albo z gorki, jak w Pradze.

Ulica wygladalaw porzadku, ale potem skrecilysmy w Travessa da Quitéria, czyli nasza uliczke i tam juz nie bylo tak porzadnie - bylo juz po zmroku, wiec wygladalo to na ciemny zaulek, kosze na smieci wystawione na ulice, miedzy samochodami biegaja wychudzone koty, ale przynajmiej auta wskazywaly na porzadnych sasiadow ;P Doszlysmy do naszego budynku, mieszkanie jest na pierwszym pietrze.

Po drodze Catarina powiedziala mi, ze nie wiedziala, jakie meble bym chciala zostawic w pokoju, wiec zabrala z niego niemal wszystko. Okazalo sie, ze zabrala jeden regal :P reszta, czyli lozko, stol, komoda, lustro, stolik nocny i szafa w postaci wieszaka na kolkach - zostala i skutecznie wypelnila caly pokoj - ktory jakos w mojej wyobrazni byl wiekszy :P Catarina uczciwie od razu pokazala mi, ze lozko to konstrukcja w postaci dykty, ktora spoczywa na 6 ceglach, a na tym lezy materac (to prawie jak Swiat Dysku, ktory lezy na 4 sloniach ktore stoja na zolwiu, z tym, ze moje lozko nigdzie nie leci). Powiedziala, ze jesli chce, to ona kupi mi normalne lozko. Przypomnialam sobie lozko u Márcio - metalowy stelarz skrzypiacy jak… stary metalowy stelarz ;P i powiedzialam Catarinie, ze jak dla mnie lozko na ceglach jest O.K., skoro i tak tych cegiel nie widac (kapa do podlogi wszystko zakrywa) a jest wygodne. Przeszlysmy wiec do innych pomieszczen - lazienka wyglada o.k. choc wszystko jest dosc stare, ale przynajmniej nie ma grzyba na suficie (albo dobrze go ukryli :P). Za to kuchnia jest dosc przerazajaca, przede wszystkim ze wzgledu na wielkie szafy - bo to nie sa szafki - ktore zaczynaja sie na wysokosci mojej glowy a koncza niemal pod wysokim sufitem. Nad kuchenka (ktora stoi na niskiej szafce zrobionej z marmuru, na ktorej stoi tez butla z gazem) zbudowany jest wielki marmurowy okap, ktory takze wisi nisko, a jak sie zajrzy do srodka to widac wielka czarna dziure to innego wymiaru ;P. Lodowka niemal pusta i niezbyt czysta. Boiler duzy i bardzo sprawny. Na scianie i podlodze stwierdzono obecnosc robali (ale to chyba nie karaluchy, bo nie sa az takie brzydkie). Catarina wyjasnila, ze insekty pojawiaja sie gdy robi sie cieplo i nic na to nie mozna poradzic. Ze wzgledu na nie trzyma sztucce w plastikowym pojemniku. Zrobi dla mnie miejsce w jednej z szaf (mam kisiel i budyn! a nawet szczypiorek :> ) a w lodowce juz miejsce jest… Za kuchnia znajduje sie “mansarda” czyli bardzo popularny tu element architektowniczny w postaci zabudowanego oknami balkonu, tam stoi pralka i kuweta Maty, czyli kotki Catariny.

Obok kuchni jest maly schowek, obecnie okupowany przez torby w rzeczami ostatniego chlopaka Catariny. Od miesiecy prosi go, aby te rzeczy zabral, ale bezskutecznie. Juz nawet grozila mu wyrzuceniem ich na smietnik, ale nawet to nie podzialalo. Na przeciwko schowka jest pokoj Catariny, a z oklei obok mojego pokoju jest jeszcze jeden pokoj majacy robic za living room. Ogolnie jej mieszkanie sprawia wrazenie sympatycznego (gdyby tylko nie ta kuchnia), ale trudno sobie uzmyslowic, ze to dom dojrzalej kobiety - to wyglada jak mieszkanie studenckie. Kazdy mebel z innej parafii, mlodoscia nie grzesza, a ogolna czystosc sprawia wrazenie bycia mocno powierzchownej…Wroclam do swojego pokoju i zauwazylam ze stara, obrzydliwie pomaranczowa kapa na lozku, pomimo, ze pachnie proszkiem do prania, to ma jakies plamy i dziure po papierosie. Sciana nad lozkiem ma szare plamy, a tania lampka z Ikei ma ulamana nozke. Stol to drewniany blat na aluminiowych skladanych nogach (takich jak w stojakach na pranie) - juz rok temu zauwazylam, ze to tutaj bardzo popularne rozwiazanie dla stolu. Pokoj ma niebywala zalete w postaci balkonu - tylko jakis taki szary ten balkon, o powierzchni 1 m kwadratowego. Rozpakowalam sie itd… a Catarina zapytala, czy pokoj i mieszkanie mi sie podoba. Coz…powiedzialam, ze jest O.K…. Ehhh :P

Ach, byla jeszcze na tyle mila, ze przyniosla mi z restauracji, w ktorej pracuje, marchewkowego muffinka i jakas bulke na sniadanie. Ale coz, gdyby porownac to do lunchy i kolacji w domu Beki to jednak Catarina wypadla dosc blado… ;P Ale jest sympatyczna.

Coimbra

0

Posted by Naat | Posted in podróż, weekend | Posted on 02-05-2009

Są foty, i podpisy pod fotami wyjąsniające co, kto, gdzie i jak - klikać, żeby się powiększyło i czytać, i klikać na szczałki pod opisem, żeby nawigować po zdjęciach. Wykonać!

;P

Znow nad oceanem =)

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, weekend | Posted on 01-05-2009

Swieto pracy uczcilismy, Beka, jego rodzice i ja (jego siostra zostala, bo w koncu miala dostep do komputera ;P ), wycieczka nad ocean - do Sao Martinho i do Nazare, gdzie wjechalismy kolejka(taka jak na Gubalowke) do tej czesci miasta, ktora polozona jest wysoko na klifie. Swiecilo piekne slonce i wialo jak cholera…. Ale widok byl piekny. Poza tym Nazare nie jest jakos specjalnie ciekawe :P Kusily mnie tylko stragany w wszelkimi rodzajami orzechow i suszonych owocow =) ale przeciez ich nie kupie, bo bym sie zaczela toczyc po dolozeniu do tego gruzinskiej kolacji ;)Kupilismy sobie tylko po takim…jakby to okreslic…placku z orzeszkow ziemnych w karmelu. Dobre bylo…ale za duze :P

Zdjecia beda niebawem…

Dzien w bibliotece

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha | Posted on 30-04-2009

Jak w tytule…. skorzystalam z okazji odwiedzenia dobrze zaopatrzonej biblioteki ESADu, ktora znajduje sie juz w odremontowanym budynku i jest tam naprawde przyjemnie posiedziec i poszperac. Znalazlam kilka ksiazek, ktore wypozyczylam na miesiac na konto Beki, ciekawe tylko kiedy bede miala czas je przejrzec i wyciagnac cos do swojego dyplomu… Spotkalam tez Kamile z ASP - byla mocno zaskoczona jak mnie tam zobaczyla :D Poza tym mialam frajde z tym, ze Eduarda ze studio foto, Rui “Toranja” z graphic design i Nick Taylor tez niezle sie zdziwili jak mnie zobaczyli :>

A wieczorem poszlismy do pubu Trincas spotkac sie z erasmusami…. i to by bylo na tyle, malo ciekawy dzien ;)

DoomsDay

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha, podróż | Posted on 29-04-2009

Sroda zaczela sie dosc feralnie - prawie uciekl mi samolot… Wyjechalismy z Lodzi o 6.30 i o 8.30 stanelismy w korku pod Jankami, 13 km do Warszawy, a z 15 do lotniska…. O 9.40 zamykano odprawe i zdazylam doslownie w ostatniej chwili. To bylo jak w filmie - wpadlam na terminal, zobaczylam bramke, wlaczyly sie Rydwany Ognia w tle a ja w zwolnionym tempie ruszylam biegiem do check-in…. :D Nawet nie spojrzalam na wage bagazu, ale poprzedniego dnia mialam jeszcze 3 kg wolnego miejsca. Potem juz poszlo gladko - samolot wyladowal w Luton nawet przed czasem. Tam spotkalam Karola (pseudo Cage, autor podlinkowanego tutaj bloga o erasmusie w Coimbrze) i jego przyjaciela Pawla. Taki ten swiat maly - okazalo sie, ze lecimy do Portugalii w tym samym dniu, tym samym samolotem. Z tym, ze ja do roboty, a oni na wakacje - bo w Coimbrze odbywa sie festiwal studencki (czytaj: hektolitry darmowego piwa ;P )

Troche sobie posiedzielismy na tym lotnisku, bo samolot do Lizbony byl dopiero o 17. Przy ponownym check-in odkrylam ze moj bagaz akurat zmiescil sie w limicie 20kg - czyli jednak po dolozeniu suszarki, ksiazki i dwoch oscypkow te wolne 3 kg zniknely ;P Ten samolot tez szybciej lecial (aczkolwiek fakt, ze za mna siedzialo dziecko z ADHD wychowywane bezstresowo sprawil, ze lot wydal sie dwa razy dluzszy niz poprzedni…kopanie w moj fotel nie wystarczylo - trzeba bylo sie wczolgac pod moje siedzenie i pobawic sie moimi butami…) i wyladowalismy pol godziny przed czasem. A na miejscu juz czekala na mnie obstawa z transportem do Caldas :] A w Caldas pyszna kolacja z chaczapuri (imeretynskim) i ginja. Moje dary - zubrowka, oscypek i ptasie mleczko - poszly w odstawke - ale nie na dlugo ;)

Ku chwale przyjaźni polsko-portugalskiej!

0

Posted by Naat | Posted in Caldas da Rainha | Posted on 18-03-2009

Ciekawy zbiór zdjęć z Polski i Portugalii (i czasem innych krajów), autorstwa Rui Vilela:

http://www.flickr.com/photos/ruivilela

Opisy dużo tutaj wnoszą do odbioru treści fotek, ale - tylko dla wybrańców, którzy znają portugalski ;)

Lisboa…looking forward!

0

Posted by Naat | Posted in Lisboa, podróż | Posted on 18-12-2008

Bilet kupiony =) 29 kwietnia do Lizbony na staż xD